Nie da się wejść dwa razy do tej samej książki. „Dziwne losy Jane Eyre” Bront¨e.
Czytałam ją bardzo dawno temu, nie później niż w liceum i teraz, przy ponownej lekturze, usiłuję w sobie zbadać to dawne czytanie. Oczywiście zachwyciłam się, wciągnęłam jak chyba każdy kto sięga po tę powieść, czytałam bez wytchnienia, z wypiekami na twarzy i, jednocześnie, nie uznałam jej za naprawdę ważną. Romansidło. Słowo, które dyskwalifikuje. Bardzo mnie teraz ciekawi fakt, że pewnie nie tak prędko przypisałabym je wtedy „Annie Kareninie” choć przecież totalnie spełnia warunki. Dlatego tropię w tym moim, przyjętym chyba nieco z duchem epoki myśleniu, jednak jakiś rodzaj seksizmu. Bo przecież tyle więcej jest w „Dziwnych losach Jane Eyre” Charlotte […]
Powieść, która oddaje rytm nieudanego małżeństwa. „Kłamcy” Sarah Manuso.
Sarah Manguso buduje metaopowieść o nieudanym małżeństwie, o kłamstwie, które legło u jego początków z mini scenek, które przesuwają się przed naszymi oczami. Jak w życiu. Chwila i zaraz następna. Pędzimy do przodu, lata uciekają. Zaręczyny. Ślub. Dziecko. Praca. Przeprowadzki. Czy w tych pierwszych obrazkach da się już dostrzec zalążek następnych i ostatecznego rozwiązania? A może odwrotnie? To właśnie koniec dyktuje nam sposób opowiedzenia historii? Wciągnął mnie ten sposób poprowadzenia narracji, bo wydaje mi się bliski codziennym doświadczeniom i rozważaniom w momencie kryzysu: czy powinnam była wiedzieć, że punkt A doprowadzi mnie tu gdzie jestem? Tak niekiedy pytamy, gdy zostajemy […]
„Dwa księżyce” Marii Kuncewiczowej. Nawet jeśli na zewnątrz, to zawsze wgłąb.
Po tym, jak zaatakowano ją za bazującą na jej własnych doświadczeniach fikcję dotyczącąmacierzyństwa, które było dla niej trudne, niezgodne z ówczesnymi wyidealizowanymi wyobrażeniami, Maria Kuncewiczowa uciekła odpoczywać do Kazimierza. Jej kolejna książka też była swego rodzaju ucieczką. Skrętem od fikcji bazującej na tym co osobiste, najintymniejsze (choć przerobione na powieść) do trzecioosobowej opowieści o świecie czysto zewnętrznym, zaobserwowanym. O Kazimierzu Dolnym właśnie. „Dwa księżyce” to opowiadania o tym szczególnym momencie styku dwóch światów. Lokalnego, przyzwyczajonego do własnego, specyficznego rytmu i artystycznego, zewnętrznego, który zachwycił się tym pierwszym i zaczął wrastać w Kazimierz. Czerpać z niego i jednocześnie go przekształcać. Pokazała […]
Nieoczywisty splot wątków dotyczących macierzyństwa. „Jedyna córka” Guadalupe Nettel.
Nie wiedziałam nic na temat fabuły „Jedynej córki”, wystarczyło mi, że Patrycja podczas naszego spotkania opowiadała mi, jak duże wrażenie wywarła na niej ta powieść, żeby po nią sięgnąć. Wzięła mnie więc ta książka z zaskoczenia, bo była bardzo nieoczywista, zaplątana w pięknym ściegu różnych wątków dotyczących macierzyństwa. Wcale nie tych, które w pierwszej kolejności przychodzą mi do głowy. A może raczej unikalne było w niej to, jak autorka zdołała połączyć różne głosy, motywy? Dzięki temu nic nie zostało spłaszczone do „tematu”. Swój udział mają w tym pisarskim ściegu dorosła córka i jej matka (przemiana ich relacji). Rozważania dotyczące decyzji […]
Wciągająco o rzeczach trudnych, czyli „Kobieta do zjedzenia” Margaret Atwood.
Przeczytałam w ostatnim czasie dwie powieści wielkich pisarek o uwikłaniu, uciemiężeniu kobiet przez kulturowe schematy. Obie wydane po raz pierwszy kilkadziesiąt lat temu. I idealnie mi to pokazało moje czytelnicze kierunki. Podczas gdy Jelinek i jej „Amatorki” mnie zmęczyły, Margaret Atwood i „Kobieta do zjedzenia” sprawiła autentyczną przyjemność czytania. Mogę wręcz powiedzieć, że zostałam uwiedziona. Czy przez to, że została napisana w dość lekkim stylu jej wymowa była mniej poważna? No właśnie ani trochę! Można wciągająco i z dowcipem (za który Atwood uwielbiam; ja w ogóle dam się kroić za poczucie humoru. Za to baloniki powagi chętnie nakłuwam) podać naprawdę […]
Wyważona, intymna literatura o traumie. „Ćwiczenia z ciemności”.
To jest dobra literatura, wyważona, zdystansowana, intymna i trafiająca w sedno, tylko że rzeczywiście są to „Ćwiczenia z ciemności”. Główna bohaterka, dojrzała kobieta, opowiada nam o tym jak wychodzi z PTSD. Jej życiowe traumy się nawarstwiły a ona wraz z terapeutą i przy wsparciu przyjaciółek, rodziny, próbuje z tym dalej żyć. W związku z czym czytałam ją na raty, chyba ze dwa miesiące (co bardzo rzadko mi się zdarza w przypadku literatury pięknej). Było trudno. Emocjonalnie mocno wchodziłam w tekst, współodczuwałam. Było warto, co wiele razy łapałam tam jakieś cenne spostrzeżenie. Plus – naprawdę warty uwagi jest tam opis kobiecej […]
Zbyt czarna ballada. „Amatorki” Jelinek.
To jest czarna ballada. Utopiona w lepkiej smole goryczy, smutku, niespełnienia.Zaczęłam z impetem. Ta forma wykorzystania schematu typowego romansu, historii dwóch kobiet, Pauli i Bridgitte, które pragną dla siebie mężów i dzieci, w opowieść, o której od początku wiadomo, że nie skończy się happy endem, wydała mi się odkrywcza. Zwłaszcza, że język bez kropek i dużych liter, z powtórzeniami, celowymi błędami, wciągał. Miał swój rytm i melodię, znakomicie współgrającą z treścią (i ten język jest naprawdę genialny; nie zmieniłam zdania na ten temat). Wreszcie Jelinek dla mnie! – pomyślałam. Bo do tej pory nie udało mi się przebrnąć przez żadną […]
Kpiąca i pełna samoakceptacji. „Metry na sekundę” Stine Pilgaard.
Miałam ochotę na lekturę niezobowiązującą, ale jednocześnie jakoś znaczącą. „Metry na sekundę” Stine Pilgaard to był idealny wybór. Właściwie zupełnie nic się tu nie wydarza. To rok z życia pewnej pary, świeżo upieczonych rodziców, którzy w związku z pracą jednego z nich na uniwersytecie ludowym przyjechali do małej miejscowości w Zachodniej Jutlandii. I to by właściwie było tyle jeśli chodzi o akcję. Zamiast niej dostajemy niezwykle celny zapis pewnego momentu (przejścia) w życiu, jakim jest pojawienie się dziecka. Szalenie celne obserwacje. I na dokładkę „Kącik Porad”, zabawny przerywnik, który jest majstersztykiem w zakresie rozłożenia psychologicznej i obyczajowej codzienności na czynniki […]
„Goście” Agnes Ravatn. Wciągnęłam się, ale nie uwierzyłam jej.
Świetnie rozumiem dlaczego wszyscy bardzo ją polecają, bo wciąga jak mało która i ja też połknęłam ją w jeden wieczór. Ale mnie osobiście za mocno tu uwierał fakt, że pierwszych stron buchało zazdrością. Karin i Kai przyjęli propozycję skorzystania z luksusowego domu wakacyjnego dawnej znajomej z podstawówki Karin, której ta organicznie nie znosiła i przez którą czuła się (całkowicie słusznie) skrzywdzona. Strumieniami lała się dobrze zakonserwowana żółć. I jest to dla mnie chyba coś, z czym bardzo mi nie po drodze i co wręcz ciężko mi znieść. No dobrze, doszłam do wniosku, przynajmniej pojmę jak to działa. Ale nie wiem […]
„Jazda” Muriel Spark. Niedoceniony w Polsce skarb literatury kobiet.
Czytanie Muriel Spark poleciła mi Ewelina Szyszkowska, pisarka, redaktorka, z którą miałam okazję pracować i tak się szczęśliwie złożyło, że niedługo potem Wydawnictwo Znak zdecydowało się wydać jej „Jazdę”, przetłumaczoną przez zafascynowanego nią Jacka Dehnela. Wydana ta książka jest tak, że rozświetliła mi trochę poniedziałek 2 czerwca. Niewielka, mieści się w dłoni, a graficznie to perła. Aż nie sposób po nią nie sięgnąć kiedy weźmie się ją do ręki. A treść? To jest dopiero jazda. Teoretycznie to thriller, w którym od początku wiemy, że główną bohaterka zginie. W rzeczywistości – zagranie na nosie wszystkim konwencjom, nie tylko literackim. Kto tu […]