Blog o literaturze kobiet

„Ewa”. Tym razem Verena Kessler mnie nie przekonała.

Niestety nie przekonała mnie do sobie „Ewa” Vereny Kessler. Mam problem z powieściami, które wychodzą od problemu i dobierają bohaterki pod jego przedstawienie, bo to je spłaszcza i spłaszcza wielowymiarowość życia (moim zdaniem). A tu miałam uczucie, że tak się stało. Tytułowa Ewa, nauczycielka, głosi kontrowersyjny pogląd, że w obecnej sytuacji klimatycznej nikt nie powinien mieć dzieci (spotyka się z aktami nienawiści). Dziennikarka, która przeprowadziła z nią wywiad (od którego zaczął sie hejt) stara się o dziecko. Jej siostra jest przytłoczona trójką dzieci, nie może złapać tchu, nie ma dla siebie przestrzeni. Ostatnia z przedstawionych bohaterek straciła syna. To ciekawe […]

Czytaj więcej »

Magda Szabó „Powiedzcie Zsófice…”. Psychologia jednostki w cieniu reżimu.

Ma w sobie ten tytuł „Powiedzcie Zsófice…” rodzaj intymności, który wciąga i który wydaje mi się charakterystyczny dla pisania Magdy Szabò. Węgierska klasyczka regularnie tworzy wiarygodne psychologicznie światy i podsuwa nam pod nos tajemnicę do rozwikłania. Jakie ostatnie słowa powiedział umierający ojciec do swojej nieobecnej, kilkunastoletniej córki? Co chciał, żeby jej przekazano? Obserwujemy Zsófikę, pogubioną dziewczynkę, która usiłuje sobie odpowiedzieć na to pytanie. Węgierską szkołę lat socjalistycznych. Od wojny nie minęło jeszcze wiele czasu, są bohaterowie (woźny) mocno nią poranieni. W powietrzu unosi się jednak pewien dydaktyczny posmak, bardzo charakterystyczny dla tamtych czasów, przenika do tej historii. To czyni ją […]

Czytaj więcej »

Magda Szabó „Tajemnica Abigél”. Proza węgierskiej pisarki działa.

Późno odkryłam to pisanie. Przegapiłam kompletnie szczyt jego popularności, a zdaje się, że ten miał miejsce gdy emitowano liczne seriale i filmy, które powstały na podstawie książek tej węgierskiej pisarki. Trafiłam na nią dopiero dzięki świadomemu poszukiwaniu literatury kobiet. Zaczęłam od „Zamkniętych drzwi” (dziękuję @dyrektor_negacja) i już wiedziałam, że to dobra pisarka. Dla mnie. Dość długo jednak nie sięgałam po kolejne tytuły, bo nie są wznawiane, trzeba szperać w starych wydaniach, kupować je z drugiej ręki, zwyczajnie – brak dostępności mnie zniechęcił, a raczej sprawił, że chwilowo zapomniałam o Szabó. Zwłaszcza, że po drodze nabyłam jeszcze jej „Staroświecką historię”, która […]

Czytaj więcej »

Rozmowa z mistrzynią pisania współczesnych reporterów. „Chłodnia, czyli grzejnia”.

Podczas premierowego spotkania w radiowej Trójce prowadzący je @nogasnastronie dociekał dlaczego to właśnie Markowi Sterlingowi i Dorocie Karaś udało się namówić Małgorzatę Szejnert na wywiad-rzekę o jej bujnym życiu, także prywatnym. W końcu Szejnert wychowała w Gazecie Wyborczej całą plejadę uznanych reporterek i reporterów, Mariusz Szczygieł oraz Magdalena Grzebałkowska byli nawet w sali im. Agnieszki Osieckiej i żywo się udzielali w rozmowach o dawnej szefowej. Dochodzę jednak do wniosku, że być może to, że dla nich Szejnert jest już zawsze dawną szefową, byłoby ostatecznie ograniczające. Wpuszczenie nowych osób zadziałało. Karaś i Sterlingow podeszli do Szejnert bez żadnej tezy; a przynajmniej […]

Czytaj więcej »

„Bilans snów” Chimananda Ngozie Adichie. Najważniejsza powieść wiosny.

Jaka dobra powieść o kobiecej przyjaźni i wsparciu! Szukałam takich ostatnio w związku z subiektywnym przewodnikiem po literaturze kobiet, który pisałam i wiem jak o takie książki jest trudno. „Bilans snów” zaś jest porywający.  Mamy w nim trzy bogate Nigeryjki oraz mniej uprzywilejowaną pokojówkę z Gwinei, która pracuje dla jednej z nich. Cztery osobne narracje.  Przy pierwszej sądziłam, że rzecz jest przyjemna w czytaniu, ale dość błaha. Na końcu doszłam do wniosku, że to kawał mądrej literatury o współczesności. A że przy tym czyta się ją jak na skrzydłach? Tym lepiej.  Momentem na sporządzenie „Bilansu snów” jest pandemia. Właściwa chwila, […]

Czytaj więcej »

Lauren Groff awanturuje się o kobiety. „Awanturnica”.

Czy siła kobiet koniecznie musi oznaczać bycie girl boss? Niekoniecznie. Amerykańska pisarka wciąż to udowadnia w swoim pisaniu, bo właściwie od początku awanturuje się o kobiety. Dobiera różne scenografie i formy, żeby nam opowiadać o kobiecej sile. Robi to naprawdę dobrze. Moim zdaniem zostanie na literackiej scenie na długo. Nie inaczej jest i w najnowszym zbiorze opowiadań „Awanturnica”. Ulubionych opowiadań mam tu dobrych kilka. To o młodej dziewczynie, która wynajmuje mieszkanie u staruszki na Zachodnim Wybrzeżu, robi swoje, ale to właśnie na styku z historiami tamtej, tworzy dorosłą siebie. I to o kobiecie, która idzie na emeryturę i w strachu […]

Czytaj więcej »

Zyta Rudzka konsekwentnie charakterna. „Tylko durnie żyją do końca”.

U Ernaux mamy zdradę klasy z powodu awansu społecznego. U Rudzkiej odwrotnie, jest zdrada z powodu świadomej deklasacji. Mnie to ciekawi. Być może to będzie moja ulubiona powieść Rudzkiej (jeszcze daję sobie czas). „Jestem nauczycielką niższego szczebla, zawsze do tego dążyłam, inny poziom mnie nie interesuje” – mówi główna bohaterka „Tylko durnie żyją do końca”, która żyje w starym gospodarstwie na wsi z dwoma mężczyznami i pracuje jako nauczycielka WFu. Szybko okazuje się, że to rzeczywiście jej w pełni świadomy wybór – wtedy gdy z miasta przyjeżdża do niej (zresztą raz po raz) ojciec, adwokat. „Cała nasza trójka miała plan, […]

Czytaj więcej »

Czy będzie z tego Nobel? Anne Carson „Piękno męża”.

Każdy ma pewne własne granice dobrego smaku, których czasem nawet nie jest świadom, ale stosuje je bezbłędnie w przyłożeniu do konkretnych przypadków. Otóż ja zasadniczo nie trawię, gdy ktoś jest tak zakochany we własnej erudycji, że nie dość, że idzie z nią jak z tarczą, niech wszystko schodzi z drogi, bo on WIE (zresztą im mniej wie, tym tarcza przeważnie większa), to dodatkowo ta przysłania mu to, co w nim własne, swoiste, prawdziwie interesujące. Otóż Anne Carson jest dla mnie przeciwieństwem opisanego wyżej przypadku. Że jest naszpikowana wiedzą to pewne, tak jak to, że na nie wszystkie jej odniesienia literackie […]

Czytaj więcej »

„Róża. Rybka. Bunt” Róży Ostrowskiej. Zapomniana literacka wyspa.

Ostatni raz czułam się podobnie czytając „Najadę” Zyty Oryszyn. Teraz – znów – nieodkryte lądy, całkiem zapomniana literacka wyspa: Róża Ostrowska. Aktorka, scenarzystka, zachwycająca pisarka. Jak to się stało, że taki talent zniknął? Dobrze, że dzięki wydawnictwo słowo/obraz terytoria znów wypływa. W tym zbiorze dostaliśmy kilka tekstów, opowiadań i niewielkich powieści, dobranych kluczem biograficznym. Zaczynamy na Kresach, zjawiamy się w Gdańsku, kończymy na Kaszubach. Nieustannie zresztą będą się wszystkie te rzeczywistości ze sobą przenikać, we właściwym tylko dla pisarki stylu. Zobaczcie cytaty na slajdach, żeby wiedzieć czego się spodziewać. To przenikliwa proza przesiąknięta niedopowiedzianym smutkiem, ale i pełna zachwytów. Niebywale […]

Czytaj więcej »

„Pokój Vilhelma”. Pożegnanie z Tove Ditlevsen.

U kogo nazwisko Ditlevsen wywołuje odruch sięgnięcia po swoją listę czytelniczą i dodania pozycji? „Pokój Vilhelma” to ostatnia powieść Tove Ditlevsen napisana przed samobójstwem. Pisana w trzeciej osobie, ale miejscami pisarka łamie tę narrację i wpuszcza siebie, miesza autofikcję z fikcją. Poruszył mnie ten, dość oszczędnie zresztą stosowany, zabieg. Tak zresztą jak i cały „Pokój Vilhelma”. To książka o rozpadzie związku, który nie potrafi się na dobre rozpaść choć trwać też nie. Główna bohaterka, Lily, to uznana pisarka pochodząca z robotniczej rodziny, ewidentnie alter ego autorki. Vilhelm, ojciec jej nastoletniego syna, intelektualista, który niegdyś pomógł Lily wyjść z nałogu, wyprowadza […]

Czytaj więcej »

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading