Blog o literaturze kobiet

Lauren Groff awanturuje się o kobiety. „Awanturnica”.

Czy siła kobiet koniecznie musi oznaczać bycie girl boss? Niekoniecznie. Amerykańska pisarka wciąż to udowadnia w swoim pisaniu, bo właściwie od początku awanturuje się o kobiety. Dobiera różne scenografie i formy, żeby nam opowiadać o kobiecej sile. Robi to naprawdę dobrze. Moim zdaniem zostanie na literackiej scenie na długo. Nie inaczej jest i w najnowszym zbiorze opowiadań „Awanturnica”. Ulubionych opowiadań mam tu dobrych kilka. To o młodej dziewczynie, która wynajmuje mieszkanie u staruszki na Zachodnim Wybrzeżu, robi swoje, ale to właśnie na styku z historiami tamtej, tworzy dorosłą siebie. I to o kobiecie, która idzie na emeryturę i w strachu […]

Czytaj więcej »

Zyta Rudzka konsekwentnie charakterna. „Tylko durnie żyją do końca”.

U Ernaux mamy zdradę klasy z powodu awansu społecznego. U Rudzkiej odwrotnie, jest zdrada z powodu świadomej deklasacji. Mnie to ciekawi. Być może to będzie moja ulubiona powieść Rudzkiej (jeszcze daję sobie czas). „Jestem nauczycielką niższego szczebla, zawsze do tego dążyłam, inny poziom mnie nie interesuje” – mówi główna bohaterka „Tylko durnie żyją do końca”, która żyje w starym gospodarstwie na wsi z dwoma mężczyznami i pracuje jako nauczycielka WFu. Szybko okazuje się, że to rzeczywiście jej w pełni świadomy wybór – wtedy gdy z miasta przyjeżdża do niej (zresztą raz po raz) ojciec, adwokat. „Cała nasza trójka miała plan, […]

Czytaj więcej »

Czy będzie z tego Nobel? Anne Carson „Piękno męża”.

Każdy ma pewne własne granice dobrego smaku, których czasem nawet nie jest świadom, ale stosuje je bezbłędnie w przyłożeniu do konkretnych przypadków. Otóż ja zasadniczo nie trawię, gdy ktoś jest tak zakochany we własnej erudycji, że nie dość, że idzie z nią jak z tarczą, niech wszystko schodzi z drogi, bo on WIE (zresztą im mniej wie, tym tarcza przeważnie większa), to dodatkowo ta przysłania mu to, co w nim własne, swoiste, prawdziwie interesujące. Otóż Anne Carson jest dla mnie przeciwieństwem opisanego wyżej przypadku. Że jest naszpikowana wiedzą to pewne, tak jak to, że na nie wszystkie jej odniesienia literackie […]

Czytaj więcej »

„Róża. Rybka. Bunt” Róży Ostrowskiej. Zapomniana literacka wyspa.

Ostatni raz czułam się podobnie czytając „Najadę” Zyty Oryszyn. Teraz – znów – nieodkryte lądy, całkiem zapomniana literacka wyspa: Róża Ostrowska. Aktorka, scenarzystka, zachwycająca pisarka. Jak to się stało, że taki talent zniknął? Dobrze, że dzięki wydawnictwo słowo/obraz terytoria znów wypływa. W tym zbiorze dostaliśmy kilka tekstów, opowiadań i niewielkich powieści, dobranych kluczem biograficznym. Zaczynamy na Kresach, zjawiamy się w Gdańsku, kończymy na Kaszubach. Nieustannie zresztą będą się wszystkie te rzeczywistości ze sobą przenikać, we właściwym tylko dla pisarki stylu. Zobaczcie cytaty na slajdach, żeby wiedzieć czego się spodziewać. To przenikliwa proza przesiąknięta niedopowiedzianym smutkiem, ale i pełna zachwytów. Niebywale […]

Czytaj więcej »

„Pokój Vilhelma”. Pożegnanie z Tove Ditlevsen.

U kogo nazwisko Ditlevsen wywołuje odruch sięgnięcia po swoją listę czytelniczą i dodania pozycji? „Pokój Vilhelma” to ostatnia powieść Tove Ditlevsen napisana przed samobójstwem. Pisana w trzeciej osobie, ale miejscami pisarka łamie tę narrację i wpuszcza siebie, miesza autofikcję z fikcją. Poruszył mnie ten, dość oszczędnie zresztą stosowany, zabieg. Tak zresztą jak i cały „Pokój Vilhelma”. To książka o rozpadzie związku, który nie potrafi się na dobre rozpaść choć trwać też nie. Główna bohaterka, Lily, to uznana pisarka pochodząca z robotniczej rodziny, ewidentnie alter ego autorki. Vilhelm, ojciec jej nastoletniego syna, intelektualista, który niegdyś pomógł Lily wyjść z nałogu, wyprowadza […]

Czytaj więcej »

„Dni pamięci” Geraldine Brooks. Jak wyszarpać sobie prawo do żałoby.

To jest książka o tym, że musimy sobie wyszarpać prawo do żałoby. Ona jest nam potrzebna, a nie mieści się w schemacie naszego obecnego życia, które wymusza ucieczkę do przodu. To powoduje, że dławimy się wewnętrznie smutkiem. Żałoba to rytuał przejścia, który może nas przed tym ochronić. Geraldine Brooks dwa lata po śmierci męża jedzie na wyspę spędzić trochę czasu na opłakiwaniu go. Oraz żalu za przyszłością bez niego (który jest częścią żałoby). Ma świadomość, że fakt, iż w ogóle może sobie na to pozwolić czyni ją osobą uprzywilejowaną. Oraz świadomość – że tak być nie powinno. Jest pisarką, więc […]

Czytaj więcej »

„Położne” Sabiny Jakubowskiej, czyli druga część historii Polski od strony porodów.

Wzbudziła we mnie ta powieść duże emocje. Może jeszcze mocniejsze niż „Akuszerki”, bo ta odmiana, która odbyła się w zakresie funkcjonowania porodów dotyczyła już bezpośrednio moich babć i mamy (a więc i mnie samej). Były miejsca, przy których płakałam ze wzruszenia. Polecam ją czytać, bo nie ma takiej drugiej. Życie i łaskawość śmierć znów toczą swój taniec. Sabina Jakubowska ponownie opowiada nam, w „Położnych” historię Polski całkiem od nowa, bo z innej perspektywy – matki, która daje życie niezależnie od tego, czy na zewnątrz właśnie szaleje wojna, czy UB wsadza AK-owców do więzienia. „- Czy ktoś kiedyś widział dobre czasy? […]

Czytaj więcej »

Annie Ernaux „Powroty”. Zawsze ważne pisanie.

Kocham ją niezmiennie. W prozie Ernaux znajduję tyle zahaczek, czyli zdań, obrazów, które poruszają mnie emocjonalnie i intelektualnie, że mogłabym właściwie w koło Macieju analizować tylko ją. Noblistka obsesyjnie wraca do swoich tematów. Zdrady własnej klasy społecznej. Nauki i książek, które otworzyły jej inny świat. Wstydu, że należy się gdzie indziej niż się aspiruje. I robi to genialnie. Bo i tak za każdym razem wyciąga nowego królika z kapelusza. Tym razem scenę z dzieciństwa – gdy ojciec usiłował zabić matkę. I nawet jeśli osobiście nie znam akurat uczucia wstydu związanego ze zdradzeniem swojej klasy, w końcu lata osiemdziesiąte to zrównanie […]

Czytaj więcej »

„Pierwsze wspomnienie” Any Marii Maute. Dobrze napisana proza, którą mijam.

Późne lata 30, wojna domowa w Hiszpanii. Jej matka nie żyje, ojca uwięzili frankiści, więc Matia zostaje wysłana do surowej, mało jej wcześniej znanej babki, na Majorkę. Mieszka tu razem z kuzynem, Borją i jego matką, swoją ciotką; uczy się pod opieką zatrudnionego specjalnie w tym celu opiekuna. Ana Maria Maute uchwyciła w tej prozie dojrzewanie – jako moment utraty niewinności, tę chwilę, gdy bielmo opada z oczu i widzimy całe zło świata, jego paskudę. Językowo mi się podobało, czułam duszność tych czasów, pętlę, która zaciskała się na wielu gardłach. Wagę moralnych wyborów, których trzeba było dokonywać. Sięgnęłam po nią […]

Czytaj więcej »

Niefabularna proza o dużej sile rażenia. „Szum” Magdaleny Tulli.

Miała to być mocarna literatura piękna i niewątpliwie jest. Jak to się dzieje, że tak o niej w gruncie rzeczy cicho, nie wiem, bo to wysoka półka polskiej prozy. Tyle, że z gatunku tej trudnej. Ciężko znaleźć odpowiednie słowa na „Szum” Magdaleny Tulli, bo to pisanie szalenie wsobne, które tworzy własny wszechświat przesiąknięty metaforami. Są rozmowy z lisem, Warszawa pełna duchów esesmanów, sąd najniższy, telefony do zmarłych; jak to zabrzmi poza tym wszechświatem, ciężko powiedzieć. A jednak w nim samym to jest głęboko osadzone, na miejscu. Ma swoją melodię, smutną, ale taką, która wpada w ucho, łatwo się ją zapamiętuje. […]

Czytaj więcej »

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading