„Nawiedzony dom”, opowiadania wszystkie Virginii Woolf. Literackie powroty.
Można Virginię Woolf czytać całe życie. Można skończyć czytać jej książkę i od razu zacząć czytać ją od nowa. Jej literatura to kopalnia bez dna. Zawsze wyłowisz jakiś diament, którego, zdawałoby się, wcześniej tam nie było. Nie zawsze jednak można robić to bezkarnie, bo pod pozorną delikatnością jej prozy czai się drapieżna obserwatorka, co zębami i pazurami dokopuje się do najbardziej ukrytych odmętów psychiki. To potrafi zaboleć. Musiałam ten tom na jakiś czas odłożyć. Zresztą w ogóle musiałam czytać go kawałkami, w końcu to opowiadania wszystkie, czyli ogrom historii i znaczeń. Nie do wchłonięcia na szybko. Ale jak warto! „I […]
Amerykańska klasyczka i jej debiutancka powieść. „Serce to samotny myśliwy”.
Czym są dla nas inni? Słuchaczami bez których ucha zgaśniemy? Tylko odbijamy się od siebie nawzajem szukając w gruncie rzeczy wcale nie porozumienia, ale kogoś kto przyjmie nasze wewnętrzne monologi? A może przytrafia się to tylko tym, którym wydaje się, że wiedzą, rozumieją, czują więcej niż inni? Którym zwykłe tu i teraz przesłania jakaś wielka sprawa? (Bardzo podoba mi się ostatni obraz tej powieści). Główny bohater, głuchoniemy, którego poznajemy na samym początku jako samodzielny byt, potem stopniowo tonie w opowieściach innych. Każdy jest przekonany, że jest po jego stronie, że tylko on potrafi go pojąć, że dzięki niemu nie jest […]
Nie chciałam, ale musiałam dokończyć. „Pojechałam do brata na południe” Karin Smirnoff.
Bezwględnie dobra powieść, którą czyta się, równie bezwględnie, ciężko, bo dotyczy najdotkliwszego rodzaju przemocy. Przemocy domowej. Główna bohaterka wraca do swojej rodzinnej wsi, do gospodarstwa, w którym został jej brat bliźniak i mierzy się z tym, co ją tu spotkało. I co wpłynęło na całe jej życie. Bardzo długo mnie ta fabuła od siebie odstręczała; mimo, że zaufane czytelniczki piały jakie to dobre, nie decydowałam się po nią sięgnąć. Ile razy to już było grane? I czy ja chcę się znów mierzyć z tym tematem? Jednak kiedy w końcu zaczęłam, już nie mogłam się oderwać. No nie da się po […]
„Przyjęcie” Natashy Brown. Fragmentaryczność, w której brakuje życia.
„Bądź najlepsza. Pracuj ciężej, działaj sprytniej. Przechodź wszelkie oczekiwania. Lecz zarazem bądź niewidzialna, niezauważalna. Nie stawiaj nikogo w niezręcznej sytuacji. Nie sprawiaj kłopotu. Istniej tylko w przestrzeni negatywnej. Nie wciskaj się na pierwszy plan! Przemykaj niezauważona. Stań się powietrzem”. Czarnoskóra finansistka, która osiągnęła sukces; kolejne ogniwo łańcucha migrantów z dawnych brytyjskich kolonii. I tytułowe przyjęcie, które zderza ją ostatecznie ze światem starych angielskich pieniędzy. Czy główna bohaterka zgodzi się pełnić rolę papierka lakmusowego? I czy rzeczywiście wszystko co najważniejsze w życiu jeszcze darmo? Temat głęboko mnie interesuje. Znalazłam sporo ciekawych spostrzeżeń, myśli, scenek. Ale mimo to fragmentaryczna forma położyła się […]
„Miałam tak wiele”. Jedna z najlepszych powieści Wydawnictwa Pauza.
Życiobłądzenie.Monika nieustannie próbuje: czego jeszcze da się dotknąć. Poczuć. Co jeszcze może na nią czekać. Nie chce uronić z życia ani kropelki. I jest w tym skrajny egoizm znany mi z literatury doskonale, ale wyłącznie w męskim wydaniu. Bez zastanawiania się: kto mi na starość poda szklankę wody. Pełne ryzyko. Tu i teraz. No pewnie, że nie raz mamy ochotę nią potrząsnąć. Zwłaszcza, kiedy postawa Moniki uderza w tabu macierzyństwa (o tabu związanym z kobiecością nie wspominając, ma je za nic). Czy los wyda w końcu na nią jakiś wyrok za te próby? (Idziemy z nią od dzieciństwa do wieku […]
Porządna powieść o zmianach klimatycznych i narastających napięciach w Stanach Zjednoczonych. „Lot motyla” Barbary Kingsolver.
Moja historia z Barbarą Kingsolver jest bardzo nierówna. Zaczęłam od „Demona Copperheada” i to była miłość totalna, moja powieść roku 2023 (polecam naprawdę wszystkim, bo to jest jednocześnie mądre i napisane tak, że chyba każdy wsiąknie). Potem sięgnęłam po „Odyseję” i nudziłam się na tyle, że ostatecznie ją rzuciłam. „Lot motyla” mi się podobał. Nie jest to zachwyt na miarę „Demona…”, ale bardzo porządnie napisana, klasyczna powieść. Drobiazgowo (choć może czasem nieco zbyt drobiazgowo) zbudowana z poszczególnych scen, które pozwalają znakomicie wczuć się w całą historię. Książka zachwyca tym jak łączy temat zmian klimatycznych z historią rozczarowanej swoim życiem na […]
Czarne love story. „West Farragut Aveneu” Agnieszki Jelonek.
Co kiedy nie da się do końca przeżyć swojej pierwszej miłości, bo jej obiekt umiera?Jak żyć bez?Konkretnie, bez Drobnego? Czarne love story Agnieszki Jelonek: „West Farragut Avenue” rozgrywa się pomiędzy tyrką na work&travel w Stanach, wielką amerykańską podróżą pociągiem za abonamentowy bilet (wersja drogi Jacka Kerouca dla ludzi z Demoludów) a Polską, lat głównie dwutysięcznych. Gdyby to nie była powieść o stracie, to powiedziałabym, że to dokładnie takie love story, jakie chce czytać. Ale to jest historia straty. Choć miłość nie chce się skończyć mimo śmierci. Nie zdążyła w sposób naturalny spaść, jako dojrzały owoc, z drzewa młodości. Z bebechów. […]
Ali Smith zawsze zadaje właściwe pytania. „Piąta pora roku”.
Rzadko zdarza się taka pisarska czystość, swobodna precyzja jak ta u Ali Smith. Elizabeth Strout nie zachwyciła mnie pisząc o pandemii w „Lucy i morze”.Kompletnie zirytowała, również koncentrując się na pandemii, Sigrid Nunez w „Słabszych”.(Obie skądinąd cenię).Ali Smith zaś jest bezbłędna. Bo jej powieści nie da się sprowadzić do tematu pandemii, choć ona tam jest i jest ważna. Ale Ali Smith jak zwykle rozsadza wszystkie tematy. Jej literatura jest większa. Przyszpiliła nie temat, a teoretycznie nieuchwytnego ducha tej pandemicznej epoki. Więcej tu pytań, niż odpowiedzi, ale to są właśnie te pytania, które należało zadać. To najbardziej tajemnicza z wszystkich pór […]
Od „Dziewcząt z Nowolipek” do „Ciał” Ernaux.
Po raz pierwszy, w liceum, sięgnęłam po nią głównie dlatego, że te dziewczęta to były właśnie z Nowolipek. Mieszkałam wprawdzie na Muranowie tylko do ósmego roku życia, ale czułam się z nim związana o wiele mocniej niż z kolejnym moim miejscem zamieszkania. Potem – okazało się, że emocje związane z lekturą mnie przerastają. Nie chodziło tylko o biedę, a, przede wszystkim, o sytuację Franki, Bronki, Kwiryny, Amelci, itd., która wydawała się niemal bez wyjścia. Na nic nauka, na nic starania. Po co książki? W ostatecznym rozrachunku sprowadzano je do ciał. Były całkowicie zdane na wolę mężczyzn. Chodziło właśnie o tę […]
To nie jest moja ulubiona Strout. „Lucy i morze”.
Mimo, że mam słabość do prozy Elizabeth Strout mam co do niej bardzo mieszane uczucia. Coś pomiędzy świetna jak zawsze, a kompletnie nie do zniesienia. Zaczęłam od irytacji. Przypomniało mi się od razu stwierdzenie Pilcha, jeszcze przed śmiercią, a już po wybuchu pandemii; parafrazuję jego słowa z pamięci, ale chodziło o to, że pewnie wiele pisarek, pisarzy ostrzy sobie już pióra na ten temat, trzeba jednak uważać, może być grząski. Za daleko (dla mnie) poszło u Strout przypisywanie łatwej symboliki pandemii. Nie podobał mi się (bardzo!) człowiek z ciemną aurą świadczącą o tym, że zachorował już na koronawirusa. Ani włosy, […]