Blog o literaturze kobiet

Literatura piękna 02 marca, 2026

„Pierwsze wspomnienie” Any Marii Maute. Dobrze napisana proza, którą mijam.

Późne lata 30, wojna domowa w Hiszpanii. Jej matka nie żyje, ojca uwięzili frankiści, więc Matia zostaje wysłana do surowej, mało jej wcześniej znanej babki, na Majorkę. Mieszka tu razem z kuzynem, Borją i jego matką, swoją ciotką; uczy się pod opieką zatrudnionego specjalnie w tym celu opiekuna.

Ana Maria Maute uchwyciła w tej prozie dojrzewanie – jako moment utraty niewinności, tę chwilę, gdy bielmo opada z oczu i widzimy całe zło świata, jego paskudę. Językowo mi się podobało, czułam duszność tych czasów, pętlę, która zaciskała się na wielu gardłach. Wagę moralnych wyborów, których trzeba było dokonywać.

Sięgnęłam po nią głównie ze względu na to, że akcja toczy się na Majorce, która jest mi bliska. Mam poczucie, że dotknęłam dzięki niej nieco hiszpańskiej historii, która w jakimś stopniu, choć jednak nieco z oddalenia, wpływała na tę wyspę.

Jednocześnie – w coraz większym stopniu czuję przesyt literaturą wspomnieniową.

Po wspaniałej „Hałastrze” Moniki Helfer, która wymieszała wspomnieniowkę z powieścią, czym mnie ujęła, utknęłam na jej „Tatusiu” jakoś w połowie. I teoretycznie nie mam „Tatusiowi” nic do zarzucenia, to jest dalej dobre pisarsko wspomnienie bliskiej osoby. Ale mnie się po prostu już nie chce dalej czytać wspomnień. Myślałam, że wrócę, ale już ze dwa miesiące od kiedy miałam ją w ręku po raz ostatni i już wiem, że zwyczajnie nie mam ochoty.

Potrzebuję powieści.

Aga Szynal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej postów

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading