Ta rebelia ma mnie po swojej stronie. „Anne z Zielonych Szczytów” Lucy Maud Montgomery w tłumaczeniu Anny Bańkowskiej.
Tam nie było żadnego wzgórza!Wyobrażacie sobie? Sadziłam, że nowe tłumaczenie nie jest mi do niczego potrzebne. Bo przecież Ania była z Zielonego Wzgórza a nie żadnych tam Zielonych Szczytów. Jak to w ogóle brzmi i na co to komu? Sięgnęłam wyłącznie dlatego, że kupiłam książkę synowi, jako lekturę. No i (dobrze, już dobrze) trochę byłam jednak ciekawa. Tłumaczenia i tego jak odbiorę lekturę Lucy Maud Montgomery po długim czasie. No i ta rebelia tłumaczki Anny Bańkowskiej ma mnie ostatecznie całą po swojej stronie! No bo właśnie – autorce wcale nie chodziło o wzgórze. Miała słabość do swojego „gable room”, a […]
„Dziewczyna o zielonych oczach” Edny O’Brien. Kobieca walka o autonomię w katolickiej Irlandii.
Lektura najpierw „Irlandzkiej dziewczyny”, autobiografii Edny O’Brien wydanej ostatnio przez Czarne, a potem „Dziewczyny o zielonych oczach”, którą zafascynowana wielką a zupełnie mi nieznaną pisarką wygrzebałam gdzieś wśród staroci, pozwala mi naocznie stwierdzić, że wątki autobiograficzne w „Dziewczynie o zielonych oczach” są więcej niż ewidentne. I to jest na pewno baza wielkiej siły rażenia tej powieści. Trzeba pisać o tym, co Cię bardzo obchodzi. A najczęściej obchodzi nas to, co znamy. Ale najbardziej fascynuje mnie to jak Edna O’Brien twórczo podchodzi do konstrukcji tej opowieści, jak odchodzi od ścisłych związków z rzeczywistością, dając się ponieść pewnej większej prawdzie – psychologicznej, […]
Codzienność, zwykłość, relacje rodzinne. Literatura obyczajowa najwyższej klasy. „Zawsze jest ktoś” Petry Soukupovej.
Po jaką powieść teraz sięgnąć?Zapiszcie:„Zawsze jest ktoś” Soukupovej. Jeśli znacie tę czeską pisarkę, to jestem pewna, że nie przejdziecie obojętnie koło jej nowego tytułu. Ale istnieje duża szansa, że nie znacie, bo wydaje ją małe wydawnictwo, której nie organizuje znaczącej promocji. Lubicie wgryzanie się w codzienność, zwykłość, rodzinne sprawy, a hasło „brak fabuły” Was nie przeraża, a wręcz przeciwnie? To będzie coś w sam raz dla Was. Ja dokładnie takich narracji szukałam zaczynając swoje świadome obcowanie z literaturą kobiet. Dotykających zwykłości. Świetnie sprawdza się rozłożenie tej powieści na trzy głosy – swoją wersję opowieści snuje przede wszystkim Veronika, dyrektorka biblioteki, […]
Zabawna, złośliwa, prawdziwa, smutna i diabelnie wciągająca. „Ogród rozpaczy ziemskich” Beatrize Serrano.
Gorąco polecam!Zwłaszcza wszystkich tym, którzy ciągle nie mogą znaleźć dla siebie książki, bo wszystko ich jakoś nudzi. Dawno już żadna książka nie wywołała we mnie takiej ekscytacji. Złośliwa, zabawna, prawdziwa, smutna i przerażająca jednocześnie powieść. Trafna jak diabli. Każda osoba, która kiedykolwiek pracowała w korporacji lub dla korporacji będzie płakała ze śmiechu (i nie tylko). Do tego wciąga jak mało która. A puentuje celniej niż sto smętnych, czarnych jak smoła i pozbawionych cienia uśmiechu fabuł. Nic przy tym nie schematyzując. W stu procentach typ tego, co chcę czytać. Diabelnie mi brakowało takiej właśnie narracji o bullshit jobs. I jednocześnie o […]
Nowa powieść Therese Bohman. Czy trzeba pisać coś więcej? „Góra prawdy”.
To nie jest powieść, która porwała mnie od pierwszej chwili. Nie uderzyła mi od razu do głowy, raczej szemrała delikatnie jak strumyk w czasach niedoborów wody. Ale jednak stopniowo dawałam się wciągnąć coraz bardziej. Niekoniecznie dzięki fabule – rozrzuconej po różnych planach czasowych, od dzieciństwa, poprzez studia, aż do czasu bycia matką i powrotu z własnym dzieckiem do domu rodziców (właściwie, parafrazując samą Bohman, fabuła była trochę jak obrazy impresjonistów – rzucone na płótno plamy. Zbiór plam). Raczej dzięki odczuciom, które we mnie wywoływała. Im dalej w las (i dorosłość), tym te plamy zaczynały mieć dla mnie większe znaczenie. Myślę, […]
Nie da się wejść dwa razy do tej samej książki. „Dziwne losy Jane Eyre” Bront¨e.
Czytałam ją bardzo dawno temu, nie później niż w liceum i teraz, przy ponownej lekturze, usiłuję w sobie zbadać to dawne czytanie. Oczywiście zachwyciłam się, wciągnęłam jak chyba każdy kto sięga po tę powieść, czytałam bez wytchnienia, z wypiekami na twarzy i, jednocześnie, nie uznałam jej za naprawdę ważną. Romansidło. Słowo, które dyskwalifikuje. Bardzo mnie teraz ciekawi fakt, że pewnie nie tak prędko przypisałabym je wtedy „Annie Kareninie” choć przecież totalnie spełnia warunki. Dlatego tropię w tym moim, przyjętym chyba nieco z duchem epoki myśleniu, jednak jakiś rodzaj seksizmu. Bo przecież tyle więcej jest w „Dziwnych losach Jane Eyre” Charlotte […]
Powieść, która oddaje rytm nieudanego małżeństwa. „Kłamcy” Sarah Manuso.
Sarah Manguso buduje metaopowieść o nieudanym małżeństwie, o kłamstwie, które legło u jego początków z mini scenek, które przesuwają się przed naszymi oczami. Jak w życiu. Chwila i zaraz następna. Pędzimy do przodu, lata uciekają. Zaręczyny. Ślub. Dziecko. Praca. Przeprowadzki. Czy w tych pierwszych obrazkach da się już dostrzec zalążek następnych i ostatecznego rozwiązania? A może odwrotnie? To właśnie koniec dyktuje nam sposób opowiedzenia historii? Wciągnął mnie ten sposób poprowadzenia narracji, bo wydaje mi się bliski codziennym doświadczeniom i rozważaniom w momencie kryzysu: czy powinnam była wiedzieć, że punkt A doprowadzi mnie tu gdzie jestem? Tak niekiedy pytamy, gdy zostajemy […]
„Dwa księżyce” Marii Kuncewiczowej. Nawet jeśli na zewnątrz, to zawsze wgłąb.
Po tym, jak zaatakowano ją za bazującą na jej własnych doświadczeniach fikcję dotyczącąmacierzyństwa, które było dla niej trudne, niezgodne z ówczesnymi wyidealizowanymi wyobrażeniami, Maria Kuncewiczowa uciekła odpoczywać do Kazimierza. Jej kolejna książka też była swego rodzaju ucieczką. Skrętem od fikcji bazującej na tym co osobiste, najintymniejsze (choć przerobione na powieść) do trzecioosobowej opowieści o świecie czysto zewnętrznym, zaobserwowanym. O Kazimierzu Dolnym właśnie. „Dwa księżyce” to opowiadania o tym szczególnym momencie styku dwóch światów. Lokalnego, przyzwyczajonego do własnego, specyficznego rytmu i artystycznego, zewnętrznego, który zachwycił się tym pierwszym i zaczął wrastać w Kazimierz. Czerpać z niego i jednocześnie go przekształcać. Pokazała […]
Nieoczywisty splot wątków dotyczących macierzyństwa. „Jedyna córka” Guadalupe Nettel.
Nie wiedziałam nic na temat fabuły „Jedynej córki”, wystarczyło mi, że Patrycja podczas naszego spotkania opowiadała mi, jak duże wrażenie wywarła na niej ta powieść, żeby po nią sięgnąć. Wzięła mnie więc ta książka z zaskoczenia, bo była bardzo nieoczywista, zaplątana w pięknym ściegu różnych wątków dotyczących macierzyństwa. Wcale nie tych, które w pierwszej kolejności przychodzą mi do głowy. A może raczej unikalne było w niej to, jak autorka zdołała połączyć różne głosy, motywy? Dzięki temu nic nie zostało spłaszczone do „tematu”. Swój udział mają w tym pisarskim ściegu dorosła córka i jej matka (przemiana ich relacji). Rozważania dotyczące decyzji […]
Wciągająco o rzeczach trudnych, czyli „Kobieta do zjedzenia” Margaret Atwood.
Przeczytałam w ostatnim czasie dwie powieści wielkich pisarek o uwikłaniu, uciemiężeniu kobiet przez kulturowe schematy. Obie wydane po raz pierwszy kilkadziesiąt lat temu. I idealnie mi to pokazało moje czytelnicze kierunki. Podczas gdy Jelinek i jej „Amatorki” mnie zmęczyły, Margaret Atwood i „Kobieta do zjedzenia” sprawiła autentyczną przyjemność czytania. Mogę wręcz powiedzieć, że zostałam uwiedziona. Czy przez to, że została napisana w dość lekkim stylu jej wymowa była mniej poważna? No właśnie ani trochę! Można wciągająco i z dowcipem (za który Atwood uwielbiam; ja w ogóle dam się kroić za poczucie humoru. Za to baloniki powagi chętnie nakłuwam) podać naprawdę […]