Blog o literaturze kobiet

Literatura piękna 02 grudnia, 2024

„Koszty życia” a właściwie koszty bycia kobietą. Deborah Levy w pierwszoligowej autfikcji.

Splata mi się ta lektura z czytaną dopiero co biografią Osieckiej Karoliny Felberg . I z Annie Ernaux (do której zresztą Deborah Levy nawiązuje w swoim pisaniu). Deborah Levy, tak jak one, bierze na literacki warsztat siebie. Rozważa koszty bycia kobietą. Córką. Matką.
Wyjątkowo podoba mi się tytuł jednej z trzech części wchodzących w skład tomu: „Nieruchomości”. Znamienny i celny z różnych względów. Uderzyło mnie zwłaszcza spostrzeżenie o którym nigdy nie myślałam: jak wiele kobiecej energii idzie w budowanie domu. Jaki to ogrom pracy, pod którą można się zawalić (może dlatego Osiecka od domów uciekała? Walczyła o własną twórczość).

„Ten nasz śmiech. Z własnych pragnień. Sposób, w jaki drwimy z siebie samych. Zanim zdąży to zrobić ktoś inny. Sposób, w jaki jesteśmy zaprogramowane na zabijanie. Samych siebie. To się nie mieści w głowie”.

W moim odczuciu pisarce udaje się dostatecznie mocno stanąć na zewnątrz siebie, co jest niezbędne, żeby opowiadać pierwszoligowo, ale jednocześnie nie gubi też własnego doświadczenia w oczytaniu, czyli wiedzy, która przychodzi z zewnątrz.

Stawiam ten tom również blisko twórczości Siri Hustvedt, bo Deborah Levy pracuje tu z nakładającymi się perspektywami czasowymi, z zakrzywieniem lat, niczym Hustvedt we „Wspomnieniu przyszłości” (choć po swojemu).

„Teraz, gdy stałyśmy się matkami, wszystkie byłyśmy cieniami swoich dawnych ja, ściganymi przez kobiety, którymi byłyśmy przed urodzeniem dzieci. W gruncie rzeczy żadna z nas nie miała pojęcia, co zrobić z tymi pełnymi pasji, niezależnymi młodymi kobietami, które chodziły krok w krok za każdą z nas, krzycząc i wytykając nas palcami, gdy pchałyśmy wózki w angielskim deszczu. Próbowałyśmy im pyskować, ale brakowało nam słów, by wyjaśnić, że nie jesteśmy kobietami, które jedynie „nabyły” dzieci – przeobraziłyśmy się (nowe, ciężkie ciała, mleko w piersiach, hormonalnie zaprogramowana potrzeba biegnięcia do dzieci, gdy zapłaczą), w kogoś, kogo nie do końca rozumiałyśmy”.

Książka, do której będę wracać.

Tłumaczenie: Anna Gralak

Aga Szynal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej postów

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading