„Violeta” Isabel Allende. Stary, dobry scenariusz działa, ale czy jest iskra geniuszu?
Bardzo lubię, gdy pisarka umie ubrać ważne treści w przystępną formę, taką, która dociera szeroko, bo przy okazji dostarcza rozrywki. Isabel Allende jest w tym mistrzynią i po namyśle nie bez kozery mogę w przypadku właściwie wszystkich jej tytułów użyć hasztagu #dobreksiążkiwagilekkiej Każdy jeden, z którym do tej pory się zetknęłam wart jest czytania i każdy jeden mogę polecać nie tylko czytelniczym pasjonatom. „Violetę” też pochłonęłam z przyjemnością. Miałam moment, w którym trochę kręciłam nosem, że Allende po raz kolejny używa bardzo podobnego scenariusza, że nieco się to jej pisanie robi schematyczne w formie i coś w tym jest, ale […]
„Łakome” Lebdy. Poetycka proza o żywym i śmierci.
Łakoma jest żałoba. Ale i łakome jest życie.Najmocniejsze pisanie o życiu jest wtedy , kiedy piszemy o śmierci. Żywe wiecznie opiera się śmierci. Jednostkowe przegrane na jej rzecz nie zmieniają całościowego obrazu. Narratorka „Łakomych” przyjeżdża do Maja, żeby towarzyszyć w umieraniu Babci, która wychowała ją po śmierci rodziców. Ona i druga kobieta, która ją wspiera znikają na tym końcu świata, w którym nie ma nic, a przecież i tak jest wszystko. Kobiety przejmują bycie z Babcią, bezpośrednią opiekę. Dziadek zamyka swój strach w konkretnych czynnościach. Przebudowuje. Ulepsza. Zmienia. Jego ręce są ciągle zajęte. Jeśli idzie o poetycką prozę mam zawsze […]
„Mistrzowie opowieści o kobiecie. Od Virginii Woolf do Agnieszki Szpili”.
To jest zbiór idealnie skrojony dla mnie. Ma być wprawdzie o kobiecie, ale w gruncie rzeczy najwiecej o kobietach opowiadają tu same kobiety. Tego szukam. Są autorki, które dobrze znam i cenię. Choćby Woolf, Atwood, Zabużko, Lucia Berlin (w końcu, dzięki temu tomowi, udało mi się poznać jej najbardziej znany tekst, czyli „Instrukcję dla pań sprzątających”). Są takie, które znam szczątkowo i chętnie się na nie znów natykam (Selma Lagerlöf, Tove Jansson, czy jeden z nielicznych w tym zbiorze mężczyzn, Sándor Márai, ciągle mam sporo jego twórczości do nadrobienia). I takie, na które od jakiegoś czasu się zasadzam. Na przykład […]
„Pani Dalloway powiedziała, że kwiaty kupi sama”, czyli magia powrotów.
Wydawało mi się, że czytałam wcześniej „Panią Dalloway” dwa razy, ale gdy tylko zobaczyłam pierwsze zdanie: „Pani Dalloway powiedziała, że kwiaty kupi sama” przypomniałam sobie, że przecież wracałam też do tej powieści w czasie pierwszej fali pandemii; ostatecznie zatem nie wiem ile razy tak naprawdę miałam z nią styczność. Jedno jest pewne, musiałam do niej dorosnąć. Stopniowo. To nie jest tak, że nie wzięłam z niej zupełnie nic jako dwudziestolatka. Lektura i wtedy była w jakiś sposób owocna. A jednak czułam, że zostaję nieco za szybą. Muskam, ale nie biorę pełną garścią. Nie wpuszczam w krwiobieg. „Pani Dalloway” cała napisana […]
„Co się stało z Margo”, czyli siostra Durella też ma poczucie humoru.
Polot, humor, wdzięk. Cała plejada barwnych postaci. Lekkie pióro. A jednocześnie zamożne cioteczki, od których można otrzymać spadek i przed którymi trzeba w związku z tym odgrywać komedie rzekomych dobrych obyczajów, „klasa pracująca”, na którą patrzy się jednak nieco z góry, nawet jeśli chwilę temu się z nią spoufalało, czyli wejście na pełnej petardzie w świat angielskich „starych pieniędzy”. Tylko pomyśleć, że to czasy już po II wojnie światowej. Chciałabym Wam napisać, że „Co się stało z Margo?” jest równie dobra co „Moja rodzina i inne zwierzęta” Durella, chciałabym, bo bardzo by to dobrze brzmiało w kontekście tego profilu, w […]
Ciemno, prawie noc „Pod słońcem Turynu”. Iwana Dobrakowowá.
A może jesteśmy raczej syntezą miejsc, w których dorastamy, otoczenia, atmosfery, którą nasiąkamy w domu, na ulicy, w szkole?”. Przerażająca do szpiku kości powieść psychologiczna. Precyzyjnie zaplanowany strumień świadomości, którego nie da się opuścić (co dalej, do czego to tak naprawdę prowadzi) i który ciężko przyjąć na siebie (jak ja zasnę po takiej lekturze do poduszki!). Stosunkowo niewiele autorek i autorów ma odwagę pisać pierwszoosobową narrację, która aż tak odpycha od opowiadającej. Tym większe wrażenie robi „Pod słońcem Turynu” (tytuł ironiczny). Obsesja Kristiny jest odrażająca. I prawdziwa To jak studium choroby. Duży plus za dostrzeżenie jak łatwo przeoczyć wszechogarniającą pustkę, […]
„Pięć ran” Kirstin Valdez Quade. O trudnych sprawach bez dramy.
Mówiąc szczerze, gdy przeczytałam opis wydawcy: że będąca w zaawansowanej ciąży szesnastolatka znienacka zjawia się u ojca, którego niemal nie zna, a w tym czasie jej babcia, matka ojca, zamierza oznajmić rodzinie, że umiera na zaawansowanego raka postanowiłam, że nie będę czytać. Zmienił moje zdanie dopiero bookstagram. Kilka pozytywnych opinii osób, które cenię. Jak dobrze, że tak się stało! To jest dokładnie ten typ literatury, którego szukam. Wspaniałe skonstruowana powieść pełna pełnokrwistych, nieoczywistych bohaterek i bohaterów koncentrująca się na codziennym życiu. Fakt, codziennym życiu mocno poharatanych rodzin w Nowym Meksyku, więc nie jest przesadnie różowo, ale za to po prostu […]
Zapomniane polskie pisarki, czyli „Cudzoziemka” Kuncewiczowej.
Zapamiętałam „Cudzoziemkę” Kuncewiczowej jako mocną, psychologiczną powieść o diabelnie odpychającej kobiecie. W ponownym czytaniu po wielu latach mój odbiór jest bardzo podobny. Ale jednocześnie dopiero teraz umiem sobie zadać pewne pytania: co romantyzm i walka o polskość, w tym właśnie specyficznym zespoleniu, objęciu, zrobiły polskiej kobiecie? Jakie piętno odcisnęły na jej wnętrzu? W pewnym sensie to pytanie jest wciąż świeże, bo chyba nigdy nie zostało porządnie i do szczętu przepracowane w publicznym dyskursie. Różę zniszczyło złamane serce. Skutki tego wydarzenia zapewne nie byłyby tak długotrwałe gdyby nie koncepcja romantycznej miłości, głęboko w niej zakorzeniona. Ale jeszcze wcześniej dopadło ją brutalne […]
„Orlando” Virginii Woolf. O tym, co ponad rolami.
Obiecałam sobie wrócić do Virginii Woolf zaraz po tym jak Zeruya Shalev powiedziała mi, że jest jest największą kobiecą inspiracją. Wydawało mi się, że wszystko jej autorstwa już czytałam, ale okazało się, że jednak wznowionego właśnie przez Wydawnictwo Literackie „Orlanda” zupełnie nie znam (kiedy w przeszłości rzucałam się na jakąś autorkę, czy autora brałam jak leci wszystko, co było dostępne w bibliotece, a z przekładami tej powieści było ponoć u nas marnie, mogła zwyczajnie nie dotrzeć na penetrowane przeze mnie półki). Porwało mnie. Choć właściwie do tej pory nie jestem pewna o czym właściwie jest ta opowieść. I idę o […]
Najlepsza powieść Ani Cieplak. „Ciało huty”.
Uwielbiam tę powieść! Czytałam (autentycznie, a nie w przenośni) z wypiekami na twarzy. Połknęłam w jeden długi, deszczowy wieczór. Jest tu dokładnie to, co mnie samą ostatnio mocno zajmuje: ta różnica między życiem w cieniu wielkiej narracji albo wręcz w samym jej sercu (tu lata siedemdziesiąte, Huta i jej kobiety) a współczesność w której sznurki narracji dzierżysz w ręku już tylko ty sama. Ania Cieplak splata te dwie przestrzenie czasowe, nakłada je na siebie aż schodzą się w jedną wspólną historię, która dotyczy wszystkich. Nieprzypadkowo piszę wyżej w rodzaju żeńskim. Ciało huty jest w tej opowieści kobietą. Ciężko mi napisać […]