Literatura piękna 27 listopada, 2023
„Kobieta, która pożyczała wspomnienia” Tove Jansson. Siła kobiecej klasyki.
Przez większość mojego życia znałam Tove Jansson wyłącznie jako autorkę „Muminków”. W wakacje sięgnęłam po jej opowiadania zebrane w tomie „Wiadomość” (w tłumaczeniu Justyny Czechowskiej i Teresy Chłapowskiej) i doceniłam mocno. Może nie było to objawienie, ale bardzo solidna proza i, przede wszystkim, zupełnie niebanalne spojrzenie na świat, nurkujące głęboko w ludzką psychikę. Teraz gdy piszę te słowa zdałam sobie sprawę, że przeważnie gdy ktoś pisze o głębokim zanurzeniu w psychologię postaci ma na myśli jakieś krzywdy, traumy i tym podobne. A u Jansson jest inaczej. Nie idzie w dramy, raczej wnikliwie się przygląda tak zwanej normalności. I to mi się podoba.
„Kobieta, która pożyczała wspomnienia” to trzy zbiory opowiadań. Tym razem wszystkie w tłumaczeniu Justyny Czechowskiej. Sporo z nich już znałam z opisanego powyżej tomu, ale na szczęście pojawiło się też sporo nowych. Zainteresowały mnie zwłaszcza te dotyczące pary kobiet, Mari i Jonny, które mieszkają na wyspie. Jest w nich szczypta humoru. Celność obserwacji dotyczących dnia codziennego i związku dwóch artystek (znów, żadnych dram, zwykłe życie).
Po raz kolejny – to nie są opowiadania, które sprawiają, że rzucam wszystko inne. Czytałam je raczej niespiesznie. Ale to dobry wybór. „Muminki” musiała napisać osoba niebanalna. Czuć to także w dorosłej prozie.
Aga Szynal