Moje czytanie
„Śmierć w jej dłoniach”. Najlżejsza, wciągająca powieść Moshfegh. Z małym „ale”.
Z jednej strony – ale świetna! Tego mi było potrzeba. Dużo lżejszy kaliber niż Moshfegh prezentowała do tej pory, ale napisany z właściwym pisarce talentem, więc czyta się wyśmienicie i bardzo szybko. Do tego staruszka jako główna bohaterka – jak mi się to podoba! Zagadka kryminalna w tle. Bo zaczyna się od spaceru po lesie z psem. Vesta znajduje wtedy kartkę: „Miała na imię Magda. Nikt nigdy się nie dowie, kto ją zabił. Nie ja. Tu spoczywają jej zwłoki”. Z drugiej strony radość lektury psuło mi jednak nieco zbyt mocne skojarzenie z „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk. […]
Wstrząśnięta i zmieszana. „Pierwszy bandzior” Mirandy July.
Jej „Na czworakach” totalnie kupiłam i od razu sięgnęłam po kolejną pozycję. Ale jeśli chodzi o „Pierwszego bandziora” mam mieszane uczucia. Z jednej strony Miranda July ma bezwględną pisarską moc, jakąś niebywałą energię. Nie umiałam przestać czytać. Z drugiej im dalej w las tym bardziej wydawało się, że to jednak nie moje. Groteska zbyt groteskowa albo po prostu to ja się w niej gubiłam, nie łapałam wątków, czy może raczej nie umiałam ich poczuć. Natręctwa, manie, dziwactwa były zbyt głęboko wydestylowane, ciężko było mi je unieść. Jestem zdezorientowana. Pewnie będę jeszcze próbować czytać inne książki Mirandy July. Tym bardziej, że […]
„Swoją drogą. Bogdan de Barbaro w rozmowie z Justyną Dąbrowską. Za dużo psychologii w cieście książki.
Poprzednie książki Justyny Dąbrowskiej („Miłość jest warta rozmowy”, „Nie ma się czego bać”) są mi bliskie. Do tego stopnia, że wracałam do zawartych w nich wywiadów. Z przyjemnością słucham także niekiedy wypowiedzi medialnych profesora Bogdana de Barbaro. A jednak „Swoją drogą – Bogdan de Barbaro w rozmowie z Justyną Dąbrowską” mnie nie porwało. Książka skonstruowana jest z liter alfabetu, które wiążą się z różnymi hasłami (typu „O” jak odwaga, „H” jak Holocaust). Niektóre fragmenty mnie wciągały (dlatego doczytałam do końca), inne mniej. Nie całkiem jednak odpowiadała mi ta konstrukcja, miałam momentami wrażenie zbyt dużego rozstrzału tematów. W innych momentach z […]
„Strach przed lataniem” ciągle towarzyszy kobietom. Erica Jong wciąż jest wznawiana.
Prawie po nią nie sięgnęłam. Bałam się, że to powieść na tyle zanurzona w historii (feminizmu), że teraz już nie wybrzmi odpowiednio. Że będę ją czytać tylko z ciekawości, jak to było. Nic bardziej mylnego. Erica Jong opowiada o konkretnej bohaterce i jej przemianie emocjonalnej. Na tyle uniwersalnej, że wciąż jeszcze pulsuje we mnie jej nerw. Z taką brawurą i szczerością, że bez problemu bierze mnie ze sobą (jak wcześniej miliony czytelniczek). Z ironią i nutką poczucia humoru (co doceniam zawsze). Z bezpruderyjnością (nic dziwnego, że postawiono ją obok mojego ukochanego Philipa Rotha) i witalnością. Dużo tu o kobiecym pożądaniu […]
Nie mój język. Bardzo moja książka. „Podróż bohaterki” Iris Murdock.
To kompletnie nie jest mój język (zbyt jungowski, zbyt uduchowiony, zbyt psychologiczny). Pewnie dlatego tak długo się przed tym tytułem wzbraniałam.To totalnie jest moja książka. Czy wystarczy, gdy w ramach równouprawnienia kobiety po prostu wejdą do świata tworzonego przez tysiące lat przez mężczyzn i będą w nim walczyły na dotychczasowych zasadach? Odkryłam na własnej skórze, że jest w tym jakieś oszustwo. Potrzeba głębszej zmiany. Zmiany całego paradygmatu. „Podróż bohaterki” Maureen Murdock jest odpowiedzią na „Podróż bohatera” Campbella, która stała się biblią współczesnego pisania. Murdock dostrzegła, że kobiety przechodzą swoje przemiany nieco inaczej niż mężczyźni. Schodzą w głąb (niczym Kora, córka […]
„Magiczna rana” Doroty Masłowskiej. Rzeczywistość odkształcona w polszczyźnie.
Pojedyncze, obłąkańcze i straceńcze historie, pełne jedzenia, seksu i szaleństwa codzienności podane z najróżniejszych punktów widzenia (od autystycznego chłopca, poprzez sfrustrowaną pisarkę mieszkającą kątem u rodziców, aż po wziętą aktorkę, która wyprawia przyjęcie w swoim nowym luksusowym apartamencie). Masłowska serwuje nam destylat rzeczywistości wypełnionej cierpieniem, które wciąż objawia się w różnych postaciach niczym magiczna, samonawracająca rana. Czy ta rana jest też biletem wstępu do czegoś innego? Okazuje się bowiem ostatecznie, że te, samoistne, jak się na początku wydaje, opowiadania, nie tylko przecinają się ze sobą przypadkowo, ale są częścią jednego uniwersum. Dużo tu Masłowskiej w Masłowskiej. Język powyginany, żywy, brudny, […]
„Na czworakach” Mirandy July. Perimenopauzalna bomba literacka.
Naprawdę nie jest łatwo opisać tę powieść. Przez mniej więcej połowę wydawało mi się, że czuję energię podobną do „Układu” Kazana, książki dla mnie formującej, tyle, że tym razem po prostu cały ten kryzys wieku średniego zachodzi w wydaniu kobiecym. To ostatni moment! Trzeba wycisnąć z życia co się da. Zamiast pojechać w zaplanowaną podróż życia, bohaterka w niedalekim od domu motelu organizuje sobie pokój na drugie życie. Druga połowa pokazała mi, że Miranda July tworzy jednak całkiem nową jakość i energię. Bardzo mi się to podobało, mimo, że czasem to naprawdę była ostra jazda bez trzymanki (nowe układy małżeńskie, […]
Krzątanie po ukraińskiej prowincji sprzed wojny. Mocne pisarsko opowiadania Iryny Ciłyk „Czerwone ślady na czarnym”.
Wyjątkowo mocne (pisarsko) są te opowiadania ukraińskiej pisarki Iryny Ciłyk. Nie przegapcie ich! Tak jak rozumiem moc pisania Żadana, ale nie zawsze się w niej odnajduję, tak tu jestem na sto procent; doceniam, ale i maksymalnie odczuwam. Może dlatego, że znów patrzę oczami kobiet? Pisarka opowiada o o małych ludziach z dużymi problemami, o bezradności. Głównie o ukraińskiej prowincji, ale diabelnie uniwersalnie. Zwłaszcza, że udaje się jej w zalewie czerni nie zagubić światła czy choćby poświaty nadziei. Zgadzam się z Oksaną Zabużko, która pisze na obwolucie, że Ciłyk udaje się utrzymać nas w przekonaniu, że mimo zmagań z dramatem egzystencji, […]
Niewidoma poetka kobiecości. Jadwiga Stańczakowa „Poezje i prozinki”.
Te prozinki (i poezje w sumie też) są niczym zapiski na pudełku od zapałek (to od nich startowałam niegdyś z lekturą Umberto Eco i dalej lubię je więcej niż opasłe tomy mistrza). Tylko inne, bo dowewnętrzne. Magda Heydel napisała o Mansfield, że nie szukała ideologicznego rytmu narracji, tylko rytmu życia. To samo robi Jadwiga Stańczakowa. Jest to rytm kobiety i niewidomej. I te dwie rzeczy chyba najmocniej znaczą to pisanie. Choć jest i depresja (czy związana również z historią bycia Żydówką w czasie drugiej wojny światowej w Polsce? Pewnie tak). Ale nie dominuje. Jestem babą, mogłaby Stańczakowa użyć słów Świrszczyńskiej, […]
Furia energii w samych pastelach. „Jolanta Kwaśniewska. Pierwsza dama w rozmowie z Emilią Padoł”.
Z punktu widzenia tego profilu to na pewno biografia, którą warto przeczytać. Jolanta Kwaśniewska bowiem to samoistna, pełnowartościowa postać, istna furia energii, która stworzyła w Polsce niedościgniony dotąd wzór pełnienia roli prezydentowej, biorąc to po prostu jako kolejne zadanie do zrealizowania. Wszystkie w swoim życiu realizowała z pasją i talentem. To typ osoby, która nawet kozę potrafiła wydoić jak okazało się, że trzeba. Prawniczka. Przedsiębiorczyni, która stworzyła agencję specjalizującą się w wilanowskich nieruchomościach. Dywidendy z tejże dawały jej większe zarobki niż pensja jej męża, prezydenta. Przeznaczała je między innymi na finansowanie pełnienia nieodpłatnej, a przecież w jej wykonaniu jakże ważnej, […]
Klasyczka, która stoi obok Czechowa. Katherine Mansfield „Opowiadania”.
„Jeśli rzeczywistością Mansfield rządzi rytm – a niewątpliwie tak jest – to jest to nieprzewidywalny i niepoddający się ludzkim wysiłkom rytm życia, a nie odzwierciedlający ideologiczne próby panowania nad światem rytm narracji. Jeśli jej utwór dążą do celu, to nie jest nim efektowny finał skrojonej na miarę anegdoty, a raczej mniej lub bardziej (zwykle mniej) wyrazisty przebłysk samoświadomości, chwilą prawdy, deziluzji, zawodu. Znowu zgodnie z rytmem życia”. Tak napisała w posłowiu Magda Heydel, tłumaczka, która dokonała również wyboru opowiadań do tego wspaniałego zbioru. Zapisać uczucie, jakąś psychologiczną, niepowtarzalną chwilę, mgnienie, w którym zachodzi zmiana. Niekoniecznie wielką scenę, niekoniecznie z wieloma […]
A ja nie. „Mała empiria” Katarzyny Sobczuk.
A ja nie. Nie zamieszczę Wam tutaj żadnej sensownej analizy tej książki, bo przeczytałam ją głównie tą emocją: NIE! „Mała empiria” Katarzyny Sobczuk ma być o wieku średnim, czasem zwanym tu też przedstarczym, czyli tym, w którym, jak mniemam, jestem, z moimi 44 latami na karku. Dzieci już większe. Rodzice coraz starsi. Empiria jednak została tu wyrażona słowami: w tym wieku jest tak i tak. I ja wtedy momentalnie zaczęłam się gotować jak garnek zupy na dużym ogniu, gdy zbyt szczelnie domyka go przykrywka. Byłoby pewnie inaczej gdyby autorka opisywała tę empirię w liczbie pojedycznej, bez tej definitywności stwierdzenia, że […]