Literatura piękna 07 września, 2024
Napisana z niewątpliwym talentem, ale nie moja. „Alchemia” Zyskowskiej.
Jest to moim zdaniem nie tyle powieść biograficzna, ile powieść na bazie biografii, bo Katarzyna Zyskowska koncentruje się w niej na dwóch bardzo specyficznie i subiektywnie przez nią wybranych momentach z życia Marie Curie Skłodowskiej. Czytając trochę się czepiałam, że zdecydowała się pokazać Noblistkę przez pryzmat związków z mężczyznami i to akurat tych, które przysporzyły jej dużo bólu i zawodu. Szczęśliwy związek z Pierrem Curie jest prawie nieobecny. Wychodzi więc na to, że albo nauka albo mężczyźni. Albo raczej nauka staje się schronieniem i pocieszycielką dla złamanego serca.
Napisała to Katarzyna Zyskowska z wdziękiem, polotem, talentem, ale także dobrze korzystając z tricków pisarskiego rzemiosła, więc czytało mi się znakomicie, ciężko było wieczorem zgasić lampkę nocną. Sposób ujęcia tematu na pewno w tym pomógł – w końcu interesuje nas Marie Curie Skłodowska odbrązowiona, jako namiętna kobieta, która musiała stawiać czoła trudnościom.
Jest to zatem wcale niezła rozrywka, jeśli ktoś nie czytał wcześniej żadnej biografii tej słynnej Polki to co nieco się dowie, a jeśli, tak jak ja, ma biografie za sobą, będzie po prostu przyjemnie. Ale mimo wszystko ja nie jestem w pełni usatysfakcjonowana, bo nie lubię miłości jako jedynej soczewki do oglądania życia. Za mało tu dla mnie o samej pracy i macierzyństwie.
Za to bardzo się cieszę, że dzięki Zyskowskiej poznałam postać siostry Marii, Bronisławy. Pierwszej polskiej ginekolożki, działaczki społecznej i niepodległościowej.
Aga Szynal