Literatura piękna

Nieidealna, lecz subiektywnie ważna. „Mam do pana kilka pytań” Rebecci Makkai.

Czy ją kocham? Kocham szczerze. Choć nie będę udawać, że momentami mnie nie irytowała. Zrozumiem wszystkich, którzy stwierdzą, że za mocno poszła Makkai w stronę rozprawki dotyczącej #metoo zamiast klasycznej powieści. Fragmenty wyliczające te wszystkie zbrodnie wobec kobiet, te wszystkie razy, gdy mężczyźni uniknęli odpowiedzialności za swoją przemoc były dla mnie pójściem o krok za daleko. Co jednak zupełnie nie przeszkodziło mi i tak zakochać się w tej książce. Na tym chyba polega dojrzała miłość, prawda? Akceptujemy również wady. Makkai trzymała mnie w garści praktycznie od pierwszej strony. Uwielbiam sposób w jaki pisarka buduje powieściowy świat. Robi to z wyczuciem, […]

Więcej

„Trąbka do sluchania” Carrington, czyli miotła dla staruszek.

Ekscentryczna, ironiczna, cudowna!Taka jest Leonora Carrington w „Trąbce do słuchania” wydanej przez Wydawnictwo Literackie w serii „Inne konstelacje”, w której będą się ukazywały tytuły polecane przez Olgę Tokarczuk. Bizarne. „Jeżeli starsza pani nie może pojechać do Laponii, Laponia musi przyjść do starszej pani”. Zaczyna się spokojnie i dość stereotypowo, przygłucha staruszka mieszka z synem, jego rodziną. Ma koty. I przyjaciółkę od serca. Jedynym jej wyróżnikiem jest od początku poczucie humoru. A potem, stopniowo,  od momentu, gdy otrzymuje w prezencie tytułową trąbkę, wszystko staje na głowie. Machina zaskoczeń się rozkręca. Trzeba uważnie czytać każdy akapit, bo nie wiadomo co jeszcze nas […]

Więcej

Fernarda Melchor „Paradajs”. Meksyk i piekło przemocy wobec kobiet.

W zasadzie od razu wiadomo, że ten „Paradajs” to będzie mocno odwrócony, raczej piekielne czeluście niż plastikowe słomki przy drinkach. Fernarda Melchor – pisarka meksykańskiego oblicza przemocy wobec kobiet jest tu sobą. I to o tym opowiada „Paradajs”. To moje pierwsze z nią  spotkanie, bo mimo, że spodziewałam się wszystkiego dobrego dzięki poleceniu @skahlann to zwyczajnie bałam się jak to udźwignę, ale poszło nadspodziewanie dobrze. To nie znaczy, że pewne obrazy nie zostaną mi w głowie na zawsze (a nie są to bynajmniej łatwe do strawienia  sceny), ale czytałam płynnie, ciężko było ją odłożyć. To bardzo kameralna, psychologiczna powieść, z […]

Więcej

„Żaden koniec” Zośki Papużanki. Proza dla koneserów.

„Nawet o bohaterze, którego ktoś pisze, który się komuś pisze, niczego się nie możemy dowiedzieć, a tym bardziej o żywym człowieku. I nie z tej taniej, jakże taniej przyczyny, że umarł i nie powie. Wydaje nam się, że coś wiemy, że zdążyliśmy zauważyć, bo wydajemy się sobie tacy, że powinniśmy wiedzieć. Tymczasem dostajemy coś na kształt rodzinnego albumu o artyście lub mordercy – wklejone zdjęcia, notatki prasowe i wiele wolnego miejsca, niezapełnionego nawet jeśli pytaliśmy, jeśli chcieliśmy zamalować pustą przestrzeń jak dzieci w przedszkolu, pokoloruj tło, a my nie znamy tła, narysowaliśmy tylko ludziki idące po parku za rączkę, płaskie […]

Więcej

Guzel Jachina „Zulejka otwiera oczy”. Prosta opowieść do szpiku serca.

Duże zagęszczenie trudnych słów w jakimś tekście uruchamia we mnie od razu czerwoną lampkę. Zaczynam się zastanawiać, czy ktoś tak naprawdę wie o czym mówi. Mądrość polega na tym, żeby o trudnych sprawach umieć mówić prosto. Jeśli nie potrafisz wyjaśnić czegoś prosto, nie rozumiesz tego wystarczająco dobrze. To przekonanie Einsteina wyniosłam z domu dzięki Tacie  i wcale nieźle zdaje ono egzamin na przestrzeni lat. W gruncie rzeczy  pewnie można je przykładać rownież do literatury. Już sam tytuł „Zulejka otwiera oczy” nieźle współgra z tym co powyżej napisałam. Otwiera oczy i co dalej? Guzel Jachina opowiada historię tragiczną i pełną nadziei […]

Więcej

Zachwyt nad polską prozą, czyli „Toń” Ishbel Szatrawskiej.

Nie dało się jej odłożyć. A kiedy kończyłam miałam ciarki. Wydaje Wam się, że „Hersh…” jest znakomity? Owszem. Mnie też. Ale to jeszcze nic w porównaniu z najnowszym tytułem Szatrawskiej. Ona najwyraźniej diabelnie dobrze umie w pisanie, niezależnie od gatunku. A tym razem zaserwowała nam  powieść. Wielowątkową. Rozbudowaną. Splatającą mistrzowsko różne plany czasowe. Miejsce akcji: dawne Prusy Wschodnie. Z całą ich etniczną złożonością, którą tak skutecznie pudrowano w PRL-u. Z uchodźctwem, które jest wpisane w to miejsce (na ten plan nakłada się wymownie to, co dzieje się teraz na białoruskiej granicy; w sposób mądry i bardzo zniuansowany, co doceniam, bo […]

Więcej

„Violeta” Isabel Allende. Stary, dobry scenariusz działa, ale czy jest iskra geniuszu?

Bardzo lubię, gdy pisarka umie ubrać ważne treści w przystępną formę, taką, która dociera szeroko, bo przy okazji dostarcza rozrywki. Isabel Allende jest w tym mistrzynią i po namyśle nie bez kozery mogę w przypadku właściwie wszystkich jej tytułów użyć hasztagu #dobreksiążkiwagilekkiej Każdy jeden, z którym do tej pory się zetknęłam wart jest czytania i każdy jeden mogę polecać nie tylko czytelniczym pasjonatom. „Violetę” też pochłonęłam z przyjemnością. Miałam moment, w którym trochę kręciłam nosem, że Allende po raz kolejny używa bardzo podobnego scenariusza, że nieco się to jej pisanie robi schematyczne w formie i coś w tym jest, ale […]

Więcej

„Łakome” Lebdy. Poetycka proza o żywym i śmierci.

Łakoma jest żałoba. Ale i łakome jest życie.Najmocniejsze pisanie o życiu jest wtedy , kiedy piszemy o śmierci. Żywe wiecznie opiera się śmierci. Jednostkowe przegrane na jej rzecz nie zmieniają całościowego obrazu. Narratorka „Łakomych” przyjeżdża do Maja, żeby towarzyszyć w umieraniu Babci, która wychowała ją po śmierci rodziców. Ona i druga kobieta, która ją wspiera znikają na tym końcu świata, w którym nie ma nic, a przecież i tak jest wszystko. Kobiety przejmują bycie z Babcią, bezpośrednią opiekę. Dziadek zamyka swój strach w konkretnych czynnościach. Przebudowuje. Ulepsza. Zmienia. Jego ręce są ciągle zajęte. Jeśli idzie o poetycką prozę mam zawsze […]

Więcej

„Mistrzowie opowieści o kobiecie. Od Virginii Woolf do Agnieszki Szpili”.

To jest zbiór idealnie skrojony dla mnie. Ma być wprawdzie o kobiecie, ale w gruncie rzeczy najwiecej o kobietach opowiadają tu same kobiety. Tego szukam. Są autorki, które dobrze znam i cenię. Choćby Woolf, Atwood, Zabużko, Lucia Berlin (w końcu, dzięki temu tomowi, udało mi się poznać jej najbardziej znany tekst, czyli „Instrukcję dla pań sprzątających”). Są takie, które znam szczątkowo i chętnie się na nie znów natykam (Selma Lagerlöf, Tove Jansson, czy jeden z nielicznych w tym zbiorze mężczyzn, Sándor Márai, ciągle mam sporo jego twórczości do nadrobienia).  I takie, na które od jakiegoś czasu się zasadzam. Na przykład […]

Więcej

„Pani Dalloway powiedziała, że kwiaty kupi sama”, czyli magia powrotów.

Wydawało mi się, że czytałam wcześniej „Panią Dalloway” dwa razy, ale gdy tylko zobaczyłam  pierwsze zdanie: „Pani Dalloway powiedziała, że kwiaty kupi sama” przypomniałam sobie, że przecież wracałam też do tej powieści w czasie pierwszej fali pandemii; ostatecznie zatem nie wiem ile razy tak naprawdę miałam z nią styczność. Jedno jest pewne, musiałam do niej dorosnąć. Stopniowo. To nie jest tak, że nie wzięłam z niej zupełnie nic jako dwudziestolatka. Lektura i wtedy była w jakiś sposób owocna. A jednak czułam, że zostaję nieco za szybą. Muskam, ale nie biorę pełną garścią. Nie wpuszczam w krwiobieg.  „Pani Dalloway” cała napisana […]

Więcej

„Co się stało z Margo”, czyli siostra Durella też ma poczucie humoru.

Polot, humor, wdzięk. Cała plejada barwnych postaci. Lekkie pióro. A jednocześnie zamożne cioteczki, od których można otrzymać spadek i przed którymi trzeba w związku z tym odgrywać komedie rzekomych dobrych obyczajów, „klasa pracująca”, na którą patrzy się jednak nieco z góry, nawet jeśli chwilę temu się z nią spoufalało, czyli wejście na pełnej petardzie w świat angielskich „starych pieniędzy”. Tylko pomyśleć, że to czasy już po II wojnie światowej. Chciałabym Wam napisać, że „Co się stało z Margo?” jest równie dobra co „Moja rodzina i inne zwierzęta” Durella, chciałabym, bo bardzo by to dobrze brzmiało w kontekście tego profilu, w […]

Więcej

Ciemno, prawie noc „Pod słońcem Turynu”. Iwana Dobrakowowá.

A może jesteśmy raczej syntezą miejsc, w których dorastamy, otoczenia, atmosfery, którą nasiąkamy w domu, na ulicy, w szkole?”. Przerażająca do szpiku kości powieść psychologiczna. Precyzyjnie zaplanowany strumień świadomości, którego nie da się opuścić (co dalej, do czego to tak naprawdę prowadzi) i który ciężko przyjąć na siebie (jak ja zasnę po takiej lekturze do poduszki!). Stosunkowo niewiele autorek i autorów ma odwagę pisać pierwszoosobową narrację, która aż tak odpycha od opowiadającej.  Tym większe wrażenie robi „Pod słońcem Turynu” (tytuł ironiczny). Obsesja Kristiny jest odrażająca. I prawdziwa  To jak studium choroby. Duży plus za dostrzeżenie jak łatwo przeoczyć wszechogarniającą pustkę, […]

Więcej