Literatura piękna 09 lutego, 2025
„Śmierć w jej dłoniach”. Najlżejsza, wciągająca powieść Moshfegh. Z małym „ale”.
Z jednej strony – ale świetna! Tego mi było potrzeba. Dużo lżejszy kaliber niż Moshfegh prezentowała do tej pory, ale napisany z właściwym pisarce talentem, więc czyta się wyśmienicie i bardzo szybko. Do tego staruszka jako główna bohaterka – jak mi się to podoba! Zagadka kryminalna w tle. Bo zaczyna się od spaceru po lesie z psem. Vesta znajduje wtedy kartkę: „Miała na imię Magda. Nikt nigdy się nie dowie, kto ją zabił. Nie ja. Tu spoczywają jej zwłoki”.
Z drugiej strony radość lektury psuło mi jednak nieco zbyt mocne skojarzenie z „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk. Wciąż się zastanawiałam, czy rozwiązanie też będzie w podobnym duchu? Bo ewidentnie była to amerykańska wariacja na ten sam temat. Nie wiem, czy zamierzona, nie ma to dla mnie większego znaczenia, poza tym, że wpłynęło na mój osobisty odbiór i odebrało trochę frajdy przez to, że zabrakło mi świeżości.
Choć wnioski są tu jednak ewidentnie inne niż u Noblistki. To bardziej rozliczenie z własnym życiem wypełnionym powinnościami. Życiem kobiety, która nigdy nie łamała reguł.
My już wiemy jak kończą grzeczne dziewczynki. Prawda? Ale ja wciąż chętnie czytam na ten temat.
Aga Szynal