Literatura piękna
„Mam swoje lata, wreszcie umiem latać”. Marta Dzido i jej nowy tom opowiadań o dojrzałości. „Babie lato”.
To w zasadzie nie są odkrycia, to są proste historie, jakie każda z nas. Ale jednocześnie objawia się coś takiego w pisaniu Marty Dzido, że jest tak, jakby to było jednak całkiem na nowo. Czuć w tych opowiadaniach światło babiego lata. Pełne, nabrzmiałe od minionych sierpni i lipców, nimi syte. A jednocześnie już z wyczuwalną nutą nadchodzących chłodów. Ciemności. Bo przecież nie ma innego wyjścia, zawsze nadchodzą. Tak było na początku, teraz i my w tym. Co robić. Za nami wiele wiosen, nic co ludzkie nie jest nam obce. Będzie więc i historia o raku. Chłonęłam te emocje. Znam ten […]
Napisana z niewątpliwym talentem, ale nie moja. „Alchemia” Zyskowskiej.
Jest to moim zdaniem nie tyle powieść biograficzna, ile powieść na bazie biografii, bo Katarzyna Zyskowska koncentruje się w niej na dwóch bardzo specyficznie i subiektywnie przez nią wybranych momentach z życia Marie Curie Skłodowskiej. Czytając trochę się czepiałam, że zdecydowała się pokazać Noblistkę przez pryzmat związków z mężczyznami i to akurat tych, które przysporzyły jej dużo bólu i zawodu. Szczęśliwy związek z Pierrem Curie jest prawie nieobecny. Wychodzi więc na to, że albo nauka albo mężczyźni. Albo raczej nauka staje się schronieniem i pocieszycielką dla złamanego serca. Napisała to Katarzyna Zyskowska z wdziękiem, polotem, talentem, ale także dobrze korzystając […]
Opowiadania Sylwii Plath, czyli bardziej „tu i teraz” już być nie może. „Johny Panika oraz Biblia snów i inne opowiadania”.
Szukamy „tu i teraz”, ale nie lubimy opowiadań. A przecież nic tak nie oddaje tych mikrometrów dnia codziennego jak opowiadania właśnie. W każdym razie na pewno udaje się to Sylwii Plath. Jest mistrzynią grzebania w uczuciach, nastrojach, momentach. Wgryza się zachłannie w to, co inni pomijają. Spotkanie po latach starej koleżanki ze szkoły. Złość, że trzeba zapłacić za wejście do parku nawet jeśli specjalnie zostawiło się samochód za bramą, żeby nie uiszczać opłaty za parking. Małe rzeczy, które wypełniają dzień po dniu, a przez które często przechodzimy niezauważenie, nie poświęcając im należytej uwagi. Bałam się powrotu do Sylwii Plath po […]
Kobiecy rewers „Złego”, czyli „Opera na trzy śmierci” Sylwii Stano.
Marzyłam o takiej właśnie powieści: miłosnej w stosunku do Warszawy. Jak „Zły” Tyrmanda. Zaczytywałam się w niej na śmierć od, zdaje się, późnej podstawówki. I wreszcie, wreszcie dostałam jej kobiecy rewers. Choć w postaci bardziej złożonej i zniuansowanej. „Opera na trzy śmierci” Sylwii Stano, której akcja rozgrywa się w drugiej połowie lat czterdziestych, gra na emocjach, które dopadają mnie zawsze gdy myślę o kompletnie zburzonym mieście. Które bujnie wyrosło z własnych gruzów. Ściskała mnie za gardło. Jest tu tajemnica. W niewyjaśnionych okolicznościach giną śpiewaczki operowe. Jest Gusta Star, utalentowana i poraniona przez wojnę Żydówka. Czy będzie następna w kolejce? Jest […]
„Ines, pani mojej duszy”, czyli Allende na wakacje.
Allende pisze z mojego punktu widzenia znakomite lektury na wakacje. Takie, w których fabułę się wsiąka, dzięki którym można się sporo dowiedzieć i które jednocześnie nie są bardzo wymagające w czytaniu. A że jest płodną pisarką, to swego czasu kupiłam parę starych wydań jej powieści i wyciągam w miarę potrzeby. Z „Ines, pani mojej duszy” nie do końca się wstrzeliłam. To osadzona w realiach szesnastego wieku historia Hiszpanki, która ramię w ramię z mężczyznami zdobywała Nowy Świat. Konkretnie Chile. Nie jestem raczej fanką powieści historycznych. Ta zaś dodatkowo opisywała wyjątkowe okrucieństwa. To, w jaki sposób obchodzono się z miejscową ludnością […]
„Dom Holendrów” Ann Patchett, czyli wciągające wakacyjne czytadło, z którego niewiele mi zostanie.
Od czasu do czasu nachodzi mnie potrzeba na czytanie z serii #dobreksiążkiwagilekkiej i jest to kategoria, w której najtrudniej mi znaleźć coś, co mi odpowiada. Ostatnio prosiłam Was o radę i @zakladka.angielski (dziękuję) podpowiedziała mi ten tytuł: „Dom Holendrów” Anne Patchett. Początkowo się zdziwiłam, bo intuicyjnie plasowałam to pisanie jako trudniejszą literaturę piękną. Jak się okazuje raczej błędnie. #dobreksiążkiwagilekkiej to są dla mnie te tytuły, które niekoniecznie są bardzo lekkie tematycznie, nie takie, w których nie ma, dajmy na to, nic smutnego, ale takie, które nie wymagają dużego wysiłku przy czytaniu, przez które się płynie. „Dom Holendrów” naprawdę nieźle tu […]
„Śpiew ptasich serc” Viktorii Lloyd-Barlow, moja książka sierpnia.
Jeśli ktoś (Sunday) na pierwszej stronie zaczyna ci opowiadać świat, w którym je się wyłącznie białe rzeczy, bo wszystko inne powoduje dyskomfort, to już wiesz, że nic nie wiesz. Jeśli doda do tego córkę (Dolly), sarkastyczną nastolatkę domagającą się kolorów i marzącą o tym, by wyfrunąć z rodzinnego gniazda, a potem dorzuci do tego obrazka bezdzietną parę z wyższych sfer, z Londynu, która sprowadza się do domku obok, to zaczynasz się czuć trochę tak jak w przypadku czytania dobrego thrillera (np. Patricii Highsmith). Niewiele się tam działo fabularnie, a jednak było napięcie. Strach, że to historia, co zmierza do katastrofy. […]
Nieodkryta w Polsce perła. „Małe ludzkie zawirowania” Grace Paley.
Mocno polecam ten zbiór opowiadań amerykańskiej pisarki Grace Paley; uznanej za oceanem, u nas jeszcze nieodkrytej (choć już nie żyje). Ostatnio, nie bez przyczyny, przeczytałam cztery książki autorstwa Nicole Krauss. Poruszały mnie. Ale wciąż miałam wrażenie, że jeszcze ciut brakuje. Jeśli chodzi o Grace Paley to uważam, że to co wyszło spod jej pióra jest skończone. Literacko pełne. Nic dziwnego, że, jak sama pisze we wstępie, redaktor, który dostał jej trzy krótkie teksty natychmiast poprosił o więcej, żeby tylko móc wydać jej książkę. Pisarka urodziła się na Bronxie i jej pisanie jest organicznie związane z Nowym Jorkiem. Co dla mnie […]
„Historia miłości” Nicole Krauss. Wartościowa, choć przekracza mój próg akceptacji sentymentalizmu.
Nie dziwię się, że Nicole Krauss narobiła tą powieścią szumu. Jest tu ten rodzaj sentymentalizmu, który znakomicie się sprzedaje, bo wprost „chwyta za serce”. To mnie drażniło. Ale w moim odbiorze wygrało jednak to, co dobre. Krauss kopie w tym, jak stare, czyli trauma żydowska z czasów drugiej wojny światowej i różne przeorane przez nią życiowe wątki (w tym miłosne) wpływa na nowe (dzisiaj). Nośnikiem tego wpływu jest pewna powieść. Napisana w Polsce, w latach trzydziestych, oddana przyjacielowi na przechowanie. Wywieziona z Europy i wydana w Stanach Zjednoczonych pod zupełnie innym nazwiskiem. Jest dziewczynka, która dostanie swoje imię po głównej […]
Piękne idee łopatą do głowy, czyli „Soho” Fiony Mozley.
Londyn. Soho. Stara kamienica, w której mieści się między innymi burdel. Dobre seksworkerki, całkiem takie jak my i zła, bogata młoda kobieta, która oczywiście swoich pieniędzy nie zarobiła samodzielnie, tylko odziedziczyła je w spadku. Zamierza wyeksmitować niewygodne lokatorki. Zbyt grubą nicią są dla mnie szyte te puenty i zbyt nieprawdopodobnie zbiegają się pewne wątki. Ewidentnie są tu po to, żeby udowadniać określone tezy społeczne i niestety Fiona Mozley wbija nam je do głowy łopatą. Aż w pewnym momencie miałam ochotę rzucić czytanie. Ale było mi szkoda. Bo z drugiej strony – to jest niebywale wprawnie napisana powieść plasująca się w […]
Powieść , która dotyka mnie do żywego. „Wielki dom” Nicole Krauss.
Głównym bohaterem tej powieści jest biurko. To wokół niego koncentrują się wszystkie historie i to ono ostatecznie wyjaśni nam tytuł. Zdradzę tylko, że rzecz dotyczy tożsamości. A w historię jest zawikłanych kilka bardzo różnych postaci. Nicole Krauss prowadzi swoją fabułę na kilku kontynentach i w wielu krajach. Jej osobiste korzenie amerykańskiej Żydówki sięgają Izraela, Anglii, Niemiec, Ukrainy, Węgier oraz Białorusi i te tropy zbiegają się w „Wielkim domu”. Paradoksalnie jednak takie grzebanie w złożonych żydowskich korzeniach pozwala niezwykle głęboko nicować psychikę tych, o których Krauss pisze. I w tym aspekcie staje się ta literatura pokrewna moim ukochanym: Philipowi Rothowi i […]
Nicole Krauss „Kiedy wchodziłem do pokoju”. Fascynująca fabuła, której nie umiałam docenić.
Chyba nie umiałam jej w pełni docenić podczas tego czytania. Najpewniej ze względu na zmęczenie. Rzuciłam się tak zachłannie na maj i czerwiec, usiłując w nich zmieścić wszystko, że siły w końcu się wyczerpały. A czytanie Nicole Krauss sporo wymaga od czytelniczki. Pisarka zostawia pustą przestrzeń, którą trzeba sobie samemu wypełnić. Fabuła jest fascynująca: o człowieku, który zapomniał kilkadziesiąt lat swojego życia. Zostały mu tylko wspomnienia z dzieciństwa. Czym w takiej sytuacji stają się relacje? Kim właściwie jest ktoś, kto nie zna swoich związków z innymi i ze światem? (Pozostaje przy tym wysoce inteligentny). Czy przestaje być sobą? Czy nie […]