Literatura faktu 27 maja, 2026
Ursula K. Le Guin „Język nocy. Eseje o pisaniu, science fiction i fantasy”, „Rzeźbię w słowach. Pisma o życiu i książkach” oraz Stanisław Lem, Ursula K. Le Guin „Listy 1972-1984”.
Status jest taki – chciałam zacząć czytać fantastykę i fantasy, żeby rozmawiać o tych książkach z synami, więc sięgnęłam po klasyczkę gatunku – Ursulę K. Le Guin.
Zakochałam się.
Znajduję u niej ogrom swoich myśli.
Ale, szczerze donoszę, na razie jeszcze nie udało mi się przeczytać żadnej jej powieści z gatunku…
Same eseje i listy.
Po połknięciu tych esejów o pisaniu plus listów wymienianych z Lemem (o czytaniu, a także ich sytuacji jako pisarzy w skrajnie różnych krajach), wyłania się obraz Ursuli K. Le Guin, który pokochałam i za którą jestem gotowa literacko iść, gdziekolwiek mnie poprowadzi.
Osoby błyskotliwie inteligentnej, wrażliwej, z bogatą wyobraźnią i twardo stąpającej po ziemi. Indywidualistki. Pełnej dystansu do samej siebie i jednocześnie nieustępliwej w kwestii pryncypiów.
Jednocześnie Le Guin uświadomiła mi, że to wcale nie jest tak, że nie lubię z zasady całego science fiction i fantastyki, jak zawsze sądziłam. Po prostu 95% książek tego gatunku jest złych i płaskich; amerykańska pisarka też ich nie ceni.
Ale przecież zachwycałam się w nastoletniości Čapkiem i „Inwazją Jaszczurów”, H.G. Wellsem i „Wehikułem czasu”, Lemem i, m.in.,„Powrotem z gwiazd” – czyli dokładnie tym, co Le Guin również uważa za dobre.
Zgadzam się z nią też ostatecznie co do tego, że to, co mnie interesuje w powieściach to „pani Brown” (a więc konkretna osoba, jak chciała Virginia Woolf, do której nawiązuje Le Guin) i to, czy udało się ją dobrze uchwycić. Przy pomocy jakich środków to zostało zrobione, to już inna sprawa.
Czytanie o tym, jak Le Guin podchodzi do pisania pozwoliło mi też wrócić do własnych sposobów na pisanie, które potem usiłowałam zabić planem (tym sposobem aktualnie nie piszę powieści, tylko przewodnik po literaturze kobiet; bo jeśli chodzi o literaturę faktu, to akurat dobrze mieć plan). A więc pójdę za panią Brown, która objawiła się w mojej głowie. Ma na imię Iza (nie podoba mi się za bardzo to imię, ale co robić, tak się nazywa i tyle).
W karuzeli zostawiam Wam trochę cytatów. Znakomita lektura dla piszących.
P.S. Mam jedno zastrzeżenie do tego wydania „Języka nocy” – ono ma za dużo wprowadzeń, niemal na nich poległam.
Aga Szynal