Literatura faktu 21 września, 2026

„Mistrzyni” Manueli Gretkowskiej. O XIX-wiecznej autorce i samowydawczyni, której książkę być może wciąż macie na swojej półce.

Mistrzyni, czyli Ćwierczakiewiczowa.
Znacie? Macie gdzieś na półce egzemplarz książki kucharskiej tej polskiej Nigelli Lawson?

Koniecznie chciałam o niej przeczytać, bo sama wydawała swoje książki. Z ogromnym sukcesem!
Mam gdzieś na półkach poradnik kucharski jej autorstwa, dostaliśmy go kiedyś od moich dziadków, kiedy oboje z mężem zaczynaliśmy naukę ogarniania spraw domowych. 

„Mistrzyni” to fabularyzowaną biografia silnej acz nieszczęśliwej osoby. Gretkowa opisała końcówkę jej życia, gdy Ćwierczakiewiczowa jest już znana w całej Polsce, przyjaźni się z największymi swojej epoki. Nie sposób jej pominąć. Coś znaczy w XIX-wiecznej Warszawie. Przy tym – ciągle myli się co do ludzi. Zawodzi się na nich. Ale też wymaga bezwzględnego posłuszeństwa i być może również wykorzystuje swoją władzę troski i pieniądza.

Postać niejednoznaczna i z pewnością nielekka w codziennym życiu. Jednocześnie z całą pewnością hojna i pomocna. Ciekawe, że przyjaźni się z Prusem. I ciekawe jaki jego portret kreśli tu Gretkowska. Pozwolił mi on nieco inaczej spojrzeć na autora „Lalki” i zastanowić się głębiej skąd wzięły się pewne sceny i sposób przedstawienia bohaterów.

Gretkowa pisze sprawnie, zawsze ceniłam jej powieściowe umiejętności; nie zawodzi i tym razem.
Zostawiła mnie jednak ta powieść z gorzkim smakiem. Słabo smakował ten sukces Ćwierczakiewiczowej. Niekoniecznie umiała się nim cieszyć. A przynajmniej taki obraz wynoszę z tej książki.

P.S. To już kolejna książka, którą czytam dzięki własnemu przewodnikowi po literaturze kobiet, który wyjdzie w listopadzie, a konkretnie dzięki jego części współtworzonej przez Bookstagram. Tym razem podpowiedziała mi ją @niesamapraca

Aga Szynal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *