Literatura piękna 15 września, 2026

We wrześniu dobrze wiedzieć, że znów najdzie wiosna. „Księga lata” Tove Jansson.

„Zdumiewająco dużo ludzi nosi w sobie marzenie o wyspie.
Czasami świadomie poszukują swojej wyspy i ją zdobywają, a zczasami marzenie i wyspie to tylko symbol czegoś, co jest poza zasięgiem”.

Polecam Wam „Księgę lata” zwłaszcza teraz, we wrześniu, jeśli Wasz dzień również znienacka przyspieszył, kalendarz zaś wypełniony jest zadaniami.

Nie ma w tej niewielkiej powieści żadnych fabularnych fajerwerków. Ot, dziewczynka, jej ojciec i babcia (alter ego autorki Muminków) spędzają wakacje na małej fińskiej wysepce. Rytm tej opowieści wyznaczają więc wyłącznie przyroda i wyobraźnia. Zatem – zwalniamy. Idziemy powoli z każdym zdaniem. Zaczynamy odczuwać wiatr, deszcz i słońce, jeśli tylko akurat się pojawi. Bywa i burza.

Pojawienie się każdej pojedynczej osoby jest na tyle nietypowe, że wytrąca z kruchej równowagi to dobrze funkcjonujące trio, ale też – pozwala się jej dobrze przyjrzeć. W ogóle wszystko tu jest z bliska. Własne emocje też. Dużo jest się w sobie.

Babcia nie chce być babcina w stereotypowym znaczeniu tego słowa. Pragnie być żywa. Myśleć. Kląć. Nie-przystawać. Pozwala więc i wnuczce na to, by ta nie koncentrowała się na malowaniu gładkiego obrazka własnej osoby w oczach innych. Bo chropowatość jest w porządku. (Pogoda daje przykład, nie rozpieszcza).

„Ale lato dotrzymuje swojej obietnicy i przemija”.

Z Jansson jakoś łatwiej mi uwierzyć, że potem znów nadejdzie wiosna.

Przekład: Halina Thylwe

Aga Szynal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *