Literatura faktu 27 stycznia, 2026
Poznałam nietuzinkową osobę. „Mira. Kobieta światowa” Moniki Ksieniewicz-Mil.
Sięgnęłam po „Mirę. Kobietę światową” Moniki Ksieniewicz-Mil, gdy dowiedziałam się, że bohaterka była autorką opowiadań będących podstawą scenariusza „Wojny domowej”. To ten typ poczucia humoru, który bardzo mi odpowiada, a poczucie humoru to dla mnie ważna sprawa.
Dostałam opowieść o naprawdę nietuzinkowej kobiecie. Autorka biografii napisała ją zafascynowana niegdysiejszym spotkaniem z Mirą Michałowską, takim, które wpłynęło na całe jej życie. Mira wpływała zresztą podobno na wiele żyć, w tym – słynnych artystów i artystek, pisarzy, pisarek (także na ich teksty).
To jest życiorys, który mógłby w sobie pomieścić wiele innych. A jednak – przepadł w mrokach. Nigdy wcześniej nie słyszałam o Mirze Michałowskiej. Może również dlatego, że dla swoich tekstów (m.in. tych pisanych przez dziesięciolecia do „Przekroju”, ale również do „The New Yorkera” czy „Harper’s Magazynie”) używała niezliczonej liczby pseudonimów?
Z pochodzenia zasymilowana Żydówka, córka rozwiedzionych rodziców i, podobno, uzależnionej od hazardu matki. Przed wojną obracała się w kręgu lewicowej inteligencji, była w związku m.in. z Kliszko, któremu pomogła wyjść z więzienia i który prawdopodobnie w PRL-u otaczał ją pewnym parasolem ochronnym. Wojnę spędziła na emigracji. Straciła w niej rodzinę, brata. Wróciła do Polski, by potem z niej regularnie wyjeżdżać na kontrakty dyplomatyczne, już z drugim swoim mężem, ambasadorem.
Podobno znała wszystkich. Nie tylko w Polsce, gdzie miała stałe miejsce przy stoliku w „Czytelniku”, ale również na świecie. Mówiła płynnie kilkoma językami. Miała talent do utrzymywania kontaktu z ludźmi.
Jej książki (a napisała ich bez liku) były wydawane również za granicą.
Dużo tłumaczyła. Miedzy innymi Sylwię Plath, Joan Didion, Agathę Christie, Hemingwaya.
Cieszę się, że Monika Ksieniewicz-Mil wydobyła Mirę Michałowską z niebytu.
Choć sama biografia mogłaby być dla mnie nieco krótsza – ciut za mocno została napisana z punktu widzenia fascynatki, którą interesują wszelkie niuanse i poszlaki. Mnie, jako osobie, która dopiero Mirę poznała, wystarczyłaby nieco bardziej zwarta wersja.
Aga Szynal