Blog o literaturze kobiet

Ali Smith zawsze zadaje właściwe pytania. „Piąta pora roku”.

Rzadko zdarza się taka pisarska czystość, swobodna precyzja jak ta u Ali Smith. Elizabeth Strout nie zachwyciła mnie pisząc o pandemii w „Lucy i morze”.Kompletnie zirytowała, również  koncentrując się na pandemii, Sigrid Nunez w „Słabszych”.(Obie skądinąd cenię).Ali Smith zaś jest bezbłędna. Bo jej powieści nie da się sprowadzić do tematu pandemii, choć ona tam jest i jest ważna. Ale Ali Smith jak zwykle rozsadza wszystkie tematy. Jej literatura jest większa. Przyszpiliła nie temat, a teoretycznie nieuchwytnego ducha tej pandemicznej epoki. Więcej tu pytań, niż odpowiedzi, ale to są właśnie te pytania, które należało zadać. To najbardziej tajemnicza z wszystkich pór […]

Czytaj więcej »

Od „Dziewcząt z Nowolipek” do „Ciał” Ernaux.

Po raz pierwszy, w liceum, sięgnęłam po nią głównie dlatego, że te dziewczęta to były właśnie z Nowolipek. Mieszkałam wprawdzie na Muranowie tylko do ósmego roku życia, ale czułam się z nim związana o wiele mocniej niż z kolejnym moim miejscem zamieszkania. Potem – okazało się, że emocje związane z lekturą mnie przerastają. Nie chodziło tylko o biedę, a, przede wszystkim, o sytuację Franki, Bronki, Kwiryny, Amelci, itd., która wydawała się niemal bez wyjścia. Na nic nauka, na nic starania. Po co książki? W ostatecznym rozrachunku sprowadzano je do ciał. Były całkowicie zdane na wolę mężczyzn. Chodziło właśnie o tę […]

Czytaj więcej »

To nie jest moja ulubiona Strout. „Lucy i morze”.

Mimo, że mam słabość do prozy Elizabeth Strout mam co do niej bardzo mieszane uczucia. Coś pomiędzy świetna jak zawsze, a kompletnie nie do zniesienia. Zaczęłam od irytacji. Przypomniało mi się od razu stwierdzenie Pilcha, jeszcze przed śmiercią, a już po wybuchu pandemii; parafrazuję jego słowa z pamięci, ale chodziło o to, że pewnie wiele pisarek, pisarzy ostrzy sobie już pióra na ten temat, trzeba jednak uważać, może być grząski.  Za daleko (dla mnie) poszło u Strout przypisywanie łatwej symboliki pandemii. Nie podobał mi się (bardzo!) człowiek z ciemną aurą świadczącą o tym, że zachorował już na koronawirusa. Ani  włosy, […]

Czytaj więcej »

Świeżym, intymnym językiem o rodzinie. „Źródła” Marie-Hélèn Lafon.

Jej „Nasze życie” wpadło mi w ręce zupełnym przypadkiem i zadziwiłam się, że tak mnie wciągnęło. Sięgnięcie po kolejną jej książkę było więc oczywistością. Z przyjemnością zakonotowałam też fakt, że tłumaczyła ją Agata Kozak, ta sama, która odpowiada za przekład fascynujących mnie „Ciał” Ernaux. „Źródła” Marie-Hélèn Lafon to kameralna historia pewnej francuskiej rodziny rolników. Opowiedziana z trzech perspektyw. Przede wszystkim tej unieszczęśliwionej,której w pewnym momencie wydaje się, że nic jej już nie czeka, że innego życia już nie będzie, tylko ten strach. Przed przemocą. Ale to matka. Ze względu na swoje dzieci jest w stanie zdobyć się nawet na heroizm. […]

Czytaj więcej »

„Miłość i cienie”. Isabel Allende nawet gdy nie jest w najwyższej formie nie schodzi poniżej pewnego poziomu.

Isabelle Allende jest niesłychanie płodną pisarką. Wyczytuję po kolei jej książki i sporo już za mną, ale wciąż jeszcze wiele nie znam. Niewątpliwie ma dar opowiadaczki i to widać we wszystkich jej tytułach. Ale są jednak ono mocno nierówne. Zdarzają się takie jak „Dom duchów”, czy „Córka fortuny”, olśniewające wg mnie. Zdarzają bardzo dobre, jak „Długi płatek morza”, na pewno wiele z tej lektury zapamiętam. I te po prostu niezłe –  jak „Miłość i cienie” (wyczytałam gdzieś, że to druga w dorobku autorki powieść, może więc jest to kwestia rozwoju talentu, który wymagał szlifierki czasu). Tym razem nieco się nudziłam […]

Czytaj więcej »

Kolonializm psychologicznie. „Kolonia” Audrey Magee.

A na święta polecę Wam książkę. Irlandzką powieść „Kolonia” Audrey Magee, przełożoną pięknie przez Dobromiłę Jankowską. Nie będzie jednak tylko różowo. Autoportret czytającej: od irytacji do zachwytu.Z tym, że ta irytacja jest celowo wywołana przez autorkę. W końcu ma być o kolonii. To musi wkurzać. Na maleńkiej irlandzkiej wyspie otoczonej malowniczymi klifami spotykają się Anglik i Francuz. Malarz i językoznawca.  Przybyli po egzotykę. Ich ego trudno pomieścić na tak skromnej przestrzeni. Czy coś tu wniosą? Podziwiają. Kuszą. Obiecują. Nie tylko płacą. Denerwowały mnie obecne od początku poetyckie fragmenty, stop klatki obrazu malarskiego. Ale wszystko to było potrzebne. Dla pełni obrazu […]

Czytaj więcej »

Atwood pisze o starości i nie traci poczucia humoru. „Wdowi las”.

Kilka pierwszych opowiadań (cała część pierwsza) średnio przypadło mi do gustu. Nasunęło mi się, wymyślone przeze mnie, słowo: wspominkowatość. Miałam na myśli taką opowieść, którą największą przyjemność sprawia opowiadającej, opowiadającemu. Tak było, pamiętam, posłuchajcie. Część druga jednak sprawiła, że kompletnie zapomniałam o pierwotnych zastrzeżeniach. To była Atwood w pełnej krasie. Bystra obserwatorka. Zabawna narratorka. Wybitna pisarka pełną gębą. Duża przyjemność czytania. Poruszona głowa. Dialog z Orwellem – wspaniały! Postać matki-czarownicy nie do zapomnienia. Część trzecią zaś – pokochałam. Wciąż mam niedostatek narracji starszych kobiet. Poruszająco opowiedziała Atwood o odejściu męża, najbliższej osoby, z którą przeżyło się kilkadziesiąt lat. Wspaniale zarysowała […]

Czytaj więcej »

„Szczegóły” Genberg. Delikatność, co twardo dzierży pióro.

„Kiedy byłam młodsza, myślałam, że powinnam częściej podróżować, częściej i w bardziej odległe miejsca, spędzać więcej czasu w obcych krajach, że powinnam być w nieustannym ruchu, by żyć naprawdę, ale z czasem zrozumiałam, że wszystko czego szukałam, znajdowało się tutaj, wewnątrz mnie, w otaczających mnie przedmiotach, w dorywczych pracach, które stały się moją stałą pracą, w przewidywalności dnia codziennego, w oczach ludzi, których spotykam, gdy przytrzymuję ich spojrzenie”. Pięknie zaczyna narratorką tę powieść. Od wysokiej temperatury, która jest tym specyficznym czasem, gdy zaczynają się odzywać dawno zapomniane, ale wciąż żywo w nas obecne, wspomnienia. W tym przypadku dotyczące znaczących osób […]

Czytaj więcej »

Piękny kundel, czyli jak Megan Nolan znów mnie podbiła. „Zwykłe ludzkie ułomności”.

Przyzwyczajenie niekiedy staje się naszą drugą naturą, więc na hasło: Megan Nolan wyobraziłam sobie, że znów dostanę pierwszoosobową narrację o nieumiejętności budowania relacji. I choć „Akty desperacji” mi się podobały, miały dla mnie to „coś”, co mnie poruszyło, to w sumie nie miałam ochoty na powtórkę. Megan Nolan najwidoczniej też nie. Nie osiadła na laurach sukcesu pierwszej powieści i stworzyła coś zupełnie z innej bajki. Lubicie kundle? W tym, pióra Nolan, mieszającym różne gatunki literackie, jest mnóstwo życia! Pytanie brzmi: dlaczego właściwie zginęła ta mała dziewczynka? Pisarka odbija się od sprawy kryminalnej, tematu, który rozgrzewa prasę, bo w tę śmierć […]

Czytaj więcej »

Wybitna literatura kobieca. Annie Ernaux i „Ciała”.

Annie Ernaux jest bezlitosna wobec samej siebie. Czy raczej wobec niej? Ona, czyli młoda dziewczyna, którą kiedyś była. I którą poddaje wnikliwej wiwisekcji. Trzy granicznie intymne teksty. Ten najbardziej znany, dotyczący aborcji. „Zdarzenie”. Ten, który poruszył mnie najmocniej: „Pamięć dziewczyny”. O inicjacji seksualnej, pierwszych doświadczeniach budzącego się pożądania. O tym momencie, w którym decydowała ostatecznie, czy chce być podmiotem (cena była olbrzymia). Czy ciałem, przedmiotem w rękach innych. I trzeci: „Młody mężczyzna”, o związku z partnerem młodszym o trzydzieści lat. Annie Ernaux pisze boleśnie, bo z hukiem łamie wszelkie tabu dotyczące kobiecości. Tabu, czyli głęboki i fundamentalny nakaz kulturowy. Wrośnięty […]

Czytaj więcej »

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading