Literatura piękna

Adrienne Rich „Zejście do wraku”.

Sprawy mają się tak, że jest to interesujący tom wierszy. Bardzo chciałam się nim zachwycić, ale niestety nie rezonuje, nie odbija się we mnie jakoś mocniej. Co robić. Chyba nie po drodze mi z poezją politycznie się zahaczającą nawet jeśli wynika z tego, co prywatne. Za to zostawię Was z fragmentem, który właśnie,  na przekór powyższym (szczerym) słowom, mnie poruszył: „Niczemu już nie ufam, poza własnym istnieniem,które rzucono w świat jak łańcuch holowniczy,obito, sponiewierano w przypadkowych związkach,przyciągano go w jedną, to w drugą stronę”. Miałyście, mieliście ostatnio taki przypadek, że była duża chęć żeby się zachwycić, ale nie wyszło? Przełoż […]

Więcej

Magda Szabó „Tajemnica Abigél”. Proza węgierskiej pisarki działa.

Późno odkryłam to pisanie. Przegapiłam kompletnie szczyt jego popularności, a zdaje się, że ten miał miejsce gdy emitowano liczne seriale i filmy, które powstały na podstawie książek tej węgierskiej pisarki. Trafiłam na nią dopiero dzięki świadomemu poszukiwaniu literatury kobiet. Zaczęłam od „Zamkniętych drzwi” (dziękuję @dyrektor_negacja) i już wiedziałam, że to dobra pisarka. Dla mnie. Dość długo jednak nie sięgałam po kolejne tytuły, bo nie są wznawiane, trzeba szperać w starych wydaniach, kupować je z drugiej ręki, zwyczajnie – brak dostępności mnie zniechęcił, a raczej sprawił, że chwilowo zapomniałam o Szabó. Zwłaszcza, że po drodze nabyłam jeszcze jej „Staroświecką historię”, która […]

Więcej

Rozmowa z mistrzynią pisania współczesnych reporterów. „Chłodnia, czyli grzejnia”.

Podczas premierowego spotkania w radiowej Trójce prowadzący je @nogasnastronie dociekał dlaczego to właśnie Markowi Sterlingowi i Dorocie Karaś udało się namówić Małgorzatę Szejnert na wywiad-rzekę o jej bujnym życiu, także prywatnym. W końcu Szejnert wychowała w Gazecie Wyborczej całą plejadę uznanych reporterek i reporterów, Mariusz Szczygieł oraz Magdalena Grzebałkowska byli nawet w sali im. Agnieszki Osieckiej i żywo się udzielali w rozmowach o dawnej szefowej. Dochodzę jednak do wniosku, że być może to, że dla nich Szejnert jest już zawsze dawną szefową, byłoby ostatecznie ograniczające. Wpuszczenie nowych osób zadziałało. Karaś i Sterlingow podeszli do Szejnert bez żadnej tezy; a przynajmniej […]

Więcej

„Bilans snów” Chimananda Ngozie Adichie. Najważniejsza powieść wiosny.

Jaka dobra powieść o kobiecej przyjaźni i wsparciu! Szukałam takich ostatnio w związku z subiektywnym przewodnikiem po literaturze kobiet, który pisałam i wiem jak o takie książki jest trudno. „Bilans snów” zaś jest porywający.  Mamy w nim trzy bogate Nigeryjki oraz mniej uprzywilejowaną pokojówkę z Gwinei, która pracuje dla jednej z nich. Cztery osobne narracje.  Przy pierwszej sądziłam, że rzecz jest przyjemna w czytaniu, ale dość błaha. Na końcu doszłam do wniosku, że to kawał mądrej literatury o współczesności. A że przy tym czyta się ją jak na skrzydłach? Tym lepiej.  Momentem na sporządzenie „Bilansu snów” jest pandemia. Właściwa chwila, […]

Więcej

Lauren Groff awanturuje się o kobiety. „Awanturnica”.

Czy siła kobiet koniecznie musi oznaczać bycie girl boss? Niekoniecznie. Amerykańska pisarka wciąż to udowadnia w swoim pisaniu, bo właściwie od początku awanturuje się o kobiety. Dobiera różne scenografie i formy, żeby nam opowiadać o kobiecej sile. Robi to naprawdę dobrze. Moim zdaniem zostanie na literackiej scenie na długo. Nie inaczej jest i w najnowszym zbiorze opowiadań „Awanturnica”. Ulubionych opowiadań mam tu dobrych kilka. To o młodej dziewczynie, która wynajmuje mieszkanie u staruszki na Zachodnim Wybrzeżu, robi swoje, ale to właśnie na styku z historiami tamtej, tworzy dorosłą siebie. I to o kobiecie, która idzie na emeryturę i w strachu […]

Więcej

Zyta Rudzka konsekwentnie charakterna. „Tylko durnie żyją do końca”.

U Ernaux mamy zdradę klasy z powodu awansu społecznego. U Rudzkiej odwrotnie, jest zdrada z powodu świadomej deklasacji. Mnie to ciekawi. Być może to będzie moja ulubiona powieść Rudzkiej (jeszcze daję sobie czas). „Jestem nauczycielką niższego szczebla, zawsze do tego dążyłam, inny poziom mnie nie interesuje” – mówi główna bohaterka „Tylko durnie żyją do końca”, która żyje w starym gospodarstwie na wsi z dwoma mężczyznami i pracuje jako nauczycielka WFu. Szybko okazuje się, że to rzeczywiście jej w pełni świadomy wybór – wtedy gdy z miasta przyjeżdża do niej (zresztą raz po raz) ojciec, adwokat. „Cała nasza trójka miała plan, […]

Więcej

Powieść dobra, jak rzadko która. „O pięknie” Zadie Smith.

„O pięknie”  – czyli powieść nie do przeoczenia. Całe szczęście, że wreszcie po nią sięgnęłam! Naprawdę rzadko zdarza się coś tak dobrego. Amerykański uniwersytet i dwóch oponentów. Prawicowy Monty Kipps i lewicowy Howard Belsey. Chyba nie muszę dodawać, że szans na porozumienie nie ma żadnych? Ale tak naprawdę na pierwszym tle obserwujemy historie ich rodzin. Żon, dzieci. I to jak „ideały” mają się do codzienności. Aż się boję, że pomyślicie w tym momencie, że to dość płaska historia. Bo wcale, a wcale tak nie jest. To jest złożone, wielowarstwowe pisanie, które porusza całą masę współczesnych kwestii, ale też przede wszystkim […]

Więcej

Czy będzie z tego Nobel? Anne Carson „Piękno męża”.

Każdy ma pewne własne granice dobrego smaku, których czasem nawet nie jest świadom, ale stosuje je bezbłędnie w przyłożeniu do konkretnych przypadków. Otóż ja zasadniczo nie trawię, gdy ktoś jest tak zakochany we własnej erudycji, że nie dość, że idzie z nią jak z tarczą, niech wszystko schodzi z drogi, bo on WIE (zresztą im mniej wie, tym tarcza przeważnie większa), to dodatkowo ta przysłania mu to, co w nim własne, swoiste, prawdziwie interesujące. Otóż Anne Carson jest dla mnie przeciwieństwem opisanego wyżej przypadku. Że jest naszpikowana wiedzą to pewne, tak jak to, że na nie wszystkie jej odniesienia literackie […]

Więcej

„Róża. Rybka. Bunt” Róży Ostrowskiej. Zapomniana literacka wyspa.

Ostatni raz czułam się podobnie czytając „Najadę” Zyty Oryszyn. Teraz – znów – nieodkryte lądy, całkiem zapomniana literacka wyspa: Róża Ostrowska. Aktorka, scenarzystka, zachwycająca pisarka. Jak to się stało, że taki talent zniknął? Dobrze, że dzięki wydawnictwo słowo/obraz terytoria znów wypływa. W tym zbiorze dostaliśmy kilka tekstów, opowiadań i niewielkich powieści, dobranych kluczem biograficznym. Zaczynamy na Kresach, zjawiamy się w Gdańsku, kończymy na Kaszubach. Nieustannie zresztą będą się wszystkie te rzeczywistości ze sobą przenikać, we właściwym tylko dla pisarki stylu. Zobaczcie cytaty na slajdach, żeby wiedzieć czego się spodziewać. To przenikliwa proza przesiąknięta niedopowiedzianym smutkiem, ale i pełna zachwytów. Niebywale […]

Więcej

„Pokój Vilhelma”. Pożegnanie z Tove Ditlevsen.

U kogo nazwisko Ditlevsen wywołuje odruch sięgnięcia po swoją listę czytelniczą i dodania pozycji? „Pokój Vilhelma” to ostatnia powieść Tove Ditlevsen napisana przed samobójstwem. Pisana w trzeciej osobie, ale miejscami pisarka łamie tę narrację i wpuszcza siebie, miesza autofikcję z fikcją. Poruszył mnie ten, dość oszczędnie zresztą stosowany, zabieg. Tak zresztą jak i cały „Pokój Vilhelma”. To książka o rozpadzie związku, który nie potrafi się na dobre rozpaść choć trwać też nie. Główna bohaterka, Lily, to uznana pisarka pochodząca z robotniczej rodziny, ewidentnie alter ego autorki. Vilhelm, ojciec jej nastoletniego syna, intelektualista, który niegdyś pomógł Lily wyjść z nałogu, wyprowadza […]

Więcej

„Dni pamięci” Geraldine Brooks. Jak wyszarpać sobie prawo do żałoby.

To jest książka o tym, że musimy sobie wyszarpać prawo do żałoby. Ona jest nam potrzebna, a nie mieści się w schemacie naszego obecnego życia, które wymusza ucieczkę do przodu. To powoduje, że dławimy się wewnętrznie smutkiem. Żałoba to rytuał przejścia, który może nas przed tym ochronić. Geraldine Brooks dwa lata po śmierci męża jedzie na wyspę spędzić trochę czasu na opłakiwaniu go. Oraz żalu za przyszłością bez niego (który jest częścią żałoby). Ma świadomość, że fakt, iż w ogóle może sobie na to pozwolić czyni ją osobą uprzywilejowaną. Oraz świadomość – że tak być nie powinno. Jest pisarką, więc […]

Więcej

„Położne” Sabiny Jakubowskiej, czyli druga część historii Polski od strony porodów.

Wzbudziła we mnie ta powieść duże emocje. Może jeszcze mocniejsze niż „Akuszerki”, bo ta odmiana, która odbyła się w zakresie funkcjonowania porodów dotyczyła już bezpośrednio moich babć i mamy (a więc i mnie samej). Były miejsca, przy których płakałam ze wzruszenia. Polecam ją czytać, bo nie ma takiej drugiej. Życie i łaskawość śmierć znów toczą swój taniec. Sabina Jakubowska ponownie opowiada nam, w „Położnych” historię Polski całkiem od nowa, bo z innej perspektywy – matki, która daje życie niezależnie od tego, czy na zewnątrz właśnie szaleje wojna, czy UB wsadza AK-owców do więzienia. „- Czy ktoś kiedyś widział dobre czasy? […]

Więcej