Moje czytanie

„Róża. Rybka. Bunt” Róży Ostrowskiej. Zapomniana literacka wyspa.

Ostatni raz czułam się podobnie czytając „Najadę” Zyty Oryszyn. Teraz – znów – nieodkryte lądy, całkiem zapomniana literacka wyspa: Róża Ostrowska. Aktorka, scenarzystka, zachwycająca pisarka. Jak to się stało, że taki talent zniknął? Dobrze, że dzięki wydawnictwo słowo/obraz terytoria znów wypływa. W tym zbiorze dostaliśmy kilka tekstów, opowiadań i niewielkich powieści, dobranych kluczem biograficznym. Zaczynamy na Kresach, zjawiamy się w Gdańsku, kończymy na Kaszubach. Nieustannie zresztą będą się wszystkie te rzeczywistości ze sobą przenikać, we właściwym tylko dla pisarki stylu. Zobaczcie cytaty na slajdach, żeby wiedzieć czego się spodziewać. To przenikliwa proza przesiąknięta niedopowiedzianym smutkiem, ale i pełna zachwytów. Niebywale […]

Więcej

„Pokój Vilhelma”. Pożegnanie z Tove Ditlevsen.

U kogo nazwisko Ditlevsen wywołuje odruch sięgnięcia po swoją listę czytelniczą i dodania pozycji? „Pokój Vilhelma” to ostatnia powieść Tove Ditlevsen napisana przed samobójstwem. Pisana w trzeciej osobie, ale miejscami pisarka łamie tę narrację i wpuszcza siebie, miesza autofikcję z fikcją. Poruszył mnie ten, dość oszczędnie zresztą stosowany, zabieg. Tak zresztą jak i cały „Pokój Vilhelma”. To książka o rozpadzie związku, który nie potrafi się na dobre rozpaść choć trwać też nie. Główna bohaterka, Lily, to uznana pisarka pochodząca z robotniczej rodziny, ewidentnie alter ego autorki. Vilhelm, ojciec jej nastoletniego syna, intelektualista, który niegdyś pomógł Lily wyjść z nałogu, wyprowadza […]

Więcej

„Dni pamięci” Geraldine Brooks. Jak wyszarpać sobie prawo do żałoby.

To jest książka o tym, że musimy sobie wyszarpać prawo do żałoby. Ona jest nam potrzebna, a nie mieści się w schemacie naszego obecnego życia, które wymusza ucieczkę do przodu. To powoduje, że dławimy się wewnętrznie smutkiem. Żałoba to rytuał przejścia, który może nas przed tym ochronić. Geraldine Brooks dwa lata po śmierci męża jedzie na wyspę spędzić trochę czasu na opłakiwaniu go. Oraz żalu za przyszłością bez niego (który jest częścią żałoby). Ma świadomość, że fakt, iż w ogóle może sobie na to pozwolić czyni ją osobą uprzywilejowaną. Oraz świadomość – że tak być nie powinno. Jest pisarką, więc […]

Więcej

„Położne” Sabiny Jakubowskiej, czyli druga część historii Polski od strony porodów.

Wzbudziła we mnie ta powieść duże emocje. Może jeszcze mocniejsze niż „Akuszerki”, bo ta odmiana, która odbyła się w zakresie funkcjonowania porodów dotyczyła już bezpośrednio moich babć i mamy (a więc i mnie samej). Były miejsca, przy których płakałam ze wzruszenia. Polecam ją czytać, bo nie ma takiej drugiej. Życie i łaskawość śmierć znów toczą swój taniec. Sabina Jakubowska ponownie opowiada nam, w „Położnych” historię Polski całkiem od nowa, bo z innej perspektywy – matki, która daje życie niezależnie od tego, czy na zewnątrz właśnie szaleje wojna, czy UB wsadza AK-owców do więzienia. „- Czy ktoś kiedyś widział dobre czasy? […]

Więcej

Dobra ukraińska literatura środka z wojną w tle. „Wróżby to rzecz zimowa” Eugenii Kuzniecowej.

Książki Eugenii Kuzniecowej to jedna z moich czytelniczych przyjemności w ramach powieści obyczajowych. Są dokładnie takie jak lubię. Bliskie zwyczajnego życia, wgryzające się w jego warstwy, w opisywanych ludzi, ich uczucia, nastroje. Codzienność. Z tym, że jest to codzienność wojny. Dodatkowo perspektywa Kuzniecowej jest interesująca. Ukraińska, ale mocno zanurzona w Europie. Tym razem akcja dzieje się na ukraińskiej wsi, ale większość postaci ma również doświadczenia życia poza granicami swojego kraju. Główna bohaterka – przyjeżdża do domu, w którym jej zmarły ojciec spędził ostatnie lata życia. Chcę tu prowadzić badania etnograficzne – co wydaje się wyrazem miłości do swojego kraju (któremu […]

Więcej

Annie Ernaux „Powroty”. Zawsze ważne pisanie.

Kocham ją niezmiennie. W prozie Ernaux znajduję tyle zahaczek, czyli zdań, obrazów, które poruszają mnie emocjonalnie i intelektualnie, że mogłabym właściwie w koło Macieju analizować tylko ją. Noblistka obsesyjnie wraca do swoich tematów. Zdrady własnej klasy społecznej. Nauki i książek, które otworzyły jej inny świat. Wstydu, że należy się gdzie indziej niż się aspiruje. I robi to genialnie. Bo i tak za każdym razem wyciąga nowego królika z kapelusza. Tym razem scenę z dzieciństwa – gdy ojciec usiłował zabić matkę. I nawet jeśli osobiście nie znam akurat uczucia wstydu związanego ze zdradzeniem swojej klasy, w końcu lata osiemdziesiąte to zrównanie […]

Więcej

Sylwia Chutnik „Miasto zgruzowstałe. Codzienność Warszawy w latach 1954-1955”.

Powstała na podstawie pracy doktorskiej Sylwii Chutnik analiza codzienności czasów odbudowy. Myślę, że może być interesująca tylko dla bardzo specyficznego grona, do którego ja się akurat zaliczam. Po pierwsze – porusza mnie Warszawa, miasto powstałe z gruzów, moje miasto, które kochałam nawet w latach dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych, a gdy przybywający tu studenci z innych rejonów Polski rozglądając się naokoło wypowiadali się o nim z niejakim obrzydzeniem, czułam się w jakiś sposób bezpośrednio zaatakowana. Było tu wtedy szaro, brzydko, ale to miejsce – przecież i tak było niezwykłe. Odrodziło się całkiem od nowa. Dobrze pamiętałam oglądane przez całe dzieciństwo […]

Więcej

„Pierwsze wspomnienie” Any Marii Maute. Dobrze napisana proza, którą mijam.

Późne lata 30, wojna domowa w Hiszpanii. Jej matka nie żyje, ojca uwięzili frankiści, więc Matia zostaje wysłana do surowej, mało jej wcześniej znanej babki, na Majorkę. Mieszka tu razem z kuzynem, Borją i jego matką, swoją ciotką; uczy się pod opieką zatrudnionego specjalnie w tym celu opiekuna. Ana Maria Maute uchwyciła w tej prozie dojrzewanie – jako moment utraty niewinności, tę chwilę, gdy bielmo opada z oczu i widzimy całe zło świata, jego paskudę. Językowo mi się podobało, czułam duszność tych czasów, pętlę, która zaciskała się na wielu gardłach. Wagę moralnych wyborów, których trzeba było dokonywać. Sięgnęłam po nią […]

Więcej

„Mara” Małgorzaty Domagalik. Wolna miłość i feminizm.

Zawsze była mi bliska literatura eksplorująca temat seksualności; mam jednak to, najczęściej jak się okazuje nadwymiarowe, przekonanie, że takie książki muszą trzymać pewien literacki poziom i  głębię. Nader rzadko więc czytam więcej niż jedną, dwie strony takich pozycji, najczęściej od razu wiem, że to nie dla mnie. Zabierałam się więc do „Mary” jak pies do jeża, pełna nieufności, mimo, że cenię od lat Małgorzatę Domagalik. I nie od razu dałam się przekonać, bo początkowo narracja podzielona na kilka różnych firm wydawała mi się zbyt szarpana. Ale ostatecznie – kłaniam się autorce. Chcę opowieści o nienasyconych, niezależnych  kobietach i taką tu […]

Więcej

Niefabularna proza o dużej sile rażenia. „Szum” Magdaleny Tulli.

Miała to być mocarna literatura piękna i niewątpliwie jest. Jak to się dzieje, że tak o niej w gruncie rzeczy cicho, nie wiem, bo to wysoka półka polskiej prozy. Tyle, że z gatunku tej trudnej. Ciężko znaleźć odpowiednie słowa na „Szum” Magdaleny Tulli, bo to pisanie szalenie wsobne, które tworzy własny wszechświat przesiąknięty metaforami. Są rozmowy z lisem, Warszawa pełna duchów esesmanów, sąd najniższy, telefony do zmarłych; jak to zabrzmi poza tym wszechświatem, ciężko powiedzieć. A jednak w nim samym to jest głęboko osadzone, na miejscu. Ma swoją melodię, smutną, ale taką, która wpada w ucho, łatwo się ją zapamiętuje. […]

Więcej

„Rodzeństwo” Moyi Herngren. Wciągająca literatura środka; o relacjach.

Czasem z biadolenia na Instagramie wynikają wyśmienite rzeczy. Jak tym razem. Brakowało mi współczesnych książek z bohaterkami, które nie są pisarkami, dzieniikarkami, profesorkami ani pracownicami kultury, bo czasem mam wrażenie, że literatura kręci się tylko wokół bardzo specyficznego środowiska, co zaczyna mnie nieco nudzić i @lemufy.blog poleciła mi „Rodzeństwo”, gdzie jedna z głównych bohaterek jest architektką, właścicielką własnego studia projektowego. Cieszę się, że tak się stało. Prawdę mówiąc prawdopodobnie kieruje się nieco stereotypami, bo kwietna okładka książki sprawiłaby, że pewnie nie zwróciłabym na nią uwagi, sądząc, że to obyczajówka nie w moim stylu, zbyt romantyczna albo płaska. Błąd. Dostałam coś […]

Więcej

Na wskroś moja proza współczesna. „Antropolodzy” Aysegul Savas.

„Chciałam opisać dwoje ludzi, którzy kochają się bez żadnych komplikacji”. To zdanie Aysegul Savas sprawiło, że od razu wiedziałam, że sięgnę po „Antropologów”. Zresztą sam tytuł też wskazywał, żebędzie o tym, co mnie interesuje najbardziej – o niby nic nie znaczących szczegółach codzienności,które składają się na nasze życie. Już po pierwszych stronach byłam pewna, że nie pomyliłam się ani trochę. Do tego doszło natychmiastowe skojarzenie z „Do perfekcji” (widziałam gdzieś w recenzji, że nie tylko moje)a chwilę potem konstatacja – ale to jest lepsze; w każdym razie bardziej moje.  To książka o dwójce ludzi, młodym małżeństwie z dwóch różnych krajów, […]

Więcej