Literatura piękna 05 września, 2024

„Dom Holendrów” Ann Patchett, czyli wciągające wakacyjne czytadło, z którego niewiele mi zostanie.

Od czasu do czasu nachodzi mnie potrzeba na czytanie z serii #dobreksiążkiwagilekkiej  i jest to kategoria, w której najtrudniej mi znaleźć coś, co mi odpowiada. Ostatnio prosiłam Was o radę i @zakladka.angielski (dziękuję) podpowiedziała mi ten tytuł: „Dom Holendrów” Anne Patchett. Początkowo się zdziwiłam, bo intuicyjnie plasowałam to pisanie jako trudniejszą literaturę piękną. Jak się okazuje raczej błędnie.

#dobreksiążkiwagilekkiej to są dla mnie te tytuły, które niekoniecznie są bardzo lekkie tematycznie, nie takie, w których nie ma, dajmy na to, nic smutnego, ale takie, które nie wymagają dużego wysiłku przy czytaniu, przez które się płynie. „Dom Holendrów” naprawdę nieźle tu zatem pasuje. To wciągająca obyczajówka, po którą sięgałam z przyjemnością, a strony przewijałam z dużą lekkością.

To historia życia pewnej dwójki dzieci (które podczas kolejnych rozdziałów stają się dorosłymi) i ich rodzinnych, skomplikowanych i pełnych wyzwań losów. Powiązana z tytułowym domem; wielkim, imponującym gmachem, w którym całe piętro zajmuje sala balowa. Bieda, bogactwo, miłość, śmierć, poświęcenie – są tu uniwersalne tematy.

Wadą (dla mnie) tego tytułu było zbyt mocne domknięcie wszystkich wątków, na tyle, że zaczęły one w pewnym momencie tracić nieco na psychologicznej wiarygodności.

Zatem – nie zakochałam się w tej literaturze, ale raczej sięgnę jeszcze po jakiś tytuł pisarki, gdy będę miała chęć na podobną rozrywkę. Zwłaszcza, że było tu sporo trafnych mikroobserwacji, które niezwykle cenię.

P.S. Są obyczajówki, które oceniam bardzo wysoko, jak na przykład „Miałam tak wiele” Trude Marstein, więc nie czepiam się tu kategorii, chodzi o pewien sposób naginania rzeczywistości do opowieści.

Znacie Patchett? Jak Wasze wrażenia?

Aga Szynal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *