Blog o literaturze kobiet

Świeżym, intymnym językiem o rodzinie. „Źródła” Marie-Hélèn Lafon.

Jej „Nasze życie” wpadło mi w ręce zupełnym przypadkiem i zadziwiłam się, że tak mnie wciągnęło. Sięgnięcie po kolejną jej książkę było więc oczywistością. Z przyjemnością zakonotowałam też fakt, że tłumaczyła ją Agata Kozak, ta sama, która odpowiada za przekład fascynujących mnie „Ciał” Ernaux. „Źródła” Marie-Hélèn Lafon to kameralna historia pewnej francuskiej rodziny rolników. Opowiedziana z trzech perspektyw. Przede wszystkim tej unieszczęśliwionej,której w pewnym momencie wydaje się, że nic jej już nie czeka, że innego życia już nie będzie, tylko ten strach. Przed przemocą. Ale to matka. Ze względu na swoje dzieci jest w stanie zdobyć się nawet na heroizm. […]

Czytaj więcej »

„Miłość i cienie”. Isabel Allende nawet gdy nie jest w najwyższej formie nie schodzi poniżej pewnego poziomu.

Isabelle Allende jest niesłychanie płodną pisarką. Wyczytuję po kolei jej książki i sporo już za mną, ale wciąż jeszcze wiele nie znam. Niewątpliwie ma dar opowiadaczki i to widać we wszystkich jej tytułach. Ale są jednak ono mocno nierówne. Zdarzają się takie jak „Dom duchów”, czy „Córka fortuny”, olśniewające wg mnie. Zdarzają bardzo dobre, jak „Długi płatek morza”, na pewno wiele z tej lektury zapamiętam. I te po prostu niezłe –  jak „Miłość i cienie” (wyczytałam gdzieś, że to druga w dorobku autorki powieść, może więc jest to kwestia rozwoju talentu, który wymagał szlifierki czasu). Tym razem nieco się nudziłam […]

Czytaj więcej »

Kolonializm psychologicznie. „Kolonia” Audrey Magee.

A na święta polecę Wam książkę. Irlandzką powieść „Kolonia” Audrey Magee, przełożoną pięknie przez Dobromiłę Jankowską. Nie będzie jednak tylko różowo. Autoportret czytającej: od irytacji do zachwytu.Z tym, że ta irytacja jest celowo wywołana przez autorkę. W końcu ma być o kolonii. To musi wkurzać. Na maleńkiej irlandzkiej wyspie otoczonej malowniczymi klifami spotykają się Anglik i Francuz. Malarz i językoznawca.  Przybyli po egzotykę. Ich ego trudno pomieścić na tak skromnej przestrzeni. Czy coś tu wniosą? Podziwiają. Kuszą. Obiecują. Nie tylko płacą. Denerwowały mnie obecne od początku poetyckie fragmenty, stop klatki obrazu malarskiego. Ale wszystko to było potrzebne. Dla pełni obrazu […]

Czytaj więcej »

Atwood pisze o starości i nie traci poczucia humoru. „Wdowi las”.

Kilka pierwszych opowiadań (cała część pierwsza) średnio przypadło mi do gustu. Nasunęło mi się, wymyślone przeze mnie, słowo: wspominkowatość. Miałam na myśli taką opowieść, którą największą przyjemność sprawia opowiadającej, opowiadającemu. Tak było, pamiętam, posłuchajcie. Część druga jednak sprawiła, że kompletnie zapomniałam o pierwotnych zastrzeżeniach. To była Atwood w pełnej krasie. Bystra obserwatorka. Zabawna narratorka. Wybitna pisarka pełną gębą. Duża przyjemność czytania. Poruszona głowa. Dialog z Orwellem – wspaniały! Postać matki-czarownicy nie do zapomnienia. Część trzecią zaś – pokochałam. Wciąż mam niedostatek narracji starszych kobiet. Poruszająco opowiedziała Atwood o odejściu męża, najbliższej osoby, z którą przeżyło się kilkadziesiąt lat. Wspaniale zarysowała […]

Czytaj więcej »

„Szczegóły” Genberg. Delikatność, co twardo dzierży pióro.

„Kiedy byłam młodsza, myślałam, że powinnam częściej podróżować, częściej i w bardziej odległe miejsca, spędzać więcej czasu w obcych krajach, że powinnam być w nieustannym ruchu, by żyć naprawdę, ale z czasem zrozumiałam, że wszystko czego szukałam, znajdowało się tutaj, wewnątrz mnie, w otaczających mnie przedmiotach, w dorywczych pracach, które stały się moją stałą pracą, w przewidywalności dnia codziennego, w oczach ludzi, których spotykam, gdy przytrzymuję ich spojrzenie”. Pięknie zaczyna narratorką tę powieść. Od wysokiej temperatury, która jest tym specyficznym czasem, gdy zaczynają się odzywać dawno zapomniane, ale wciąż żywo w nas obecne, wspomnienia. W tym przypadku dotyczące znaczących osób […]

Czytaj więcej »

Piękny kundel, czyli jak Megan Nolan znów mnie podbiła. „Zwykłe ludzkie ułomności”.

Przyzwyczajenie niekiedy staje się naszą drugą naturą, więc na hasło: Megan Nolan wyobraziłam sobie, że znów dostanę pierwszoosobową narrację o nieumiejętności budowania relacji. I choć „Akty desperacji” mi się podobały, miały dla mnie to „coś”, co mnie poruszyło, to w sumie nie miałam ochoty na powtórkę. Megan Nolan najwidoczniej też nie. Nie osiadła na laurach sukcesu pierwszej powieści i stworzyła coś zupełnie z innej bajki. Lubicie kundle? W tym, pióra Nolan, mieszającym różne gatunki literackie, jest mnóstwo życia! Pytanie brzmi: dlaczego właściwie zginęła ta mała dziewczynka? Pisarka odbija się od sprawy kryminalnej, tematu, który rozgrzewa prasę, bo w tę śmierć […]

Czytaj więcej »

Wybitna literatura kobieca. Annie Ernaux i „Ciała”.

Annie Ernaux jest bezlitosna wobec samej siebie. Czy raczej wobec niej? Ona, czyli młoda dziewczyna, którą kiedyś była. I którą poddaje wnikliwej wiwisekcji. Trzy granicznie intymne teksty. Ten najbardziej znany, dotyczący aborcji. „Zdarzenie”. Ten, który poruszył mnie najmocniej: „Pamięć dziewczyny”. O inicjacji seksualnej, pierwszych doświadczeniach budzącego się pożądania. O tym momencie, w którym decydowała ostatecznie, czy chce być podmiotem (cena była olbrzymia). Czy ciałem, przedmiotem w rękach innych. I trzeci: „Młody mężczyzna”, o związku z partnerem młodszym o trzydzieści lat. Annie Ernaux pisze boleśnie, bo z hukiem łamie wszelkie tabu dotyczące kobiecości. Tabu, czyli głęboki i fundamentalny nakaz kulturowy. Wrośnięty […]

Czytaj więcej »

Interesująca, acz nie zachwycająca. „Cukier” Bibiany Candii.

„Cukier” Bibiany Candii to sto czterdzieści dwie strony napisanej współcześnie opowieści historycznej. Czyżby trend grzebania w trudnych kartach przeszłości, tych dotyczących najuboższych, wyzyskiwanych dotyczył nie tylko Polski? Wygląda na to, że masowo oddajemy głos tym, którzy nie byli do tej pory słyszalni. Na korzyść powyższej tezy przemawia fakt, że książka miała już sześć wznowień i zdobyła liczne nagrody. Pisarka cofa się do roku 1853, do Galisji i pokazuje nam hiszpańskie oblicze niewoli. Grupa ubogich chłopców opuszcza rodzimy kraj, żeby pracować na plantacji trzciny cukrowej na Kubie. Tam okazuje się, że nie przyjechali godnie zarabiać. Przyjechali zastąpić niewolników z Afryki. To […]

Czytaj więcej »

Czy to będzie klasyczka? Chimamanda Adichie i „Amerykaana”.

To jest historia miłosna, historia o sile własnych korzeni i podręcznik różnych odcieni rasizmu w jednym. Genialnie się to Chimammandzie Adichie udało! Nadać lekkość tak głębokim, złożonym tematom to moim zdaniem niebywała sztuka. Główną bohaterką jest Ifamelu, czyli tytułowa „Amerykaana”. Ta, która z Nigerii przeniosła się do Stanów Zjednoczonych i spędziła tu odpowiednio dużo czasu, żeby przesiąknąć tym, co tutejsze. Studentka. Pracownica agencji PR. Wreszcie blogerka zajmująca się rasą. Bystra i bezkompromisowa obserwatorka. Poznajemy jej historię przy okazji odkłamując sobie Afrykę. Patrzymy na Nigerię od środka, oczami dorastającej dziewczyny. Przypatrujemy się  jej zakochaniom i związkom. Losom przyjaciół i przyjaciółek. Rodzi […]

Czytaj więcej »

Debiut Natalii Ginzburg. „The Road to the City”.

Uwielbiam obserwować pisarki, pisarzy, którzy w swojej twórczości obsesyjnie wracają do pewnych wątków, tematów. Natalia Ginzburg powtarza ten z obserwowaniem świata z punktu widzenia dojrzewającej dziewczyny. I niechcianą ciążę. „The Road to the City” to jej debiut z 1942 roku. Pisarka miała wtedy zaledwie 26 lat. Jednocześnie czuć w nim tę pisarską siłę, którą w sobie niesie, szerokie możliwości  i brak mocy pisarskiego doświadczenia, które tak doskonale jest widoczne w „Słowniku rodzinnym” i „Naszych dniach wczorajszych”. Te kolejne tytuły są z całą pewnością gęstsze. Więcej w nich szczegółów znaczących.  „The Road to the City” to niespełna stu stronicowa nowela. Napisana […]

Czytaj więcej »

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading