Blog o literaturze kobiet

Niezła literatura środka. „Błahostka” Magdy Tereszczuk.

Od początku miałam na nią chrapkę, a kiedy przeczytałam pierwszą stronę upewniłam się w swoim wyborze. Wyglądało na to, że będzie wciągająca powieść z „mojego świata”. Chyba każdy ma czasem ochotę poczytać o środowisku jakie zna, prawda? Ja w każdym razie od czasu do czasu  bardzo, a tego typu rodzimych książek, psychologicznych, osadzonych w czasie teraźniejszym, w środowisku klasy średniej, niemal nie ma. Dodatkowo lubię, kiedy fabuła toczy się w scenach, a tu od początku tak było. Gotowy scenariusz. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron niespecjalnie jednak wierzyłam głównej bohaterce. Klarze. Nie w pełni udawało mi się „poczuć” jej świat. Ostatecznie minęło […]

Czytaj więcej »

Żałobna elegia pisana w kompletnie niegdyś zniszczonym mieście. Han Kang na stypendium literackim w Warszawie.

Biały to kolor początku. Czystej kartki. Niewinności, której nic nie zdołało zmącić. I kolor żałoby. Między innymi w kulturze koreańskiej, z której pochodzi Han Kang. „Biała elegia” tegorocznej Noblistki, Han Kang, jest biała, bo pisana podczas stypendium literackiego w Warszawie. Mieście, które prawie w całości zostało zburzone. I odbudowane niemal jako czysta karta, od nowa. Jest też biała, bo symbolizuje zmarłą kilka godzin po urodzeniu siostrę Han Kang. To bardzo poetycka książka, która porusza mnie głównie konceptem. I faktem, że dotyka mojego miasta. Pięknie oddaje klimat zimowej Warszawy. Ale mimo wszystko nie jest to dla mnie literatura, która coś we […]

Czytaj więcej »

Intymne pisanie. „Listy miłosne” Virginii Woolf i Vity Sackville-West.

Listy próbują złapać ulotne tu i teraz w zakresie myśli i odczuć piszącej. Wiecznie spóźnione, kiedy docierają do adresatki, sytuacja może być już zupełnie inna niż ta zaistniała w trakcie pisania, co podkreślają wielokrotnie Virginia Woolf i Vita Sackville-West. Przyjaciółki i kochanki. Dostajemy ich wieloletnią korespondencję; od początków rodzącego się uczucia, po rozkwit, a w końcu pewne oddalenie. Dodatkowo uzupełniamy ten obraz wyjątkami z dzienników autorki „Pani Dalloway”. Naokoło toczy się świat (na końcu wojna), ale ten zapis najwięcej jest o relacjach. Oraz pisaniu. Vita zachwyca się prozą Virginii. Virginia wraz z mężem Leonardem wydaje poczytne tytuły tworzone przez Vitę. […]

Czytaj więcej »

„Szkody. Opowieść o świecie minionym”, czyli jak Hanna Hoffman pisze dom, którego już nie ma.

Czasem, kiedy chce się wrócić do domu, trzeba go sobie napisać. Tak właśnie zrobiła Hanna Hoffman w „Szkodach”. Szkody są, bo domu już nie ma. Zmarli ojciec i matka. A także dlatego, że Śląsk wciąga miejsca i budynki, świadków pewnego dojrzewania. Nie odda. Pierwszoosobowa narratorka rekonstruuje swój świat „kundla”, jak się określa. Ślązaczka, ale też nie całkiem stąd. Rodzina jej ojca pochodzi z Wielkopolski. Ona sama, gdy pisze,  jest już Krakowianką z wyboru. „Wyrosłam z prowincji, lubię małe światy i wciąż te same ulice. Raczej powolna krzątanina niż wielkomiejski rozmach, dreptanie po własnych śladach, nie cudzych. Z pozoru błahe chwile, […]

Czytaj więcej »

„Mam swoje lata, wreszcie umiem latać”. Marta Dzido i jej nowy tom opowiadań o dojrzałości. „Babie lato”.

To w zasadzie nie są odkrycia, to są proste historie, jakie każda z nas. Ale jednocześnie objawia się coś takiego w pisaniu Marty Dzido, że jest tak, jakby to było jednak całkiem na nowo. Czuć w tych opowiadaniach światło babiego lata. Pełne, nabrzmiałe od minionych sierpni i lipców, nimi syte. A jednocześnie już z wyczuwalną nutą nadchodzących chłodów. Ciemności. Bo przecież nie ma innego wyjścia, zawsze nadchodzą. Tak było na początku, teraz i my w tym. Co robić. Za nami wiele wiosen, nic co ludzkie nie jest nam obce. Będzie więc i historia o raku. Chłonęłam te emocje. Znam ten […]

Czytaj więcej »

Napisana z niewątpliwym talentem, ale nie moja. „Alchemia” Zyskowskiej.

Jest to moim zdaniem nie tyle powieść biograficzna, ile powieść na bazie biografii, bo Katarzyna Zyskowska koncentruje się w niej na dwóch bardzo specyficznie i subiektywnie przez nią wybranych momentach z życia Marie Curie Skłodowskiej. Czytając trochę się czepiałam, że zdecydowała się pokazać Noblistkę  przez pryzmat związków z mężczyznami i to akurat tych, które przysporzyły jej dużo bólu i zawodu. Szczęśliwy związek z Pierrem Curie jest prawie nieobecny. Wychodzi więc na to, że albo nauka albo mężczyźni. Albo raczej nauka staje się schronieniem i pocieszycielką dla złamanego serca. Napisała to Katarzyna Zyskowska z wdziękiem, polotem, talentem, ale także dobrze korzystając […]

Czytaj więcej »

Opowiadania Sylwii Plath, czyli bardziej „tu i teraz” już być nie może. „Johny Panika oraz Biblia snów i inne opowiadania”.

Szukamy „tu i teraz”, ale nie lubimy opowiadań. A przecież nic tak nie oddaje tych mikrometrów dnia codziennego jak opowiadania właśnie. W każdym razie na pewno udaje się to Sylwii Plath. Jest mistrzynią grzebania w uczuciach, nastrojach, momentach. Wgryza się zachłannie w to, co inni pomijają. Spotkanie po latach starej koleżanki ze szkoły. Złość, że trzeba zapłacić za wejście do parku nawet jeśli specjalnie zostawiło się samochód za bramą, żeby nie uiszczać opłaty za parking. Małe rzeczy, które wypełniają dzień po dniu, a przez które często przechodzimy niezauważenie, nie poświęcając im należytej uwagi. Bałam się powrotu do Sylwii Plath po […]

Czytaj więcej »

Kobiecy rewers „Złego”, czyli „Opera na trzy śmierci” Sylwii Stano.

Marzyłam o takiej właśnie powieści: miłosnej w stosunku do Warszawy. Jak „Zły” Tyrmanda. Zaczytywałam się w niej na śmierć od, zdaje się, późnej podstawówki. I wreszcie, wreszcie dostałam jej kobiecy rewers. Choć w postaci bardziej złożonej i zniuansowanej. „Opera na trzy śmierci” Sylwii Stano, której akcja rozgrywa się w drugiej połowie lat czterdziestych, gra na emocjach, które dopadają mnie zawsze gdy myślę o kompletnie zburzonym mieście. Które bujnie wyrosło z własnych gruzów. Ściskała mnie za gardło. Jest tu tajemnica. W niewyjaśnionych okolicznościach giną śpiewaczki operowe. Jest Gusta Star, utalentowana i poraniona przez wojnę Żydówka. Czy będzie następna w kolejce? Jest […]

Czytaj więcej »

„Ines, pani mojej duszy”, czyli Allende na wakacje.

Allende pisze z mojego punktu widzenia znakomite lektury na wakacje. Takie, w których fabułę się wsiąka, dzięki którym można się sporo dowiedzieć i które jednocześnie nie są bardzo wymagające w czytaniu. A że jest płodną pisarką, to swego czasu kupiłam parę starych wydań jej powieści i wyciągam w miarę potrzeby. Z „Ines, pani mojej duszy” nie do końca się wstrzeliłam. To osadzona w realiach szesnastego wieku historia Hiszpanki, która ramię w ramię z mężczyznami zdobywała Nowy Świat. Konkretnie Chile. Nie jestem raczej fanką powieści historycznych. Ta zaś dodatkowo opisywała wyjątkowe okrucieństwa. To, w jaki sposób obchodzono się z miejscową ludnością […]

Czytaj więcej »

„Dom Holendrów” Ann Patchett, czyli wciągające wakacyjne czytadło, z którego niewiele mi zostanie.

Od czasu do czasu nachodzi mnie potrzeba na czytanie z serii #dobreksiążkiwagilekkiej  i jest to kategoria, w której najtrudniej mi znaleźć coś, co mi odpowiada. Ostatnio prosiłam Was o radę i @zakladka.angielski (dziękuję) podpowiedziała mi ten tytuł: „Dom Holendrów” Anne Patchett. Początkowo się zdziwiłam, bo intuicyjnie plasowałam to pisanie jako trudniejszą literaturę piękną. Jak się okazuje raczej błędnie. #dobreksiążkiwagilekkiej to są dla mnie te tytuły, które niekoniecznie są bardzo lekkie tematycznie, nie takie, w których nie ma, dajmy na to, nic smutnego, ale takie, które nie wymagają dużego wysiłku przy czytaniu, przez które się płynie. „Dom Holendrów” naprawdę nieźle tu […]

Czytaj więcej »

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading