Isabel Allende „Dom duchów”. Magia kompletnej opowieści.
Krwista i kompletna opowieść, która pokazuje sto lat życia pewnej chilijskiej rodziny. Zachwyciła mnie. W jej centrum Allende postawiła kobiety jednego rodu. Różne, choć wszystkie silne. Doprawiła to szczyptą realizmu magicznego; akurat w sam raz jak na moje gusta (do tej pory w tym gatunku w pełni akceptowałam tylko Marqueza). Może ciut za mocno uromantyczniła miłość, ale dostrzegam to tylko rozumem, bo poszłam za tym, jak i za innymi wątkami, w ciemno. Opowiadaczką jest Allende wytrawną, bierze czytelniczkę, czytelnika za gardło i ściska coraz mocniej. Na końcu pozbawiła mnie tchu. Wrażenie było tym mocniejsze im bardziej zdawałam sobie sprawę w […]
Monika Helfer „Hałastra”. Herstoryczna opowieść o austriackiej wsi.
To, co zainteresowało mnie w niej najbardziej to głębokie wniknięcie w tradycyjną społeczność. Nie wiem, czy sięgnęłabym po nią gdyby nie tytuł. „Hałastra”. Kryje się w nim inność i niedopasowanie do tego jak żyją wszyscy. Hałastra jest zbyt. W tym konkretnym przypadku główna bohaterka, Maria, jest zbyt piękna (a jeszcze do tego śmie mieć seksualne pragnienia). Jej mąż, Józef, z kolei zbyt mądry i obrotny (te „interesiki”). „Hałastra” jest autofikcją o rodzinie pochodzenia autorki. Momentami – gdy rzecz dotyczy Marii i Józefa czyta się ją jak powieść, tak jest napisana. Potem z kolei staje się typową narracją pierwszoosobową, pisarka jest […]
„Nasze winy”. Doskonała powieść, która jest gotowym scenariuszem.
Bardzo tak! Pełna, mięsista, wsysająca powieść. Niezłych książek jest sporo, ale w gruncie rzeczy rzadko trafiają się tytuły do tego stopnia dobre. Na pewno to jeden z najlepszych przeczytanych przeze mnie w tym roku (właśnie robię sobie wewnętrzne porządki i wspominam co wywarło na mnie największe wrażenie). Wszystko tu się zgadza. Czujemy przytłaczający klimat Irlandii północnej w latach siedemdziesiątych. Codziennie wybuchają bomby. Giną ludzie. Ale przecież to nie wszystko. Czasem prześladowania nie są krwawe, a i tak potrafią zajść za skórę. Choćby się chciało, nie da się być obok tego konfliktu. Wchodzimy w skórę Cushli, młodej nauczycielki, która wieczorami pomaga […]
Zeruya Shalev. Moja literacka miłość.
Zeruya Shalev dotyka swoim pisaniem samego sedna mnie. Jej pytania są moimi pytaniami. Zupełnie rożny kontekst polityczny w którym przyszło nam żyć nie ma właściwie żadnego znaczenia. To czym się zajmuje jest głęboko ludzkie. I wreszcie, wreszcie(!) literacki „człowiek” jest u niej kobietą. Stawiam ją obok dawnych ukochanych pisarzy, Philipa Rotha, Milana Kundery, Jerzego Pilcha, Eli Kazana, Remarqua, itd. Ale to właśnie jej teraz potrzebuję, bo męskie głosy znam już tak dobrze. Znów mi się wydaje, że to właśnie ta ostatnio przeczytana jej powieść, „Los”, jest tą dla mnie najważniejszą. Opowiada o poczuciu odpowiedzialności, które może pójść za daleko. O […]
„Fatum i furia”. Powieść pełna.
Jest we mnie jakaś tęsknota za „dużymi” powieściami, które nie są malowane impresjonistycznym pędzlem, lekko, parę pociągnięć mających dać wyobrażenie całości, ledwie muskających płótno rzeczywistości, jakiś jej istotny moment; zamiast tego mamy solidne zanurzenie w przestrzeni czasu życia bohaterów. Bo czy nie jest tak, że pewne kwestie tylko w ten sposób możemy odpowiednio nakreślić? Dajmy na to małżeństwo. Dlatego pokochałam „Fatum i furię” Lauren Groff. Mimo, że ani jej „Wyspa kobiet” ani „Floryda”, które czytałam wcześniej nie zdołały mnie jakoś mocniej dotknąć (choć trudno mi się do czegoś w nich przyczepić). W „Fatum i furii” przeżywamy życie dwojga ludzi. Lotto […]
Elizabeth Strout. Stabilnie dobra literatura.
Zachwycałam się wydanym w zeszłym roku „Williamem” i postanowiłam wrócić do książek Elizabeth Strout. Sądziłam, że znam wszystkie jej tytuły. Jakimś cudem ominęłam jednak „Braci Burgess”. Sama nie wiem dlaczego, może to po prostu mniej znana jej pozycja?Jej główny temat stanowi, jak to u Strout, rodzina. Prowincjonalna. Poharatana. Rozdzielona awansem społecznym, który jest jednocześnie ucieczką. Ale zawsze kluczowa. Stojąca twardo w centrum życia. Co tam Nowy Jork. Jak ważny by się nie stał w międzyczasie, to przecież Maine siedzi w braciach Burgess o wiele mocniej. W Maine jednak – zmiany. Uchodźcy z Somalii. Syn siostry wplątuje się w kłopoty. Obraża uczucia […]
Znakomity debiut Katarzyny Groniec.
Po kilku pierwszych stronach bałam się, że choć językowo i refleksyjnie bezsprzecznie będzie wspaniale (bo to było czuć od początku), to rozpadnie mi się ta proza we fragmentach. Nic takiego. Zszyte są „Kundle” kordonkiem, tylko nie od razu to widać. Katarzyna Groniec świetnie wie, co opowiada. To my musimy być czujni, żeby nie zgubić się w gąszczu postaci, spraw. Czasu. Żeby nadążyć za autorką. Raz „teraz” jest w latach osiemdziesiątych. Raz podczas wojny. A potem jeszcze kiedy indziej. Żadnej linearności. A pomysł na Wielką Narratorkę – bezbłędny. Czytałam mozolnie. Przebijałam się przez długie akapity. Język śląski, którego odbiór zawsze sprawia […]
„Pełnia miłości” Sigrid Nunez. Mój ulubiony tytuł Wydawnictwa Pauza.
Zdecydowanie jest to mój ulubiony tytuł Wydawnictwa Pauza. Nie czytałam żadnej opinii o „Pełni miłości”. Ale po „Przyjacielu” (mimo, że nie do końca mi się wpasował tematycznie) uznałam, że Sigrid Nunez jest pisarką, której żadnej książki nie można przegapić. Bo można tym sposobem przegapić coś dużego. „-To wszystko tylko mi przypomniało, jak trudno jest ludziom zaakceptować rzeczywistość – mówiła moja przyjaciółka. -Ta nasza niepowstrzymana potrzeba, żeby albo wsadzić głowę w piasek, albo wszystko sentymentalizować – dodała”. Tym zdaniem można by właściwie podsumować tę powieść. Z tym że pisanie Nunez jest do niego w kontrze. Fabularnie. I formalnie. Zaczyna się fragmentarycznie. […]
„Nim dojrzeją maliny”. Ciepła i niestereotypowa powieść obyczajowa.
Bardzo lubię czytać powieści, które można nazwać obyczajowymi i jednocześnie nie podoba mi się pewnie jakieś 99% z nich. Bo wciąż są te same schematy. Bo przeromantyzowanie przyprawia mnie o ból zębów. Bo nagromadzenie nieprawdopodobnych wydarzeń z jednoczesnym spłyceniem bohaterek i bohaterów do kołku głównych cech irytuje niemożebnie. I jeszcze te puenty… Olaboga! „Nim dojrzeją maliny” Eugeni Kuzniecowej to zdecydowanie chlubny wyjątek. Wzrusza mnie postać 95 letniej babci. Jej dom, który staje się schronieniem dla trzech dorosłych wnuczek podczas pewnego lata. Już sam tytuł „Nim dojrzeją maliny” coś we mnie otwiera. I jednocześnie nic nie osuwa się w tani sentymentalizm. […]
„Gra pozorów”. Kryminał obyczajowy na poprawę humoru.
Nos na kwintę? Przedwiośnie? „Gra pozorów” doskonale poprawiła mi humor w tej sytuacji. Jako jedna z czytelniczych sierot po Joannie Chmielewskiej wciąż błąkałam się po różnych tytułach, które miały mi ją zastąpić. Ostatecznie, zniechęcona porażkami, przestałam szukać. Aż w końcu przyszło samo. Mam swoją serię na którą będę czekać. Wiem, że przygody detektywek z agencji Czajka to będzie mój uśmiech. Żeby było jasne – Gacek nie jest Chmielewską. Intryga? Jest w zasadzie lepsza niż u Chmielewskiej. Słusznie wydawca porównuje ją bardziej do Christie. Nie ma za to takich aż salw śmiechu (jeśli rżałam kiedyś nad książką, to z dużą dozą prawdopodobieństwa była to […]