Blog o literaturze kobiet

„Jesteś” Concejo i Bourget. Utrwalanie kobiety w czasie.

„W naszych niedobrych tradycjach kobieta jest efemerydą, zjawiskiem jednorazowym. W takiej też sytuacji jestem „ja-kobieta-człowiek” zdana na swoje jednostkowe siły, szukająca doraźnych rozwiązań, gdy ktoś pyta mnie, kim właściwie jestem” – napisała Jolanta Brach-Czaina w „Błonach umysłu” „Jesteś” Laëtitii Bourget i Joanny Concejo to książka – projekt graficzny niesztampowej, przepełnionej subtelnością urody o pamięci, o dziedziczeniu. O kobietach, które nas poprzedzały. To jak poprzez bibułę nakładają się tu na siebie poszczególne warstwy jest perfekcyjną metaforą naszego bycia z poprzednimi pokoleniami. Rzecz na dziś, 1 listopada.Rzecz na każdy dzień. Żeby JESTEŚ było naprawdę. Nie mogła mi przy okazji tej, głównie wizualnej […]

Czytaj więcej »

„Gorące mleko” Deborah Levy. Smutek w słońcu Andaluzji.

Jeśli czytam kilka tytułów pod rząd jednej pisarki oznacza to niechybnie, że coś jest na rzeczy. Tym niemniej „Gorące mleko” Deborah Levy to na razie najmniej ulubiona moja jej książka. Choć dalej – jednak godna uwagi. Bardzo być może zresztą, że moja reakcja jest po prostu zwyczajnie jakąś irytacją na główną bohaterkę; co by zmieniało postać rzeczy, bo bohaterka, która irytuje to bardzo żywa bohaterka. Sceneria: Andaluzja. Na głównym planie – Sofia Papastergiados, Angielka o greckim nazwisku odziedziczonym  po ojcu, z którym nie ma kontaktu. Sofia niedawno skończyła studia, tkwi w swoistym zawieszeniu pracując jako kelnerka a teraz przyjechała z […]

Czytaj więcej »

„Płynąc do domu” Deborah Levy. Rozpacz wykorzenienia pod płaszczykiem wakacyjnej historii.

Lubię pisarki, które obsesyjnie kręcą się wokół jakiegoś wątku, dobierają się do niego z różnych stron, przyglądają się mu w różnych historiach, ewidentnie nakręcone jakimś wewnętrznym chciejstwem czy może raczej brakiem, czymś co im nie daje spokoju. I choćby wszystkim naokoło wydawało się: ile jeszcze można o tym samym, to dla nich to wciąż mało. Coś w nich każe im nie przestawać. Służą temu. Powstają wtedy rzeczy najwspanialsze. Zatem urzekło mnie, że Deborah Levy wciąż wraca do tematu domu. Dom to korzenie. Tożsamość. Ale i koszty – to zagadnienie  „Kosztów życia” nie może mi wyjść z głowy; koszty, jakie ponoszą […]

Czytaj więcej »

„Opowieść dla przyjaciela” Haliny Poświatowskiej. Autofikcja wolty.

Dopiero co skończyłam  „Woltę” Joanny Gierak-Onyszko i gdy tylko zaczęłam czytać „Opowieść dla przyjaciela” nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że jest tak, jak gdyby to była kolejna z tych opowieści o wolcie. Niechcianej zmianie, z którą trzeba się zmierzyć, żeby móc mimo niej zbudować własne życie po swojemu. Poświatowska zmaga się z chorobą serca, która dotknęła ją już jako dziewczynkę i uniemożliwiła normalne funkcjonowanie. Szpitale. Ciągłe leżenie w łóżku. Zakazy na wszystko. To była jej rzeczywistość. Jak silną musiała być osobą, że stworzyła na tej kanwie tak wyjątkowe życie pełne poezji, miłości, przyjaźni, ale też fascynacji światem.Jak niekonwencjonalną, jeśli umiała […]

Czytaj więcej »

Wciągająca powieść pełna filmowych obrazów. „W dobrych rękach” Yael Van Der Wouden.

Ta powieść bardzo dobrze mi zrobiła na jesień. Wspaniały eskapizm, czyli totalne zanurzenie się w historię, jest z nią raczej gwarantowany.  I choć nie jest idealna, to paradoksalnie nawet wtedy gdy być może nie do końca udaje jej się unieść temat wagi najcięższej  (jak napisała Aleksandra Majak w recenzji w „Polityce”, a ja się z nią zgadzam) jest w pewien sposób rozrzewniająca i ta słabość staje się ostatecznie w moim odczuciu również  jej mocną stroną. Bo czy nie jest tak, że sami sobie też wydajemy się czasem w życiu zwyczajnie za mali na pewne tematy? I mimo wszystko, co dla […]

Czytaj więcej »

Ta rebelia ma mnie po swojej stronie. „Anne z Zielonych Szczytów” Lucy Maud Montgomery w tłumaczeniu Anny Bańkowskiej.

Tam nie było żadnego wzgórza!Wyobrażacie sobie? Sadziłam, że nowe tłumaczenie nie jest mi do niczego potrzebne. Bo przecież Ania była z Zielonego Wzgórza a nie żadnych tam Zielonych Szczytów. Jak to w ogóle brzmi i na co to komu? Sięgnęłam wyłącznie dlatego, że kupiłam książkę synowi, jako lekturę. No i (dobrze, już dobrze) trochę byłam jednak ciekawa. Tłumaczenia i tego jak odbiorę lekturę Lucy Maud Montgomery po długim czasie. No i ta rebelia tłumaczki Anny Bańkowskiej ma mnie ostatecznie całą po swojej stronie!  No bo właśnie – autorce wcale nie chodziło o wzgórze. Miała słabość do swojego „gable room”, a […]

Czytaj więcej »

„Dziewczyna o zielonych oczach” Edny O’Brien. Kobieca walka o autonomię w katolickiej Irlandii.

Lektura najpierw „Irlandzkiej dziewczyny”, autobiografii Edny O’Brien wydanej ostatnio przez Czarne, a potem „Dziewczyny o zielonych oczach”, którą zafascynowana wielką a zupełnie mi nieznaną pisarką wygrzebałam gdzieś wśród staroci, pozwala mi naocznie stwierdzić, że wątki autobiograficzne w „Dziewczynie o zielonych oczach” są więcej niż ewidentne. I to jest na pewno baza wielkiej siły rażenia tej powieści. Trzeba pisać o tym, co Cię bardzo obchodzi. A najczęściej obchodzi nas to, co znamy. Ale najbardziej fascynuje mnie to jak Edna O’Brien twórczo podchodzi do konstrukcji tej opowieści, jak odchodzi od ścisłych związków z rzeczywistością, dając się ponieść pewnej większej prawdzie – psychologicznej, […]

Czytaj więcej »

Codzienność, zwykłość, relacje rodzinne. Literatura obyczajowa najwyższej klasy. „Zawsze jest ktoś” Petry Soukupovej.

Po jaką powieść teraz sięgnąć?Zapiszcie:„Zawsze jest ktoś” Soukupovej. Jeśli znacie tę czeską pisarkę, to jestem pewna, że nie przejdziecie obojętnie koło jej nowego tytułu. Ale istnieje duża szansa, że nie znacie, bo wydaje ją małe wydawnictwo, której nie organizuje znaczącej promocji. Lubicie wgryzanie się w codzienność, zwykłość, rodzinne sprawy, a hasło „brak fabuły” Was nie przeraża, a wręcz przeciwnie? To będzie coś w sam raz dla Was. Ja dokładnie takich narracji szukałam zaczynając swoje świadome obcowanie z literaturą kobiet. Dotykających zwykłości. Świetnie sprawdza się rozłożenie tej powieści na trzy głosy – swoją wersję opowieści snuje przede wszystkim Veronika, dyrektorka biblioteki, […]

Czytaj więcej »

Zabawna, złośliwa, prawdziwa, smutna i diabelnie wciągająca. „Ogród rozpaczy ziemskich” Beatrize Serrano.

Gorąco polecam!Zwłaszcza wszystkich tym, którzy ciągle nie mogą znaleźć dla siebie książki, bo wszystko ich jakoś nudzi. Dawno już żadna książka nie wywołała we mnie takiej ekscytacji. Złośliwa, zabawna, prawdziwa, smutna i przerażająca jednocześnie powieść.  Trafna jak diabli. Każda osoba, która kiedykolwiek pracowała w korporacji lub dla korporacji będzie płakała ze śmiechu (i nie tylko). Do tego wciąga jak mało która. A puentuje celniej niż sto smętnych, czarnych jak smoła i pozbawionych cienia uśmiechu fabuł. Nic przy tym nie schematyzując. W stu procentach typ tego, co chcę czytać. Diabelnie mi brakowało takiej właśnie narracji o bullshit jobs. I jednocześnie o […]

Czytaj więcej »

Nowa powieść Therese Bohman. Czy trzeba pisać coś więcej? „Góra prawdy”.

To nie jest powieść, która porwała mnie od pierwszej chwili. Nie uderzyła mi od razu do głowy, raczej szemrała delikatnie jak strumyk w czasach niedoborów wody. Ale jednak stopniowo dawałam się wciągnąć coraz bardziej. Niekoniecznie dzięki fabule – rozrzuconej po różnych planach czasowych, od dzieciństwa, poprzez studia, aż do czasu bycia matką i powrotu z własnym dzieckiem do domu rodziców (właściwie, parafrazując samą Bohman, fabuła była trochę jak obrazy impresjonistów – rzucone na płótno plamy. Zbiór plam). Raczej dzięki odczuciom, które we mnie wywoływała. Im dalej w las (i dorosłość), tym te plamy zaczynały mieć dla mnie większe znaczenie. Myślę, […]

Czytaj więcej »

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading