Blog o literaturze kobiet

„Trąbka do sluchania” Carrington, czyli miotła dla staruszek.

Ekscentryczna, ironiczna, cudowna!Taka jest Leonora Carrington w „Trąbce do słuchania” wydanej przez Wydawnictwo Literackie w serii „Inne konstelacje”, w której będą się ukazywały tytuły polecane przez Olgę Tokarczuk. Bizarne. „Jeżeli starsza pani nie może pojechać do Laponii, Laponia musi przyjść do starszej pani”. Zaczyna się spokojnie i dość stereotypowo, przygłucha staruszka mieszka z synem, jego rodziną. Ma koty. I przyjaciółkę od serca. Jedynym jej wyróżnikiem jest od początku poczucie humoru. A potem, stopniowo,  od momentu, gdy otrzymuje w prezencie tytułową trąbkę, wszystko staje na głowie. Machina zaskoczeń się rozkręca. Trzeba uważnie czytać każdy akapit, bo nie wiadomo co jeszcze nas […]

Czytaj więcej »

Fernarda Melchor „Paradajs”. Meksyk i piekło przemocy wobec kobiet.

W zasadzie od razu wiadomo, że ten „Paradajs” to będzie mocno odwrócony, raczej piekielne czeluście niż plastikowe słomki przy drinkach. Fernarda Melchor – pisarka meksykańskiego oblicza przemocy wobec kobiet jest tu sobą. I to o tym opowiada „Paradajs”. To moje pierwsze z nią  spotkanie, bo mimo, że spodziewałam się wszystkiego dobrego dzięki poleceniu @skahlann to zwyczajnie bałam się jak to udźwignę, ale poszło nadspodziewanie dobrze. To nie znaczy, że pewne obrazy nie zostaną mi w głowie na zawsze (a nie są to bynajmniej łatwe do strawienia  sceny), ale czytałam płynnie, ciężko było ją odłożyć. To bardzo kameralna, psychologiczna powieść, z […]

Czytaj więcej »

„Żaden koniec” Zośki Papużanki. Proza dla koneserów.

„Nawet o bohaterze, którego ktoś pisze, który się komuś pisze, niczego się nie możemy dowiedzieć, a tym bardziej o żywym człowieku. I nie z tej taniej, jakże taniej przyczyny, że umarł i nie powie. Wydaje nam się, że coś wiemy, że zdążyliśmy zauważyć, bo wydajemy się sobie tacy, że powinniśmy wiedzieć. Tymczasem dostajemy coś na kształt rodzinnego albumu o artyście lub mordercy – wklejone zdjęcia, notatki prasowe i wiele wolnego miejsca, niezapełnionego nawet jeśli pytaliśmy, jeśli chcieliśmy zamalować pustą przestrzeń jak dzieci w przedszkolu, pokoloruj tło, a my nie znamy tła, narysowaliśmy tylko ludziki idące po parku za rączkę, płaskie […]

Czytaj więcej »

Guzel Jachina „Zulejka otwiera oczy”. Prosta opowieść do szpiku serca.

Duże zagęszczenie trudnych słów w jakimś tekście uruchamia we mnie od razu czerwoną lampkę. Zaczynam się zastanawiać, czy ktoś tak naprawdę wie o czym mówi. Mądrość polega na tym, żeby o trudnych sprawach umieć mówić prosto. Jeśli nie potrafisz wyjaśnić czegoś prosto, nie rozumiesz tego wystarczająco dobrze. To przekonanie Einsteina wyniosłam z domu dzięki Tacie  i wcale nieźle zdaje ono egzamin na przestrzeni lat. W gruncie rzeczy  pewnie można je przykładać rownież do literatury. Już sam tytuł „Zulejka otwiera oczy” nieźle współgra z tym co powyżej napisałam. Otwiera oczy i co dalej? Guzel Jachina opowiada historię tragiczną i pełną nadziei […]

Czytaj więcej »

Zachwyt nad polską prozą, czyli „Toń” Ishbel Szatrawskiej.

Nie dało się jej odłożyć. A kiedy kończyłam miałam ciarki. Wydaje Wam się, że „Hersh…” jest znakomity? Owszem. Mnie też. Ale to jeszcze nic w porównaniu z najnowszym tytułem Szatrawskiej. Ona najwyraźniej diabelnie dobrze umie w pisanie, niezależnie od gatunku. A tym razem zaserwowała nam  powieść. Wielowątkową. Rozbudowaną. Splatającą mistrzowsko różne plany czasowe. Miejsce akcji: dawne Prusy Wschodnie. Z całą ich etniczną złożonością, którą tak skutecznie pudrowano w PRL-u. Z uchodźctwem, które jest wpisane w to miejsce (na ten plan nakłada się wymownie to, co dzieje się teraz na białoruskiej granicy; w sposób mądry i bardzo zniuansowany, co doceniam, bo […]

Czytaj więcej »

„Violeta” Isabel Allende. Stary, dobry scenariusz działa, ale czy jest iskra geniuszu?

Bardzo lubię, gdy pisarka umie ubrać ważne treści w przystępną formę, taką, która dociera szeroko, bo przy okazji dostarcza rozrywki. Isabel Allende jest w tym mistrzynią i po namyśle nie bez kozery mogę w przypadku właściwie wszystkich jej tytułów użyć hasztagu #dobreksiążkiwagilekkiej Każdy jeden, z którym do tej pory się zetknęłam wart jest czytania i każdy jeden mogę polecać nie tylko czytelniczym pasjonatom. „Violetę” też pochłonęłam z przyjemnością. Miałam moment, w którym trochę kręciłam nosem, że Allende po raz kolejny używa bardzo podobnego scenariusza, że nieco się to jej pisanie robi schematyczne w formie i coś w tym jest, ale […]

Czytaj więcej »

„Łakome” Lebdy. Poetycka proza o żywym i śmierci.

Łakoma jest żałoba. Ale i łakome jest życie.Najmocniejsze pisanie o życiu jest wtedy , kiedy piszemy o śmierci. Żywe wiecznie opiera się śmierci. Jednostkowe przegrane na jej rzecz nie zmieniają całościowego obrazu. Narratorka „Łakomych” przyjeżdża do Maja, żeby towarzyszyć w umieraniu Babci, która wychowała ją po śmierci rodziców. Ona i druga kobieta, która ją wspiera znikają na tym końcu świata, w którym nie ma nic, a przecież i tak jest wszystko. Kobiety przejmują bycie z Babcią, bezpośrednią opiekę. Dziadek zamyka swój strach w konkretnych czynnościach. Przebudowuje. Ulepsza. Zmienia. Jego ręce są ciągle zajęte. Jeśli idzie o poetycką prozę mam zawsze […]

Czytaj więcej »

„Mistrzowie opowieści o kobiecie. Od Virginii Woolf do Agnieszki Szpili”.

To jest zbiór idealnie skrojony dla mnie. Ma być wprawdzie o kobiecie, ale w gruncie rzeczy najwiecej o kobietach opowiadają tu same kobiety. Tego szukam. Są autorki, które dobrze znam i cenię. Choćby Woolf, Atwood, Zabużko, Lucia Berlin (w końcu, dzięki temu tomowi, udało mi się poznać jej najbardziej znany tekst, czyli „Instrukcję dla pań sprzątających”). Są takie, które znam szczątkowo i chętnie się na nie znów natykam (Selma Lagerlöf, Tove Jansson, czy jeden z nielicznych w tym zbiorze mężczyzn, Sándor Márai, ciągle mam sporo jego twórczości do nadrobienia).  I takie, na które od jakiegoś czasu się zasadzam. Na przykład […]

Czytaj więcej »

„Pani Dalloway powiedziała, że kwiaty kupi sama”, czyli magia powrotów.

Wydawało mi się, że czytałam wcześniej „Panią Dalloway” dwa razy, ale gdy tylko zobaczyłam  pierwsze zdanie: „Pani Dalloway powiedziała, że kwiaty kupi sama” przypomniałam sobie, że przecież wracałam też do tej powieści w czasie pierwszej fali pandemii; ostatecznie zatem nie wiem ile razy tak naprawdę miałam z nią styczność. Jedno jest pewne, musiałam do niej dorosnąć. Stopniowo. To nie jest tak, że nie wzięłam z niej zupełnie nic jako dwudziestolatka. Lektura i wtedy była w jakiś sposób owocna. A jednak czułam, że zostaję nieco za szybą. Muskam, ale nie biorę pełną garścią. Nie wpuszczam w krwiobieg.  „Pani Dalloway” cała napisana […]

Czytaj więcej »

„Co się stało z Margo”, czyli siostra Durella też ma poczucie humoru.

Polot, humor, wdzięk. Cała plejada barwnych postaci. Lekkie pióro. A jednocześnie zamożne cioteczki, od których można otrzymać spadek i przed którymi trzeba w związku z tym odgrywać komedie rzekomych dobrych obyczajów, „klasa pracująca”, na którą patrzy się jednak nieco z góry, nawet jeśli chwilę temu się z nią spoufalało, czyli wejście na pełnej petardzie w świat angielskich „starych pieniędzy”. Tylko pomyśleć, że to czasy już po II wojnie światowej. Chciałabym Wam napisać, że „Co się stało z Margo?” jest równie dobra co „Moja rodzina i inne zwierzęta” Durella, chciałabym, bo bardzo by to dobrze brzmiało w kontekście tego profilu, w […]

Czytaj więcej »

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading