Literatura piękna 24 września, 2026
Pocisk ze sztuki. „Kochanek” Marguarite Duras.
Osiemdziesiąt sześć stron. Tylko tyle liczy sobie „Kochanek” Marguarite Duras. Jednak widoczna na okładce mojego wydania informacja „Nagroda Goncourtów 1984” wskazuje na jego o wiele większą wagę znaczeniową.
Akcja „Kochanka” toczy się w Indochinach, a jednocześnie nawiązuje do późniejszej paryskiej i francuskiej przyszłości narratorki. Ta przygląda się początkom swojej drogi jako kobieta. Dorastaniu z matką i dwoma braćmi, bez ojca. Szkole z internatem. A przede wszystkim tej właśnie tytułowej historii, która stała się początkiem jej kobiecej, a nie dziewczęcej drogi.
Szokujące jest to, gdy opisuje piętnastoletnią, chudą dziewczynkę w męskim kapeluszu i taniej sukience, w której bogaty Chińczyk (a może raczej syn bogatego Chińczyka) dostrzega od razu to coś, co każe mu się do niej zbliżyć. Bohaterka przyjmuje wyzwanie. Zaczyna się z nim spotykać. Znika z internatu na noce.
„Bardzo wcześnie w moim życiu było za późno”, pisze na samym początku swojej opowieści Marguarite Duras.
Doskonale Duras analizuje narodziny wszechogarniającego ją pożądania. Świadomość, że tkwi w niej wszechogarniające pragnienie, które być może, jej kochanek od razu w niej spostrzegł. Tkwi i prawdopodobnie zawsze będzie w niej tkwiło. To jak odkrywanie swojego przeznaczenia. Co ciekawego, równolegle nasza bohaterka upewnia się również co do tego, że będzie pisarką.
Odkrywa siebie na wielu frontach; z całą pewnością nie jest w tej historii bierna.
Jej kochanek jest od niej kilkanaście lat starszy. Doświadczony. Dzieli ich rasa (ona jest biała), co w tym czasie stanowi dość dramatyczną barierę. To on ma pieniądze, a ona nie. Czy można więc, w obliczu tej ostatniej informacji, tę historię odczytać jednowymiarowo? Tak zdają się czynić nawet jej bliscy.
Marguarite Duras nie upraszcza jednak odbioru czytelniczce i czytelnikowi. Opowieść jest prosta i pełna pasji, ale wielowymiarowa. Pocisk ze sztuki puszczony w naszą stronę.
Przełożyła: Loda Kałuska
Aga Szynal