„Rodzeństwo” Moyi Herngren. Wciągająca literatura środka; o relacjach.
Czasem z biadolenia na Instagramie wynikają wyśmienite rzeczy. Jak tym razem. Brakowało mi współczesnych książek z bohaterkami, które nie są pisarkami, dzieniikarkami, profesorkami ani pracownicami kultury, bo czasem mam wrażenie, że literatura kręci się tylko wokół bardzo specyficznego środowiska, co zaczyna mnie nieco nudzić i @lemufy.blog poleciła mi „Rodzeństwo”, gdzie jedna z głównych bohaterek jest architektką, właścicielką własnego studia projektowego. Cieszę się, że tak się stało. Prawdę mówiąc prawdopodobnie kieruje się nieco stereotypami, bo kwietna okładka książki sprawiłaby, że pewnie nie zwróciłabym na nią uwagi, sądząc, że to obyczajówka nie w moim stylu, zbyt romantyczna albo płaska. Błąd. Dostałam coś […]
Na wskroś moja proza współczesna. „Antropolodzy” Aysegul Savas.
„Chciałam opisać dwoje ludzi, którzy kochają się bez żadnych komplikacji”. To zdanie Aysegul Savas sprawiło, że od razu wiedziałam, że sięgnę po „Antropologów”. Zresztą sam tytuł też wskazywał, żebędzie o tym, co mnie interesuje najbardziej – o niby nic nie znaczących szczegółach codzienności,które składają się na nasze życie. Już po pierwszych stronach byłam pewna, że nie pomyliłam się ani trochę. Do tego doszło natychmiastowe skojarzenie z „Do perfekcji” (widziałam gdzieś w recenzji, że nie tylko moje)a chwilę potem konstatacja – ale to jest lepsze; w każdym razie bardziej moje. To książka o dwójce ludzi, młodym małżeństwie z dwóch różnych krajów, […]
Wielka pisarka Południa Stanów. „Kolor purpury” Alice Walker.
Latami nie mogłam się do niej zabrać. Trochę może dlatego, że wiedziałam, że będzie o rasizmie i trochę się bałam rozjechania walcem tej przerażającej przecież opowieści o tym, jak jedni ludzie odczłowieczają drugich, żeby móc ich maksymalnie eksploatować. I rzeczywiście, zaczęło się z najgrubszej rury przemocy i wykorzystania. Ale ostatecznie okazało się, że im dalej w las tym bardziej ta historia była o tym, co w tytule: kolor purpury to ten stworzony dla zachwytu. Bo w życiu zawsze można znaleźć coś do zachwytu. Jak odnaleźć te zachwyty? Czasem drogą do nich bywa drugi człowiek. Celia, główna bohaterka jest niewolniczo podporządkowana […]
„Czerwona rzeka” Louise Erdrich. Dojrzewanie w Dakocie Północnej.
„Czerwona rzeka” to nie jest moim zdaniem jedna z tych powieści, które koniecznie trzeba przeczytać, bo świat będzie o niej dyskutował jeszcze bóg wie ole czasu. Choć jej autorka, Louise Erdrich, jest zdobywczynią Pulitzera i National Book Award, więc może się mylę. Ale za to okazało się, że jest to ten typ książki, w który po prostu dobrze mi się weszło i w którym zatonęłam po uszy, a to zawsze uczucie, którego w literaturze szukam; swego rodzaju odłączenie od świata zewnętrznego i koncentracja na tym wymyślonym. Kłopoty Kimset, która właśnie kończy szkołę i zastanawia się, co dalej, zwłaszcza, że jej […]
Dopiero dojrzałam do Dąbrowskiej. „Noce i dnie” po drugim czytaniu.
Warto wracać do klasyki. „Noce i dnie” dopiero w drugim czytaniu (bo pierwsze nastąpiło w wieku nastoletnim, zbyt wcześnie) odsłoniły przede mną swoją wybitność. Bo jest to niewątpliwie lektura, która oparła się czasowi, na poziomie równym choćby „Brudenbrookom” Manna. Jaka szkoda, że Maria Dąbrowska nie doczekała się Nobla, do którego była wielokrotnie typowana. Zasługuje na najwyższe docenienie. Ale może tym najwyższym jest po prostu bycie czytaną z wypiekami na twarzy po przeszło wieku? Ta powieść w 4 tomach opowiada o rozpadzie pewnej klasy; a więc i o wyłanianiu się nowego świata. To cenne samo w sobie, ale tym ciekawsze, że […]
Dobra klasyka wiecznie żywa. „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell.
Czy po tym jak czytało się Mayę Angelou i Toni Morrison można jeszcze z przyjemnością wrócić do „Przeminęło z wiatrem”? Napisanego z perspektywy maksymalnie rasistowskiego (i przy okazji maksymalnie seksistowskiego) Południa? Można i będę bronić tej powieści, bo po drugiej lekturze, po latach od pierwszego sięgnięcia po nią, jestem w niej absolutnie, całym sercem, zakochana. Przede wszystkim dlatego – że jest tak bezwględnie literacko dobra. Ma moc najbardziej wciągającego czytadła, naprawdę nie byłam w stanie jej odłożyć w nocy, a po odłożeniu zasnąć. A przy tym – pozostaje diabelnie mądra. Psychologicznie, obyczajowo, po ludzku po prostu. Zmusza do myślenia. Stworzenie […]
„Morzeca” Sylwii Stano, czyli wypłynięcie na pełne wody pierwiastka kobiecego w przyrodzie.
„Opera na trzy śmierci” to była dla mnie kobieca wersja „Złego” Tyrmanda, lekka, wciągająca historia kryminalna z Warszawą jako ważną bohaterką. Naprawdę bardzo mi się podobała w kategorii #dobreksiążkiwagilekkiej Dlatego chętnie sięgnęłam po drugą część historii śpiewaczki operowej, Gusty Star, pod tytułem „Morzeca”. Jak się okazało tytuł nawiązuje do nazwy statku, którym Gusta Star wyrusza do Sztokholmu. Jest to jednak z gruntu odmienna narracja od tej, którą znałam z „Opery…”. Prowadzona niejako dwutorowo, jedna, jak w „Operze na trzy śmierci” dotyczy konkretnych zdarzeń dziejących się w podróży, dużo tu dialogów pomiędzy pasażerami, śpiewakami operowymi, ich partnerami, wierchuszką PRLu, scenek rozgrywających […]
Nowa wersja „Dziewczynki z zapałkami”. Smutna i piękna „Gwiazdka. Opowieść przedwigilijna” Ingvild H. Rishoi.
„Gwiazdka. Opowieść przedwigilijna” nawiązuje do „Dziewczynki z zapałkami” Andersena, opowieści, która zawsze łamała mi serce, o której do tej pory nie mogę myśleć bez guli w gardle, ale która jednocześnie ma w sobie niezaprzeczalne piękno. Króciutka powieść Ingvild H. Rashoi też jest pełna smutku. Jej narratorką jest dziesięciolatka, której kochający skądinąd ojciec nie radzi sobie z alkoholem. Już, już pojawia się cień nadziei, Ronja załatwia tacie pracę przy sprzedaży choinek, lecz szybko okazuje się, że Ronja i jej starsza siostra znów muszą sobie radzić same. Zwrotów akcji będzie zresztą więcej, bo ta opowieść jest jednocześnie bardzo prosta i do bólu […]
Świetny zamysł, zła książka. „Kairos” Jenny Erpenbeck.
Żeby zachęcać do czytania dobrej literatury kobiet, czasem nie mam wyjścia, muszę szczerze napisać, jeśli coś jest wg mnie złe (robię to dość rzadko, bo przeważnie rzucam takie tytuły, ten jednak postanowiłam skończyć, bo uznałam, że to będzie kształcenie samej siebie na negatywnym przykładzie). Podoba mi się zamierzenie. Nie podoba mi się książka. Zamysł – poprzez romans studentki i starszego od niej o 34 lata pisarza pokazać pewien rozpad Niemiec; w czasie – bo Hans zdążył jeszcze być w Hitlerjugend, a sceny końcowe dzieją się już po zburzeniu Muru Berlińskiego i w przestrzeni – Hans mieszkał jeszcze na terenach, które […]
„Parasolki” Dominiki Buczak, czyli jak Polki walczyły o prawa wyborcze.
To musiało być piekielnie trudne zadanie. Napisać tak zajmującą powieść z rozbudowaną fabułą, opartą na postaciach trzech fikcyjnych kobiet a do tego wpleść ją w narrację bazującą tylko i wyłącznie na faktach, opisującą liczne bohaterki, które wywalczyły dla Polek prawa wyborcze, a wcześniej – dostęp do edukacji. Tak się cieszę, że Dominika Buczak je uniosła. Bo dostajemy dzięki temu książkę bezcenną. Czytajcie, bo będzie wciągająco (wystarczyłaby do tego sama fabuła powieści).Czytajcie, żeby zacząć sobie wbijać do głowy nazwiska ważnych Polek, które wymazano z historii (to jest jeszcze bardziej fascynujące, dotykać tego kawałka naszych dziejów; zwłaszcza teraz. Z tego można brać […]