Blog o literaturze kobiet

Interesująca, acz nie zachwycająca. „Cukier” Bibiany Candii.

„Cukier” Bibiany Candii to sto czterdzieści dwie strony napisanej współcześnie opowieści historycznej. Czyżby trend grzebania w trudnych kartach przeszłości, tych dotyczących najuboższych, wyzyskiwanych dotyczył nie tylko Polski? Wygląda na to, że masowo oddajemy głos tym, którzy nie byli do tej pory słyszalni. Na korzyść powyższej tezy przemawia fakt, że książka miała już sześć wznowień i zdobyła liczne nagrody. Pisarka cofa się do roku 1853, do Galisji i pokazuje nam hiszpańskie oblicze niewoli. Grupa ubogich chłopców opuszcza rodzimy kraj, żeby pracować na plantacji trzciny cukrowej na Kubie. Tam okazuje się, że nie przyjechali godnie zarabiać. Przyjechali zastąpić niewolników z Afryki. To […]

Czytaj więcej »

Czy to będzie klasyczka? Chimamanda Adichie i „Amerykaana”.

To jest historia miłosna, historia o sile własnych korzeni i podręcznik różnych odcieni rasizmu w jednym. Genialnie się to Chimammandzie Adichie udało! Nadać lekkość tak głębokim, złożonym tematom to moim zdaniem niebywała sztuka. Główną bohaterką jest Ifamelu, czyli tytułowa „Amerykaana”. Ta, która z Nigerii przeniosła się do Stanów Zjednoczonych i spędziła tu odpowiednio dużo czasu, żeby przesiąknąć tym, co tutejsze. Studentka. Pracownica agencji PR. Wreszcie blogerka zajmująca się rasą. Bystra i bezkompromisowa obserwatorka. Poznajemy jej historię przy okazji odkłamując sobie Afrykę. Patrzymy na Nigerię od środka, oczami dorastającej dziewczyny. Przypatrujemy się  jej zakochaniom i związkom. Losom przyjaciół i przyjaciółek. Rodzi […]

Czytaj więcej »

Debiut Natalii Ginzburg. „The Road to the City”.

Uwielbiam obserwować pisarki, pisarzy, którzy w swojej twórczości obsesyjnie wracają do pewnych wątków, tematów. Natalia Ginzburg powtarza ten z obserwowaniem świata z punktu widzenia dojrzewającej dziewczyny. I niechcianą ciążę. „The Road to the City” to jej debiut z 1942 roku. Pisarka miała wtedy zaledwie 26 lat. Jednocześnie czuć w nim tę pisarską siłę, którą w sobie niesie, szerokie możliwości  i brak mocy pisarskiego doświadczenia, które tak doskonale jest widoczne w „Słowniku rodzinnym” i „Naszych dniach wczorajszych”. Te kolejne tytuły są z całą pewnością gęstsze. Więcej w nich szczegółów znaczących.  „The Road to the City” to niespełna stu stronicowa nowela. Napisana […]

Czytaj więcej »

„Drogi Michele” Natalii Gizburg. O rodzinie i samotności.

„Drogi Michele” jest  jak „Pokój Jakuba” Virginii Woolf. O głównym bohaterze opowiadają inni, rodzina, bliscy oraz sytuacje, w których brał udział. On sam, z małym wyjątkiem, milczy. Dojmująco udaje się Natalii Ginzburg dotknąć w ten sposób pewnego złamanego życia. Oraz podkreślić nieuchronną człowieczą samotność. „Ale każdy z nas jest na jakimś odcinku samego siebie niezrównoważony i nieporadny, a czasem nieodparcie pociąga nas włóczęgostwo i odetchnięcie czymś innym niż własna samotność i wystarczy zdać sobie z tego sprawę, żeby cię zrozumieć”. W pewnym momencie zelektryzowały mnie słowa-stygmaty. Jakże Ginzburg mogła ich użyć? Fe, książka brzydko się zestarzała, chciałam osunąć się w […]

Czytaj więcej »

Carson McCullers „Komu ukazał się wiatr?”. Wielkie opowiadania amerykańskie.

Zaczęłam czytać i właściwie dość szybko okazało się, że właściwie to nie ja czytam, czytanie wygrywa się we mnie właściwymi nutami, jestem nim cała. Spotkałam się z Carson McCullers po raz pierwszy w tych właśnie opowiadaniach i było to spotkanie, które otworzy zapewne jakiś ciąg dalszy, poszukiwanie innych lektur, eksplorowanie jej pisania. Fascynuje mnie fakt, ile wspaniałych, nie odkrytych jeszcze przeze mnie pisarek czeka na mocno już zakurzonych półkach. Fakt, że do którejś z nich intuicyjnie chcę wracać jest formą dużego komplementu. McCullers pisze o małych amerykańskich miasteczkach i robi to wnikliwie. W krajobrazie, który maluje skupia się na ludziach […]

Czytaj więcej »

Ponadczasowa literatura najwyższych lotów. Natalia Ginzburg i „Nasze dni wczorajsze”.

Minęło już ponad siedemdziesiąt lat od jej napisania. Minie kolejne kilkadziesiąt a czytanie Natalii Ginzburg wciąż będzie aktualne. To wyróżnik wielkiej literatury. Zaczęłam od jej „Słownika rodzinnego” i poczułam, że we mnie zapadnie. Nie myliłam się. Po dwóch latach od lektury wciąż mocno siedzi w mojej głowie. „Nasze dni wczorajsze” oceniam równie wysoko. Oczami dorastającej dziewczyny oglądamy pewną rodzinę we Włoszech czasów Mussoliniego. Relacja jest prowadzona najpierw z boku, bo narratorka tylko obserwuje, potem stopniowo przesuwa się do środka. Ale wciąż jest beznamiętna, przedstawia, nie tłumaczy. Nie ma wyróżnionych dialogów, są one tylko częścią całego opowiadania. Zagęszczającej się sytuacji. W […]

Czytaj więcej »

„Słabsi” Nunez. Łapanie zbyt wielu srok za ogon.

„Pełnia miłości” Sigrid Nunez była w moim podsumowaniu pierwszej połowy 2023 roku jedną z najlepszych książek. Sięgnęłam więc po „Słabszych” od razu w dniu premiery, nie mogłam się jej doczekać. Znów jest pierwszoosobowa narratorka, intymna opowieść. Dużo erudycyjnych popisów z dziedziny literatury.Dla mnie bardzo interesujących, zwłaszcza wtedy gdy dotyczą pisania. Już motto tej książki bardzo mi się podobało: „Jak się odsłonić, nie prosząc przy tym o miłość lub współczucie? Margo Jefferson, seminarium o pisaniu Negrolandu”. Tylko dlaczego motta musiały być aż trzy? To wg mnie dobra puenta dla „Słabszych”. Tytułu według mnie rozwleczonego pomiędzy dygresje i rozważania, nie ciążącemu ku […]

Czytaj więcej »

„Długi płatek morza”. Allende jako rasowa opowiadaczka.

Isabel Allende jest doskonałą opowiadaczką, a ja lubię pisarki-opowiadaczki, które prowadzą nas przez jakąś historię w miarę lekko, tak, że zatapiamy się w niej bez reszty, zapominamy o świecie. A najbardziej lubię jak ta historia nie jest zbyt grubo ciosana,  nie jest też czystym graniem na emocjach (choć emocji dostarcza). Zostawia pytania. Tak właśnie jest w „Długim płatku morza”. Dodatkowo dostajemy też, jak to  często bywa u Allende, kawałek powtórki z historii. Zaczyna się od wojny domowej w Hiszpanii. Potem mamy Chile i burzliwe zmiany polityczne. Te dwa kraje spłata ze sobą Pablo Neruda, chilijski poeta, który organizuje pomoc dla […]

Czytaj więcej »

Robinsonka. „Ściana” Marlen Haushofer.

Pamiętam uczucie z jakim w podstawówce czytałam Robinsona Cruzoe. To było o radzeniu sobie w każdych okolicznościach. Opisy rzeczy, które udało mu się zrobić, a potem ulepszyć dla własnego przetrwania sprawiały mi wręcz fizyczną przyjemność. „Ściana” Hausohofer też jest o tym. O współczesnej Robinsonce, która zamiast wylądować gdzieś na bezludnej wyspie, zostaje odcięta w lesie, w myśliwskiej chatce od reszty świata i ludzi. Pewnego dnia dookoła lasu wyrosła ściana. Wygląda na to, że poza nią nie ma nic. W centrum książki jest bohaterka, która nie ma imienia. Po co jej imię w świecie bez ludzi? Pytanie idzie nawet dalej – […]

Czytaj więcej »

Dobry debiut, czyli „Strużki” Marii Halber.

Śledzę pilnie Wydawnictwo Cyranka, nawet wtedy gdy bierze się za wydawanie gatunku, który generalnie coraz częściej doprowadza mnie do szewskiej pasji albo przynajmniej irytacji, w czym zresztą czuję się mocno odosobniona:  mini prozy pisanej w pierwszej osobie. „Strużki” takie właśnie są. Ale z jakiegoś powodu po raz kolejny Cyranka do mnie trafiła! Może dlatego, że ta proza ani trochę nie jest egotyczna? Że dzięki powyższemu bohaterki są z krwi i kości a nie ze splątanych, zajętych sobą myśli narratorki? Sam język (celny, oszczędny) by mnie nie przekonał. Ale jest i fabuła. To nie tylko książka – zapis emocji, choć przecież […]

Czytaj więcej »

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading