BLOG O LITERATURZE KOBIET

Kobieta, podmiot myślący, czyli „Błony umysłu”.

We współczesnej kulturze żarłoczne pytanie o relację człowieka ze światem domaga się kobiecej odpowiedzi, choć ma być przeznaczona dla wszystkich; formułowana z żeńskiego punktu widzenia, ale uniwersalna. Przez pewien czas”.

Tak pisze w początkach „Błon umysłu” Jolanta Córka Ireny Wnuczka Bronisławy Prawnuczka Ludwiki, którą w świecie utartych schematów każących nam kobiety nazywać nazwiskami ich ojców, a potem mężów, nazywamy Jolantą Brach-Czainą, a która sama zdecydowała się podpisać na okładce odwołując się do swego żeńskiego dziedzictwa.

„Tylko mężczyzna, używając imienia i nazwiska, może w miarę jednoznacznie prezentować siebie. A co najważniejsze przypomina mu się nieustannie, że nie jest sam, że nie wziął się znikąd. Mężczyzna zachowuje kontakt z poprzedzającymi go pokoleniami. Natomiast kobiety cywilizacja wyrwała z ich tradycji, stale przecina wszelkie związki i zaciera ślady”.

Jak to się dzieje, że się na to godzimy?

Tak nam odpowiada autorka „Błon umysłu”:

„W naszych niedobrych tradycjach kobieta jest efemerydą, zjawiskiem jednorazowym. W takiej też sytuacji jestem „ja-kobieta-człowiek” zdana na swe jednostkowe siły, szukająca doraźnych rozwiązań, gdy ktoś pyta mnie, kim właściwie jestem”.

Ano właśnie. Wszelkie wzorce kulturowe pozostawiają nas, kobiety, same sobie, każda z nas osobna, bo jeśli chcemy myśleć o całości, to wypada się przecież odwołać do kategorii „człowiek”. Problem tylko w tym, że pod tą kategorią ukrył się w zasadzie tylko i wyłącznie mężczyzna. Nie będę zresztą mówiła o całości kultury. W końcu zajmuję się tutaj bardzo konkretną jej dziedziną w postaci literatury. I zanim jeszcze przeczytałam nawoływanie Jolanty Brach-Czainy sama zdecydowałam w pewnym momencie, że na swoim blogu i profilu poświęconym książkom będę pisać tylko i wyłącznie o tych, które tworzą kobiety. Dlaczego? Gdzie tu sprawiedliwość? Takich pytań było mało, ale zdarzyły się nawoływania: a kto zajmie się nami, mężczyznami? Dlaczego tylko o kobietach? Przecież liczy się li jedynie wartość literacka samego dzieła. Odpowiadam za filozofką: przez pewien czas oddajmy głos kobietom. Przecież to, co męskie jest już tak dobrze znane. Wszyscy chowaliśmy się na „klasyce”. Ale ta klasyka była głosem mężczyzny. Tyle, że było to zawoalowane tak umiejętnie, że często nie szło się w tym zorientować. Jeśli tak jak ja kochaliście czytać, jest duża szansa, że braliście w siebie, jak ja, męskie opowieści i sądziliście, że obiektywnie opowiadają o świecie jako takim. Ich głosy oplatały nas subtelnie pewną wizją, która była przecież nieuchronnie niepełna, a jednak tak długo udawało się to ukrywać. Kobieta pozostawała jednostką, która ma sobie samodzielnie radzić ze swoim jestestwem. Mężczyzna – człowiekiem z historią, którą mógł kontynuować, do której mógł się odwoływać.

Dlatego teraz czas na to, by wsłuchać się w głosy do tej pory przemilczane. I również dlatego ja po wielu latach, gdy wyglądało to zupełnie inaczej, teraz w ogromnej większości czytam kobiety. Ileż tu jeszcze przestrzeni na opowieści! Ile tu jeszcze tematów. Teoretycznie wciąż wszystko toczy się wokół tych samych najważniejszych pytań, ale przecież jeśli zadaje je kobieta, to nabierają czasem zupełnie innego znaczenia, bo znajdują się w innym życiowym kontekście.

To ważne, żebyśmy my, kobiety, były w stanie słyszeć się wzajemnie. To ważne, żebyśmy przestały być li i jedynie nie powiązanymi ze sobą jednostkami. Bo tylko wtedy nasza perspektywa zacznie się liczyć w dyskursie o człowieku. Literatura jest tu jednym z bardzo ważnych nośników zmiany.

A do czytania „Błon umysłu” ogromnie Was zachęcam. To książka, która zostanie z Wami na zawsze.

Aga Szynal

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Więcej
Postów