Blog o literaturze kobiet

Surrealistycznie blisko grozy życia. „Lapvona” Ottessy Moshfegh.

Jest w „Lapvonie” Ottessy Moshfegh surrealizm Salvadora Dali, abstrakcja Tarantino, Matrix, krzyk Muncha, „Królestwo” Lars von Triera i szabat czarownic. Wy na pewno z łatwością dopiszcie własne skojarzenia. Osadzona w średniowieczu historia niepełnosprawnego chłopca jest horrendalnie abstrakcyjna i do bólu realistyczna jednocześnie. Co się za chwilę wydarzy nie sposób przewidzieć. Moshfegh jednak nie tylko prowadzi nas przez labirynty swojej szalonej wyobraźni, ale prowadzi ze szczegółowym planem w ręku. Wszystko tu się ze sobą łączy i składa. Nie ma żadnego przypadku choć przecież momentami wydawać by się mogło, że jest to napisane w czasie zabawy: dopisz kolejne zdanie do tego, które […]

Czytaj więcej »

Mój rozjazd ze współczesną literaturą autobiograficzną, czyli „Bądź dobra dla zwierząt” Moniki Isakstuen.

Interesuje mnie ta historia: matki, która decyduje się na rozwód. A wcześniej córki rozwiedzionych rodziców. Znalazłam w niej sporo interesujących spostrzeżeń. Celnych nazw dla pewnych emocji i stanów. Czytało mi się ją szybko, lekko i z zainteresowaniem. Co nie jest bez znaczenia. A jednak – to nie mój typ literatury. Drażniła mnie fragmentaryczność. Pisanie, które zupełnie nie uruchomiło w mojej głowie żadnych obrazów (lubię gdy to się dzieje). Nie tyle chodzi o to, że to książka pisana strumieniem świadomości, częstokroć cenię strumienie świadomości, ile raczej o to, że się po niej ślizgałam. Jakbym lizała cukierka przez papierek. Pisać w ten […]

Czytaj więcej »

Wera idzie po Nike, czyli „Ten się śmieje, kto ma zęby” Zyty Rudzkiej.

Że językowo będzie zachwyt – tego byłam pewna. Uwielbiam jeśli ktoś nie certoli się z normami, rozpycha w słowotwórstwie, przestawia szyki, gra w tekście światłem. Rudzka to umie. W tym tytule – jest majstersztyk. Ale język sam w sobie nigdy mi nie wystarcza.A bałam się, że zwyczajnie nie uwierzę Werze, fryzjerce męskiej. Uwierzyłam. Choć startowałam z pozycji sceptycznych (będzie podszywanie się pod „prostych” ludzi?). „W pogardzie dla śmierci i jej przydupasów”.Wędruje Wera po mieście kompletując rekwizyty do pogrzebu zmarłego męża. Chodzi po starych miłościach. „Wyprawiłam się rozchodzić ciemne lata”. Harda. Niepokonana. Pyskata. Pi**y i ch**e ścielą się gęsto.Bierze co jej. […]

Czytaj więcej »

„Cuda” Eleny Medel. Dobra acz zbyt skupiona na materializmie.

Musiało minąć kilka dobrych dni od przeczytania tej książki, żebym ją w pełni doceniła. W trakcie – coś mnie uwierało. Dopiero teraz dochodzę do tego co. „Clearly money has something to do with life” tym zdaniem z Larkina rozpoczyna Medel „Cuda”. I tu jesteśmy zgodne. Jednak dalej autorka idzie raczej w: it’s all about money. I nasze drogi się rozchodzą.  Zbyt dużo wiem o kapitale emocjonalnym, który można wynieść z domu i który czasem bywa ważniejszy niż ten finansowy, żeby godzić się na tak czarno-białe tezy.  Stąd rozdrażnienie. Takie ujmowanie tematu nie pierwszy raz mnie irytuje. Piszę o tym, bo […]

Czytaj więcej »

Nieidealna, lecz subiektywnie ważna. „Mam do pana kilka pytań” Rebecci Makkai.

Czy ją kocham? Kocham szczerze. Choć nie będę udawać, że momentami mnie nie irytowała. Zrozumiem wszystkich, którzy stwierdzą, że za mocno poszła Makkai w stronę rozprawki dotyczącej #metoo zamiast klasycznej powieści. Fragmenty wyliczające te wszystkie zbrodnie wobec kobiet, te wszystkie razy, gdy mężczyźni uniknęli odpowiedzialności za swoją przemoc były dla mnie pójściem o krok za daleko. Co jednak zupełnie nie przeszkodziło mi i tak zakochać się w tej książce. Na tym chyba polega dojrzała miłość, prawda? Akceptujemy również wady. Makkai trzymała mnie w garści praktycznie od pierwszej strony. Uwielbiam sposób w jaki pisarka buduje powieściowy świat. Robi to z wyczuciem, […]

Czytaj więcej »

„Trąbka do sluchania” Carrington, czyli miotła dla staruszek.

Ekscentryczna, ironiczna, cudowna!Taka jest Leonora Carrington w „Trąbce do słuchania” wydanej przez Wydawnictwo Literackie w serii „Inne konstelacje”, w której będą się ukazywały tytuły polecane przez Olgę Tokarczuk. Bizarne. „Jeżeli starsza pani nie może pojechać do Laponii, Laponia musi przyjść do starszej pani”. Zaczyna się spokojnie i dość stereotypowo, przygłucha staruszka mieszka z synem, jego rodziną. Ma koty. I przyjaciółkę od serca. Jedynym jej wyróżnikiem jest od początku poczucie humoru. A potem, stopniowo,  od momentu, gdy otrzymuje w prezencie tytułową trąbkę, wszystko staje na głowie. Machina zaskoczeń się rozkręca. Trzeba uważnie czytać każdy akapit, bo nie wiadomo co jeszcze nas […]

Czytaj więcej »

Fernarda Melchor „Paradajs”. Meksyk i piekło przemocy wobec kobiet.

W zasadzie od razu wiadomo, że ten „Paradajs” to będzie mocno odwrócony, raczej piekielne czeluście niż plastikowe słomki przy drinkach. Fernarda Melchor – pisarka meksykańskiego oblicza przemocy wobec kobiet jest tu sobą. I to o tym opowiada „Paradajs”. To moje pierwsze z nią  spotkanie, bo mimo, że spodziewałam się wszystkiego dobrego dzięki poleceniu @skahlann to zwyczajnie bałam się jak to udźwignę, ale poszło nadspodziewanie dobrze. To nie znaczy, że pewne obrazy nie zostaną mi w głowie na zawsze (a nie są to bynajmniej łatwe do strawienia  sceny), ale czytałam płynnie, ciężko było ją odłożyć. To bardzo kameralna, psychologiczna powieść, z […]

Czytaj więcej »

„Żaden koniec” Zośki Papużanki. Proza dla koneserów.

„Nawet o bohaterze, którego ktoś pisze, który się komuś pisze, niczego się nie możemy dowiedzieć, a tym bardziej o żywym człowieku. I nie z tej taniej, jakże taniej przyczyny, że umarł i nie powie. Wydaje nam się, że coś wiemy, że zdążyliśmy zauważyć, bo wydajemy się sobie tacy, że powinniśmy wiedzieć. Tymczasem dostajemy coś na kształt rodzinnego albumu o artyście lub mordercy – wklejone zdjęcia, notatki prasowe i wiele wolnego miejsca, niezapełnionego nawet jeśli pytaliśmy, jeśli chcieliśmy zamalować pustą przestrzeń jak dzieci w przedszkolu, pokoloruj tło, a my nie znamy tła, narysowaliśmy tylko ludziki idące po parku za rączkę, płaskie […]

Czytaj więcej »

Guzel Jachina „Zulejka otwiera oczy”. Prosta opowieść do szpiku serca.

Duże zagęszczenie trudnych słów w jakimś tekście uruchamia we mnie od razu czerwoną lampkę. Zaczynam się zastanawiać, czy ktoś tak naprawdę wie o czym mówi. Mądrość polega na tym, żeby o trudnych sprawach umieć mówić prosto. Jeśli nie potrafisz wyjaśnić czegoś prosto, nie rozumiesz tego wystarczająco dobrze. To przekonanie Einsteina wyniosłam z domu dzięki Tacie  i wcale nieźle zdaje ono egzamin na przestrzeni lat. W gruncie rzeczy  pewnie można je przykładać rownież do literatury. Już sam tytuł „Zulejka otwiera oczy” nieźle współgra z tym co powyżej napisałam. Otwiera oczy i co dalej? Guzel Jachina opowiada historię tragiczną i pełną nadziei […]

Czytaj więcej »

Zachwyt nad polską prozą, czyli „Toń” Ishbel Szatrawskiej.

Nie dało się jej odłożyć. A kiedy kończyłam miałam ciarki. Wydaje Wam się, że „Hersh…” jest znakomity? Owszem. Mnie też. Ale to jeszcze nic w porównaniu z najnowszym tytułem Szatrawskiej. Ona najwyraźniej diabelnie dobrze umie w pisanie, niezależnie od gatunku. A tym razem zaserwowała nam  powieść. Wielowątkową. Rozbudowaną. Splatającą mistrzowsko różne plany czasowe. Miejsce akcji: dawne Prusy Wschodnie. Z całą ich etniczną złożonością, którą tak skutecznie pudrowano w PRL-u. Z uchodźctwem, które jest wpisane w to miejsce (na ten plan nakłada się wymownie to, co dzieje się teraz na białoruskiej granicy; w sposób mądry i bardzo zniuansowany, co doceniam, bo […]

Czytaj więcej »

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading