Literatura piękna 08 stycznia, 2024
Wielogłosowa powieść rodzinna z migracją w tle. „Dżiny” Fatmy Aydemir.
Tytułowe dżiny to rodzinne tajemnice, które czasem rozsadzają korek butelki, w której je zamknięto. Niestety moja wiedza chemiczna pozostawia wiele do życzenia, bo aż mi się marzy metafora procesów, które zachodzą wewnątrz tej zamkniętej na głucho flaszki. Wyobrażam sobie, że na początku jest tam jeszcze wiele przestrzeni, wygląda na to, że cały trick się udał, będzie spokój, ale zamknięty materiał stopniowo buzuje, rozrasta się jak drożdżowe ciasto pozostawione w cieple, tyle, że ten tu żywi się milczeniem. Aż w końcu staje się jasne, że eksplozja jest nieunikniona. Dżiny wyjdą na świat. Zresztą już wcześniej wycieki zaczadzają atmosferę.
To fascynujące socjologiczne zjawisko, że jakaś forma eksplozji ma miejsce przeważnie w trzecim pokoleniu migrantów. Fatma Aydemir, autorka „Dżinow” urodziła się w Niemczech. Ale jej dziadkowie przybyli tu z Turcji. Jej powieść jest taką eksplodującą butelką z tożsamością. A raczej z pytaniem o nią. Kim ja właściwie jestem? Kim my właściwie jesteśmy?
Powieść jest napisana wielogłosowo. Poznajemy punkt widzenia ojca, i matki, tych, którzy jako pierwsi przybyli do nowej ojczyzny. Choć zaczyna się od tego, że gdy tylko
główny bohater przechodzi na emeryturę natychmiast kupuje mieszkanie w Stambule. To tam widzi przyszłość swojej starości. Jest szczęśliwy. Nie zdąży się jednak nacieszyć nabytkiem. Umiera na zawał. Wszyscy członkowie jego rodziny zjadą się tu, żeby pochować ojca. A my usłyszymy ich głosy. Najmłodszego, Umita, piętnastolatka, który zmaga się z własnym dojrzewaniem naznaczonym innością. Sevdy, najstarszej córki, na lata pozostawionej przez rodziców w Turcji z dziadkami, która dopiero jako nastolatka dołącza do nich do Niemiec, ale nie ma już szansy nadrobić braków w wykształceniu. Peri, młodej kobiety, która studiuje germanistykę (czy to alter ego pisarki? Czy w końcu właśnie do napisania książki o własnej rodzinie przydadzą się jej te, bezużyteczne, jakby się wydawało, studia?). Hakana, czyli młodego mężczyzny bez specjalnych perspektyw, zafascynowanego hip hopem, który najtrafniej opisuje jego doświadczenie.
Doskonale to jest napisane! Wielość perspektyw pozwala na ujęcie licznych aspektów tego złożonego doświadczenia jakim jest migracja w różnych jej stadiach. Pozwala też zanalizować traumę przenoszoną z pokolenia na pokolenie (temat i nam w Polsce bliski, w pewnym momencie nie mogłam nie przywołać „Chłopek” Joanny Kuciel-Frydryszak i „Żadnego końca” Zośki Papużanki). Ale nie rozpada się ta narracja na zbyt wiele kawałków, jest w niej precyzja, która wydaje się wynikać nie tylko z bardzo głębokiego zinternalizowania, ale i przemyślenia tematu.
To jest literatura, która jest mi niezwykle bliska, bo jest w samym środku tak zwanego zwykłego życia. Nie próbuje go syntetyzować w dramie, nie ocieka tragicznymi nutami, które mają jej dodać powagi. Waży obrazy tak samo jak waży słowa, których używa do ich zbudowania. Nie dociska pedału z odpowiedziami, ale też nie rozpada się całkiem w wiecznym skomplikowaniu, co nie pozwala uczynić żadnego kroku naprzód, tak jest same sobą zajęte. To wreszcie literatura, która jest, przy tym wszystkim, co wyżej padło, napisana przystępnie dla czytelniczki, czytelnika. A to jest umiejętność, którą zawsze doceniam. Pisać dobrze i pisać szeroko? To rzadko spotykane, a to właśnie takie książki mają szansę wywierać największy społeczny wpływ.
Zafascynował mnie ostatnio artykuł Magdaleny Parys w Gazecie Wyborczej o projekcie naukowym, „Cassandra”, w ramach którego naukowcy i naukowczynie na podstawie analiz dzieł literackich są w stanie przewidzieć zbliżające się kryzysy i konflikty. „Dżiny” z pewnością dostarczą cennych tropów. Może także dla rozwiązań?
Aga Szynal

Więcej postów
Patti Smith „Chleb aniołów”. Autobiografia muzyczno-pisarska.
25 września, 2026
Pocisk ze sztuki. „Kochanek” Marguarite Duras.
24 września, 2026