Literatura piękna 26 listopada, 2023
„Łakome” Lebdy. Poetycka proza o żywym i śmierci.
Łakoma jest żałoba. Ale i łakome jest życie.
Najmocniejsze pisanie o życiu jest wtedy , kiedy piszemy o śmierci. Żywe wiecznie opiera się śmierci. Jednostkowe przegrane na jej rzecz nie zmieniają całościowego obrazu.
Narratorka „Łakomych” przyjeżdża do Maja, żeby towarzyszyć w umieraniu Babci, która wychowała ją po śmierci rodziców. Ona i druga kobieta, która ją wspiera znikają na tym końcu świata, w którym nie ma nic, a przecież i tak jest wszystko. Kobiety przejmują bycie z Babcią, bezpośrednią opiekę. Dziadek zamyka swój strach w konkretnych czynnościach. Przebudowuje. Ulepsza. Zmienia. Jego ręce są ciągle zajęte.
Jeśli idzie o poetycką prozę mam zawsze dwa lęki. Pierwszy, osobisty, że nie pojmę. Co w zasadzie zdarza się rzadko, ale biorę taką opcję pod uwagę. Jestem dobrą czytelniczką prozy, mierną poezji. Jest taka zagęszczona! Czasem ciężko wypić wiersz jednym haustem, a ja lubię brać litery tak jak się bierze kieliszek wódki; bez wahania, do dna. Drugi to taki, że pójdzie to w sentymentalizowanie i uromantycznianie, którego totalnie nie strawię. Maj? Koniec świata? Może się okazać, że to łzawa piosenka niosąca się nad ogniskiem rodem ze Stachury (a jak pisała Bator w „Gorzko, gorzko” ze Stachury lepiej wyrosnąć).
Nic z moich strachów się tu nie wydarza.
Lebda łapie w swoim pisaniu konieczny dystans, który sprawia, że to ona panuje nad opowieścią, a nie opowieść nad nią. To takie pisanie, które jest niby proste, ale dotyka głębiej niż się wydaje na pierwszy rzut oka (i to nie są tanie nuty).
Bardzo mi się podoba poetycka proza w wydaniu Lebdy.
Aga Szynal