Blog o literaturze kobiet

Literatura piękna 08 czerwca, 2026

Powieść z rozmachem na miarę całego świata. „Samotność Soni i Sunny’ego” Kiran Desai.

Ta powieść ma rozmach na miarę całego świata. Jest o globalizacji, kolonializmie, władzy, bogactwie, zmieniającej się tożsamości – w imponująco wielu odcieniach i ujęciach. Wszystko to przyprawione zanurzeniem w wielkiej literaturze (pojawia się również Kapuściński).

Jej  prawdziwa wielkość leży jednak w zderzeniu tego, co opisałam powyżej z niebywałą intymnością tonu i opisu. W bezpośrednim wyjściu od Soni i Sunny’ego, Hindusów studiujących w Ameryce, od ich rodzin, a nawet rodów, od ich amerykańskich partnerów, od spotkań z innymi ludźmi, w wielu krajach.

„Samotność Soni i Sonny’ego” ma osiemset stron choć niezbyt wiele się w niej dzieje, ale musi tak być, bo Kiran Desai ma ambicje (spełnione) opisać zwykłość załamaną
przez zmianę, zderzenie z innym i innymi; opisać wiernie, poddańczo, skręcając tak, jak czasem sami skręcamy, pisząc własne życiowe narracje, których zrazu nie rozumiemy, ale powoli, bardzo powoli chwytamy jednak ich główny motyw (po drodze błądzimy; i my błądzimy wraz z tą powieścią i jest to piękne błądzenie, nie mogłam się od niej oderwać).

Fascynująco wplata tu pisarka wątek związku Soni z artystą. Motyw sztuki, która pożera wszystko dookoła by karmić swoją wielkość. Ale która sama staje się w jakiś sposób zależna od tego, co zjada. Albo kogo zjada. Zjadany – może jeszcze napisać własną opowieść, przejąć siłę tkwiącą w sztuce, której jest częścią.
Czy tak samo kolonizowane narody mogą postąpić w zderzeniu z kolonizatorami?

Ciekawy jest wątek zapatrzenia bogatych Hindusów w Zachód, wysyłanie dzieci na amerykańskie studia, by odcięły się od korzeni (a przy okazji mogły przyjechać do Anglii, dawnego kolonizatora jako obywatelki i obywatele potężniejszego  kraju). Czy my, w Polsce dawnego Bloku Wschodniego, nie odczuwaliśmy podobnego zachłyśnięcia się tym co zachodnie? Uciekając od tego, co własne?

Na początku jest nudno. Nie zrażajcie się. Potem wpada się wręcz w trans czytania.

Jeśli spodziewacie się ognistego romansu na miarę Romea i Julii, to nic takiego tu nie nastąpi (a widziałam takie porównania). Jest lepiej. Prawdziwej. Jako antyfanka wszystkich przejawów tego, co nazywam „tanim romantyzmem” i jednocześnie fanka zacytowanego poniżej fragmentu, jestem czytelniczo spełniona. 

„Jeśli nie masz miłości, nie istniejesz w pełni. Jeśli nie istniejesz w pełni, nie masz miłości”.

Dobrać się do samotności, to dobrać się do samego sedna „naszych czasów”. Niekoniecznie chodzi tylko o samotność w znaczeniu braku związku romantycznego. Zresztą Kiran Desai udało się napisać o dwojgu kochających się ludziach bez popadania w romantyczność (cenię!). Jest też samotność rodziców, którzy wyprawiają swoje dzieci daleko w świat. Samotność związana z emancypacją kobiet, z którą nie mogą się pogodzić mężczyźni. Samotność życia w obcej niż własna kulturze. Samotność życia we własnej kulturze, jeśli było się wychowywanym na kulturze innych krajów (literatura!). Samotność artysty. Samotność osoby, którą artysta wykorzystuje by tworzyć sztukę. I jeszcze wiele innych. Kiran Desai napisała w końcu powieść o rozmachu Budenbrooków.

Znów – to będzie jedna z najlepszych rzeczy (spośród dosłownie kilku, można je policzyć na palcach jednej ręki) przeczytanych w tym roku.

Aga Szynal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej postów

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading