Blog o literaturze kobiet

„Cleopatra&Frankenstein” Coco Meller. Obyczajówka, która przekracza stereotyp.

Zaczynałam ją czytać z przekonaniem, że może nie będzie to powieść idealna, ale ma pewien nieodparty urok, który sprawia, że nie mogę się oderwać i chcę wiedzieć, co będzie dalej. Kończę zaś z poczuciem, że naprawdę warta była zachodu. https://www.instagram.com/patsy_thebooklover/C jak ja lubię Twoje polecenia! To taka historia, które teoretycznie niebiezpieczne blisko jest stereotypu. Nowy Jork.  Młoda ona. Piękna artystka, Cleo. I starszy o dwadzieścia lat on. Właściciel agencji reklamowej, Frank. Mogłoby powiać nudą, ale ani trochę się tak nie dzieje. Kolejne, wspaniale napisane sceny ze znakomitymi dialogami (czytałam je tak jakby się we mnie w jakiś sposób wygrywały) są […]

Czytaj więcej »

„Córka fortuny” Isabel Allende. Fabuła, głupcze!

Coraz mocniej tęsknię za rozbudowanymi fabułami z wieloma, dobrze opisanymi postaciami; za opowieściami, które nie pozwalają się od nich oderwać, wciągają jak wirówka, pozwalają wejść w świat zupełnie inny od własnego, obrazowo przez pisarkę przedstawiony. Brakuje mi takowych zwłaszcza w czasie wakacji. Dlatego czytanie Allende w moim przypadku jest naprawdę dobrym pomysłem. Najpierw był „Dom duchów”, powieść o Chile (polecam! Są tu elementy realizmu magicznego i to jedyny tytuł oprócz wszystkich Marqueza, gdzie mi to nie przeszkadza, wręcz odwrotnie, jest jak najbardziej na miejscu). Teraz wzięłam na tapet „Córkę fortuny”, gdzie akcja również rozpoczyna się w macierzystym kraju autorki, ale […]

Czytaj więcej »

Psychologiczny wgląd do socjologii, czyli „Ma być czysto” Ani Cieplak.

Przeczytałam gdzieś, że „Ma być czysto” opowiada o Polsce jakiej prawie nie znamy. Że ośrodki wychowawcze; że ten przeklęty urok żołnierzy wyklętych; że niechciane, zbyt wczesne ciąże; trawa i grubsze narkotyki, po których piana z ust. Dwie nastolatki z bardzo różnych rodzin. Jednej wszystko się upiecze. Drugiej – nic. A mnie się wydaje, że znam to wszystko dobrze jeszcze z lat dziewięćdziesiątych. I co z tego, że u mnie to była Warszawa, a u Cieplak mniejsze miasto, mój przeskok z Muranowa na robotniczą Wolę też był swego rodzaju szkołą; żołnierzy wyklętych jeszcze nie czczono, ale coś takiego w zasadzie wisiało […]

Czytaj więcej »

„Mąż i żona”. Zeruya Shalev jako pisarka głębokiego psychologicznego tła.

Kusiły mnie obie: sama Zeruya Shalev, którą  czytelniczo poznałam rok temu, a w tym roku miałam okazję poznać osobiście, w której pisaniu jestem zakochana; i ta okładka. Pasuje nie tylko do tego pisania, ale i do słońca, piasku, upału. Miałam ochotę mieć ją w ręku na Majorce. Wyjeżdżaliśmy na długo, więc liczył się każdy dodatkowy gram bagażu, wszystkie inne tytuły przygotowałam sobie na czytniku, tak było najrozsądniej, najwygodniej, ale dla „Męża i żony” zrobiłam wyjątek. Pisałam w przypadku „Fatum i furii” Groff, że są tematy, które ciężko ująć fragmentarycznie lub pokazując tylko krótki wycinek czasu. Jednym z nich jest małżeństwo. […]

Czytaj więcej »

Nina Igielska „Oddech”. Nicowanie męskich narracji.

Nina Igielska stawia bardzo konkretne pytanie i próbuje na nie odpowiedzieć swoją powieścią: jaka byłaby historia Lolity, gdyby to ona ją opowiadała? Dla mnie to jednocześnie rzecz o wiele szersza. Jaki byłby mój obraz siebie jako kobiety, gdybym z mlekiem literatury nie wessała tak wielu męskich opowieści? Pięknie gra Igielska w „Oddechu” nawiązaniami do Pilcha. Jednego z moich ulubionych pisarzy. Zażegnywanie fenomenu obojętności świata w ramionach kolejnej kobiety swojego życia albo ewentualnie przy pomocy koniaku. Znacie to? Mnie brała jak diabli cała ta romantyka. A jednocześnie – uświadomiłam to siebie dopiero niedawno – dlaczego prawdopodobnie nigdy nie byłam na żadnym […]

Czytaj więcej »

Isabel Allende „Dom duchów”. Magia kompletnej opowieści.

Krwista i kompletna opowieść, która pokazuje sto lat życia pewnej chilijskiej rodziny. Zachwyciła mnie.  W jej centrum Allende postawiła kobiety jednego rodu. Różne, choć wszystkie silne. Doprawiła to szczyptą realizmu magicznego; akurat w sam raz jak na moje gusta (do tej pory w tym gatunku w pełni akceptowałam tylko Marqueza). Może ciut za mocno uromantyczniła miłość, ale dostrzegam to tylko rozumem, bo poszłam za tym, jak i za innymi wątkami, w ciemno. Opowiadaczką jest Allende wytrawną, bierze czytelniczkę, czytelnika za gardło i ściska coraz mocniej. Na końcu pozbawiła mnie tchu. Wrażenie było tym mocniejsze im bardziej zdawałam sobie sprawę w […]

Czytaj więcej »

Monika Helfer „Hałastra”. Herstoryczna opowieść o austriackiej wsi.

To, co zainteresowało mnie w niej najbardziej to głębokie wniknięcie w tradycyjną społeczność. Nie wiem, czy sięgnęłabym po nią gdyby nie tytuł. „Hałastra”. Kryje się w nim inność i niedopasowanie do tego jak żyją wszyscy. Hałastra jest zbyt. W tym konkretnym przypadku główna bohaterka, Maria, jest zbyt piękna (a jeszcze do tego śmie mieć seksualne pragnienia). Jej mąż, Józef, z kolei zbyt mądry i obrotny (te „interesiki”). „Hałastra” jest autofikcją o rodzinie pochodzenia autorki. Momentami – gdy rzecz dotyczy Marii i Józefa czyta się ją jak powieść, tak jest napisana. Potem z kolei staje się typową narracją pierwszoosobową, pisarka jest […]

Czytaj więcej »

„Nasze winy”. Doskonała powieść, która jest gotowym scenariuszem.

„Nasze winy”. Doskonała powieść, która jest gotowym scenariuszem.

Bardzo tak! Pełna, mięsista, wsysająca powieść. Niezłych książek jest sporo, ale w gruncie rzeczy rzadko trafiają się tytuły do tego stopnia dobre. Na pewno to jeden z najlepszych przeczytanych przeze mnie w tym roku (właśnie robię sobie wewnętrzne porządki i wspominam co wywarło na mnie największe wrażenie). Wszystko tu się zgadza. Czujemy przytłaczający klimat Irlandii północnej w latach siedemdziesiątych. Codziennie wybuchają bomby.  Giną ludzie. Ale przecież to nie wszystko. Czasem prześladowania nie są krwawe, a i tak potrafią zajść za skórę. Choćby się chciało, nie da się być obok tego konfliktu.  Wchodzimy w skórę Cushli, młodej nauczycielki, która wieczorami pomaga […]

Czytaj więcej »

Zeruya Shalev. Moja literacka miłość.

Zeruya Shalev. Moja literacka miłość.

Zeruya Shalev dotyka swoim pisaniem samego sedna mnie. Jej pytania są moimi pytaniami. Zupełnie rożny kontekst polityczny w którym przyszło nam żyć nie ma właściwie żadnego znaczenia. To czym się zajmuje jest głęboko ludzkie. I wreszcie, wreszcie(!) literacki „człowiek” jest u niej kobietą. Stawiam ją obok dawnych ukochanych pisarzy, Philipa Rotha, Milana Kundery, Jerzego Pilcha, Eli Kazana, Remarqua, itd. Ale to właśnie jej teraz potrzebuję, bo męskie głosy znam już tak dobrze. Znów mi się wydaje, że to właśnie ta ostatnio przeczytana jej powieść, „Los”, jest tą dla mnie najważniejszą. Opowiada o poczuciu odpowiedzialności, które może pójść za daleko. O […]

Czytaj więcej »

„Fatum i furia”. Powieść pełna.

„Fatum i furia”. Powieść pełna.

Jest we mnie jakaś tęsknota za  „dużymi” powieściami, które nie są malowane impresjonistycznym pędzlem, lekko, parę pociągnięć mających dać wyobrażenie całości, ledwie muskających płótno rzeczywistości, jakiś jej istotny moment; zamiast tego mamy solidne zanurzenie w przestrzeni czasu życia bohaterów. Bo czy nie jest tak, że pewne kwestie tylko w ten sposób możemy odpowiednio nakreślić? Dajmy na to małżeństwo. Dlatego pokochałam „Fatum i furię” Lauren Groff. Mimo, że ani jej „Wyspa kobiet” ani „Floryda”, które czytałam wcześniej  nie zdołały mnie jakoś mocniej dotknąć (choć trudno mi się do czegoś w nich przyczepić). W „Fatum i furii” przeżywamy życie dwojga ludzi. Lotto […]

Czytaj więcej »

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading