Blog o literaturze kobiet

Stara miłość i nowy (dla mnie) tytuł: „Małe cnoty” Natalii Ginzburg.

Krótkie eseje, 137 stron, a inspiracja wielka. Ginzburg dzieli się swoimi rozważaniami na temat pisania, dojrzewania, przyjaźni, miłości, wychowania, pracy. Jeśli przychodzi Wam teraz na myśl zalew poradników, to jednocześnie macie rację, podobne tematy i nic bardziej mylnego, bo w wykonaniu Włoszki to jest literatura. Lapidarna, prosta, do cna przemyślana. Pierwsza część jest po prostu bardzo dobra. Druga mnie zachwyciła. Między innymi tytułowe  „Małe cnoty”. Są o wychowaniu (a ja właśnie skończyłam powieść o tym tytule), więc dosłownie spijałam słowa z ust Ginzburg: „Dlatego dobrze by było, gdyby nasze dzieci już od małego wiedziały, że za dobro nie ma zapłaty, […]

Czytaj więcej »

Genialna literatura, która irytuje. Ludmiła Ulicka „Drabina Jakowa”.

To jest wielka literatura. Wielka obojętnością, bo to ponad 700 stron. Wielka długością przedstawionej historii – ponad sto lat. Wreszcie, wielka literacko. „(…)moim bohaterem jest istota. Nośnik tego wszystkiego, czym dysponuje człowiek – wysokością i niskością, odwagą i tchórzostwem, okrucieństwem i czułością, a także żądzą wiedzy”. Tą istotą jest rodzina Osieckich. Zaczynamy poznawać jej historię w Kijowie pod koniec dziewiętnastego wieku. Kończymy we współczesnej Moskwie przed napaścią na Ukrainę. Podróżujemy przez rosyjskie prowincje (miejsca zsyłki). Gruzję. Nowy Jork. A także przez wojnę, rewolucję, zmieniające się układy polityczne. Ale przede wszystkim – podróżujemy przez ludzi. Niosą nas pisane przez ćwierćwiecze listy […]

Czytaj więcej »

Siri Hustvedt w formie. „Co kochałem”.

Siri Hustvedt to dla mnie jedna z tych pisarek, którą od razu, gdy tylko wpadła mi w ręce jej pierwsza powieść, chciałam czytać dalej. Wyczułam duży talent. I onieśmielający intelekt. „Co kochałem” też mnie zachwyciło. Hustvedt mniej tu meandrowała, uciekała na boki niż w pierwszej jej lekturze, z którą się zetknęłam, „Wspomnieniach przyszłości”. To bardziej klasyczna powieść. Z drobiazgowo odmalowanym światem przedstawionym, z długim trwaniem (co zawsze bardzo doceniam). Umożliwia głębokie wczucie się w sytuację głównego bohatera, wykładowcy akademickiego i jego najbliższych; żony – wykładowczyni, bliskiego przyjaciela rzeźbiarza (mieszkającego po sąsiedzku) i jego partnerki, też parającej się nauką, a także […]

Czytaj więcej »

Angażująca autofikcja. „Ślimaki i śnieg” Agnety Pleijel.

Znacie pierwsze części tej trylogii?Ja nie. Edyta_z_oliwy napisała mi, że „Ślimaki i śnieg” to możliwość, dwie poprzednie pozycje to konieczność. Zatem natychmiast kupuję „Wróżbę. Wspomnienia dziewczynki” i „Zapach mężczyzny” (tym bardziej, że poleciła mi je mocno również Anna Kiełbasińska i Agat_i _litery), bo ja już teraz utonęłam w tej prozie. Nie od razu, bo przez pierwszy moment trochę kręciłam nosem, że to za blisko Ernaux (chodziło mi o zabieg mówienia o sobie młodszej w trzeciej osobie), ale szybko mi przeszło, bo naprawdę się wciągnęłam. Tak, to kolejna proza z nurtu autofikcyjnego, ale udana i ja chyba wciąż jeszcze odczuwam niedosyt […]

Czytaj więcej »

„Śmierć w jej dłoniach”. Najlżejsza, wciągająca powieść Moshfegh. Z małym „ale”.

Z jednej strony – ale świetna! Tego mi było potrzeba. Dużo lżejszy kaliber niż Moshfegh prezentowała do tej pory, ale napisany z właściwym pisarce talentem, więc czyta się wyśmienicie i bardzo szybko. Do tego staruszka jako główna bohaterka – jak mi się to podoba! Zagadka kryminalna w tle. Bo zaczyna się od spaceru po lesie z psem. Vesta znajduje wtedy kartkę: „Miała na imię Magda. Nikt nigdy się nie dowie, kto ją zabił. Nie ja. Tu spoczywają jej zwłoki”. Z drugiej strony radość lektury psuło mi jednak nieco zbyt mocne skojarzenie z „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk. […]

Czytaj więcej »

Wstrząśnięta i zmieszana. „Pierwszy bandzior” Mirandy July.

Jej „Na czworakach” totalnie kupiłam i od razu sięgnęłam po kolejną pozycję. Ale jeśli chodzi o „Pierwszego bandziora” mam mieszane uczucia. Z jednej strony Miranda July ma bezwględną pisarską moc, jakąś niebywałą energię. Nie umiałam przestać czytać. Z drugiej im dalej w las tym bardziej wydawało się, że to jednak nie moje. Groteska zbyt groteskowa albo po prostu to ja się w niej gubiłam, nie łapałam wątków, czy może raczej nie umiałam ich poczuć. Natręctwa, manie, dziwactwa były zbyt głęboko wydestylowane, ciężko było mi je unieść. Jestem zdezorientowana. Pewnie będę jeszcze próbować czytać inne książki Mirandy July. Tym bardziej, że […]

Czytaj więcej »

„Strach przed lataniem” ciągle towarzyszy kobietom. Erica Jong wciąż jest wznawiana.

Prawie po nią nie sięgnęłam. Bałam się, że to powieść na tyle zanurzona w historii (feminizmu), że teraz już nie wybrzmi odpowiednio. Że będę ją czytać tylko z ciekawości, jak to było. Nic bardziej mylnego. Erica Jong opowiada o konkretnej bohaterce i jej przemianie emocjonalnej. Na tyle uniwersalnej, że wciąż jeszcze pulsuje we mnie jej nerw. Z taką brawurą i szczerością, że bez problemu bierze mnie ze sobą (jak wcześniej miliony czytelniczek). Z ironią i nutką poczucia humoru (co doceniam zawsze). Z bezpruderyjnością (nic dziwnego, że postawiono ją obok mojego ukochanego Philipa Rotha) i witalnością. Dużo tu o kobiecym pożądaniu […]

Czytaj więcej »

„Magiczna rana” Doroty Masłowskiej. Rzeczywistość odkształcona w polszczyźnie.

Pojedyncze, obłąkańcze i straceńcze historie, pełne jedzenia, seksu i szaleństwa codzienności podane z najróżniejszych punktów widzenia (od autystycznego chłopca, poprzez sfrustrowaną pisarkę mieszkającą kątem u rodziców, aż po wziętą aktorkę, która wyprawia przyjęcie w swoim nowym luksusowym apartamencie). Masłowska serwuje nam destylat rzeczywistości wypełnionej cierpieniem, które wciąż objawia się w różnych postaciach niczym magiczna, samonawracająca rana. Czy ta rana jest też biletem wstępu do czegoś innego? Okazuje się bowiem ostatecznie, że te, samoistne, jak się na początku wydaje, opowiadania, nie tylko przecinają się ze sobą przypadkowo, ale są częścią jednego uniwersum. Dużo tu Masłowskiej w Masłowskiej. Język powyginany, żywy, brudny, […]

Czytaj więcej »

„Na czworakach” Mirandy July. Perimenopauzalna bomba literacka.

Naprawdę nie jest łatwo opisać tę powieść. Przez mniej więcej połowę wydawało mi się, że czuję energię podobną do „Układu” Kazana, książki dla mnie formującej, tyle, że tym razem po prostu cały ten kryzys wieku średniego zachodzi w wydaniu kobiecym. To ostatni moment! Trzeba wycisnąć z życia co się da. Zamiast pojechać w zaplanowaną podróż życia, bohaterka w niedalekim od domu motelu organizuje sobie pokój na drugie życie. Druga połowa pokazała mi, że Miranda July tworzy jednak całkiem nową jakość i energię. Bardzo mi się to podobało, mimo, że czasem to naprawdę była ostra jazda bez trzymanki (nowe układy małżeńskie, […]

Czytaj więcej »

Krzątanie po ukraińskiej prowincji sprzed wojny. Mocne pisarsko opowiadania Iryny Ciłyk „Czerwone ślady na czarnym”.

Wyjątkowo mocne (pisarsko) są te opowiadania ukraińskiej pisarki Iryny Ciłyk. Nie przegapcie ich! Tak jak rozumiem moc pisania Żadana, ale nie zawsze się w niej odnajduję, tak tu jestem na sto procent; doceniam, ale i maksymalnie odczuwam. Może dlatego, że znów patrzę oczami kobiet? Pisarka opowiada o o małych ludziach z dużymi problemami, o bezradności. Głównie o ukraińskiej prowincji, ale diabelnie uniwersalnie. Zwłaszcza, że udaje się jej w zalewie czerni nie zagubić światła czy choćby poświaty nadziei. Zgadzam się z Oksaną Zabużko, która pisze na obwolucie, że Ciłyk udaje się utrzymać nas w przekonaniu, że mimo zmagań z dramatem egzystencji, […]

Czytaj więcej »

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading