Literatura piękna 27 stycznia, 2026
Dopiero dojrzałam do Dąbrowskiej. „Noce i dnie” po drugim czytaniu.
Warto wracać do klasyki. „Noce i dnie” dopiero w drugim czytaniu (bo pierwsze nastąpiło w wieku nastoletnim, zbyt wcześnie) odsłoniły przede mną swoją wybitność. Bo jest to niewątpliwie lektura, która oparła się czasowi, na poziomie równym choćby „Brudenbrookom” Manna. Jaka szkoda, że Maria Dąbrowska nie doczekała się Nobla, do którego była wielokrotnie typowana. Zasługuje na najwyższe docenienie. Ale może tym najwyższym jest po prostu bycie czytaną z wypiekami na twarzy po przeszło wieku?
Ta powieść w 4 tomach opowiada o rozpadzie pewnej klasy; a więc i o wyłanianiu się nowego świata. To cenne samo w sobie, ale tym ciekawsze, że i my również jesteśmy w czasach rozpadu i zmiany. Świat w oczywisty sposób przyspieszył, ale Dąbrowska skupia się w swoim tekście na człowieku, a tu proces zmiany nie jest aż tak szybki.
To wręcz uderzające w jak dużym stopniu wciąż prowadzimy te same dyskusje. Historia zatacza koło, choć nieco już odmieniona.
Dąbrowska jest doprawdy bezbłędna jeśli chodzi o tworzenie pełnokrwistych bohaterek, bohaterów. Nic dziwnego, że to jedna z tych powieści, która tak przywiązała czytelniczki, czytelników, że za nic nie mogli się pogodzić z jej zakończeniem. Barbara, Bogumił, Agnieszka, Emilka, Tomaszek, a także wszyscy inni obecni w „Nocach i dniach” są jak żywi, nasi niedoskonali bliscy.
Aga Szynal