Blog o literaturze kobiet

Ciemno, prawie noc „Pod słońcem Turynu”. Iwana Dobrakowowá.

A może jesteśmy raczej syntezą miejsc, w których dorastamy, otoczenia, atmosfery, którą nasiąkamy w domu, na ulicy, w szkole?”. Przerażająca do szpiku kości powieść psychologiczna. Precyzyjnie zaplanowany strumień świadomości, którego nie da się opuścić (co dalej, do czego to tak naprawdę prowadzi) i który ciężko przyjąć na siebie (jak ja zasnę po takiej lekturze do poduszki!). Stosunkowo niewiele autorek i autorów ma odwagę pisać pierwszoosobową narrację, która aż tak odpycha od opowiadającej.  Tym większe wrażenie robi „Pod słońcem Turynu” (tytuł ironiczny). Obsesja Kristiny jest odrażająca. I prawdziwa  To jak studium choroby. Duży plus za dostrzeżenie jak łatwo przeoczyć wszechogarniającą pustkę, […]

Czytaj więcej »

„Pięć ran” Kirstin Valdez Quade. O trudnych sprawach bez dramy.

Mówiąc szczerze, gdy przeczytałam opis wydawcy: że będąca w zaawansowanej ciąży szesnastolatka znienacka zjawia się u ojca, którego niemal nie zna, a w tym czasie jej babcia, matka ojca, zamierza oznajmić rodzinie, że umiera na zaawansowanego raka postanowiłam, że nie będę czytać. Zmienił moje zdanie dopiero bookstagram. Kilka pozytywnych opinii osób, które cenię. Jak dobrze, że tak się stało! To jest dokładnie ten typ literatury, którego szukam. Wspaniałe skonstruowana powieść pełna pełnokrwistych, nieoczywistych bohaterek i bohaterów koncentrująca się na codziennym życiu. Fakt, codziennym życiu mocno poharatanych rodzin w Nowym Meksyku, więc nie jest przesadnie różowo, ale za to po prostu […]

Czytaj więcej »

Zapomniane polskie pisarki, czyli „Cudzoziemka” Kuncewiczowej.

Zapamiętałam „Cudzoziemkę” Kuncewiczowej jako mocną, psychologiczną powieść o diabelnie odpychającej kobiecie. W ponownym czytaniu po wielu latach mój odbiór jest bardzo podobny. Ale jednocześnie dopiero teraz umiem sobie zadać pewne pytania: co romantyzm i walka o polskość, w tym właśnie specyficznym zespoleniu, objęciu, zrobiły polskiej kobiecie? Jakie piętno odcisnęły na jej wnętrzu? W pewnym sensie to pytanie jest wciąż świeże, bo chyba nigdy nie zostało porządnie i do szczętu przepracowane w publicznym dyskursie. Różę zniszczyło złamane serce. Skutki tego wydarzenia zapewne nie byłyby tak długotrwałe gdyby nie koncepcja romantycznej miłości, głęboko w niej zakorzeniona.  Ale jeszcze wcześniej dopadło ją brutalne […]

Czytaj więcej »

„Orlando” Virginii Woolf. O tym, co ponad rolami.

Obiecałam sobie wrócić do Virginii Woolf zaraz po tym jak Zeruya Shalev powiedziała mi, że jest jest największą kobiecą inspiracją. Wydawało mi się, że wszystko jej autorstwa już czytałam, ale okazało się, że jednak wznowionego właśnie przez Wydawnictwo Literackie „Orlanda” zupełnie nie znam (kiedy w przeszłości rzucałam się na jakąś autorkę, czy autora brałam jak leci wszystko, co było dostępne w bibliotece, a z przekładami tej powieści było ponoć u nas marnie, mogła zwyczajnie nie dotrzeć na penetrowane przeze mnie półki). Porwało mnie. Choć właściwie do tej pory nie jestem pewna o czym właściwie jest ta opowieść. I idę o […]

Czytaj więcej »

Najlepsza powieść Ani Cieplak. „Ciało huty”.

Uwielbiam tę powieść! Czytałam (autentycznie, a nie w przenośni) z wypiekami na twarzy. Połknęłam w jeden długi, deszczowy wieczór. Jest tu dokładnie to, co mnie samą ostatnio mocno zajmuje: ta różnica między życiem w cieniu wielkiej narracji albo wręcz w samym jej sercu (tu lata siedemdziesiąte, Huta i jej kobiety) a współczesność w której sznurki narracji dzierżysz w ręku już tylko ty sama. Ania Cieplak splata te dwie przestrzenie czasowe, nakłada je na siebie aż schodzą się w jedną wspólną historię, która dotyczy wszystkich. Nieprzypadkowo piszę wyżej w rodzaju żeńskim.  Ciało huty jest w tej opowieści kobietą. Ciężko mi napisać […]

Czytaj więcej »

„Cleopatra&Frankenstein” Coco Meller. Obyczajówka, która przekracza stereotyp.

Zaczynałam ją czytać z przekonaniem, że może nie będzie to powieść idealna, ale ma pewien nieodparty urok, który sprawia, że nie mogę się oderwać i chcę wiedzieć, co będzie dalej. Kończę zaś z poczuciem, że naprawdę warta była zachodu. https://www.instagram.com/patsy_thebooklover/C jak ja lubię Twoje polecenia! To taka historia, które teoretycznie niebiezpieczne blisko jest stereotypu. Nowy Jork.  Młoda ona. Piękna artystka, Cleo. I starszy o dwadzieścia lat on. Właściciel agencji reklamowej, Frank. Mogłoby powiać nudą, ale ani trochę się tak nie dzieje. Kolejne, wspaniale napisane sceny ze znakomitymi dialogami (czytałam je tak jakby się we mnie w jakiś sposób wygrywały) są […]

Czytaj więcej »

„Córka fortuny” Isabel Allende. Fabuła, głupcze!

Coraz mocniej tęsknię za rozbudowanymi fabułami z wieloma, dobrze opisanymi postaciami; za opowieściami, które nie pozwalają się od nich oderwać, wciągają jak wirówka, pozwalają wejść w świat zupełnie inny od własnego, obrazowo przez pisarkę przedstawiony. Brakuje mi takowych zwłaszcza w czasie wakacji. Dlatego czytanie Allende w moim przypadku jest naprawdę dobrym pomysłem. Najpierw był „Dom duchów”, powieść o Chile (polecam! Są tu elementy realizmu magicznego i to jedyny tytuł oprócz wszystkich Marqueza, gdzie mi to nie przeszkadza, wręcz odwrotnie, jest jak najbardziej na miejscu). Teraz wzięłam na tapet „Córkę fortuny”, gdzie akcja również rozpoczyna się w macierzystym kraju autorki, ale […]

Czytaj więcej »

Psychologiczny wgląd do socjologii, czyli „Ma być czysto” Ani Cieplak.

Przeczytałam gdzieś, że „Ma być czysto” opowiada o Polsce jakiej prawie nie znamy. Że ośrodki wychowawcze; że ten przeklęty urok żołnierzy wyklętych; że niechciane, zbyt wczesne ciąże; trawa i grubsze narkotyki, po których piana z ust. Dwie nastolatki z bardzo różnych rodzin. Jednej wszystko się upiecze. Drugiej – nic. A mnie się wydaje, że znam to wszystko dobrze jeszcze z lat dziewięćdziesiątych. I co z tego, że u mnie to była Warszawa, a u Cieplak mniejsze miasto, mój przeskok z Muranowa na robotniczą Wolę też był swego rodzaju szkołą; żołnierzy wyklętych jeszcze nie czczono, ale coś takiego w zasadzie wisiało […]

Czytaj więcej »

„Mąż i żona”. Zeruya Shalev jako pisarka głębokiego psychologicznego tła.

Kusiły mnie obie: sama Zeruya Shalev, którą  czytelniczo poznałam rok temu, a w tym roku miałam okazję poznać osobiście, w której pisaniu jestem zakochana; i ta okładka. Pasuje nie tylko do tego pisania, ale i do słońca, piasku, upału. Miałam ochotę mieć ją w ręku na Majorce. Wyjeżdżaliśmy na długo, więc liczył się każdy dodatkowy gram bagażu, wszystkie inne tytuły przygotowałam sobie na czytniku, tak było najrozsądniej, najwygodniej, ale dla „Męża i żony” zrobiłam wyjątek. Pisałam w przypadku „Fatum i furii” Groff, że są tematy, które ciężko ująć fragmentarycznie lub pokazując tylko krótki wycinek czasu. Jednym z nich jest małżeństwo. […]

Czytaj więcej »

Nina Igielska „Oddech”. Nicowanie męskich narracji.

Nina Igielska stawia bardzo konkretne pytanie i próbuje na nie odpowiedzieć swoją powieścią: jaka byłaby historia Lolity, gdyby to ona ją opowiadała? Dla mnie to jednocześnie rzecz o wiele szersza. Jaki byłby mój obraz siebie jako kobiety, gdybym z mlekiem literatury nie wessała tak wielu męskich opowieści? Pięknie gra Igielska w „Oddechu” nawiązaniami do Pilcha. Jednego z moich ulubionych pisarzy. Zażegnywanie fenomenu obojętności świata w ramionach kolejnej kobiety swojego życia albo ewentualnie przy pomocy koniaku. Znacie to? Mnie brała jak diabli cała ta romantyka. A jednocześnie – uświadomiłam to siebie dopiero niedawno – dlaczego prawdopodobnie nigdy nie byłam na żadnym […]

Czytaj więcej »

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading