Literatura piękna 04 stycznia, 2024
„Małe preludia” Helen Garner. Siła luk w literaturze.
„Podoba mi się twoja piosenka. Dam ci radę. Wróć do domu i napisz ją jeszcze raz. Wyrzuć z niej banały. Każdy zna „To zawsze tak się dzieje” albo „Weszłam w to w pełni świadoma”. Usuń te rzeczy. Zostaw tylko obrazy. Wiesz, o co mi chodzi? Musisz wyznaczyć granicę między tym, co rozumiesz, a czego nie rozumiesz. Między banałem a tym drugim. Zrób luki. Nie zagłębiaj się w to. Nie wyjaśniaj wszystkiego. Zostaw dziury. Muzyka zrobi resztę”.
Właśnie tak napisane są „Małe preludia”. Tyle że zamiast muzyki zostaje miejsce na nasze myśli. Sami sobie musimy wypełnić te dziury. Tchnąć ducha w szkielet scen.
Małżeństwo. Chore dziecko wysysające wszystkie siły rodziny. Stara przyjaciółka, która pojawia się znienacka a wraz z nią nowe. Nawet nie przyjdzie wam do głowy, że to zgrane motywy (choć właściwie jest jeszcze więcej tego, co można by zagrać w sposób aż nazbyt oczywisty). Helen Garner znajduje jednak jakąś trudną do wypowiedzenia wprost esencję.
Trudna w odbiorze. Wymagająca skupienia. Bezwględnie dobra. Choć dla mnie nie przełomowa (pytanie brzmi czego nie zrozumiałam nie rozumiejąc odniesień muzycznych? Tu może być pies pogrzebany).
Aga Szynal
Więcej postów
Patti Smith „Chleb aniołów”. Autobiografia muzyczno-pisarska.
25 września, 2026
Pocisk ze sztuki. „Kochanek” Marguarite Duras.
24 września, 2026