Moje czytanie
Napisana z niewątpliwym talentem, ale nie moja. „Alchemia” Zyskowskiej.
Jest to moim zdaniem nie tyle powieść biograficzna, ile powieść na bazie biografii, bo Katarzyna Zyskowska koncentruje się w niej na dwóch bardzo specyficznie i subiektywnie przez nią wybranych momentach z życia Marie Curie Skłodowskiej. Czytając trochę się czepiałam, że zdecydowała się pokazać Noblistkę przez pryzmat związków z mężczyznami i to akurat tych, które przysporzyły jej dużo bólu i zawodu. Szczęśliwy związek z Pierrem Curie jest prawie nieobecny. Wychodzi więc na to, że albo nauka albo mężczyźni. Albo raczej nauka staje się schronieniem i pocieszycielką dla złamanego serca. Napisała to Katarzyna Zyskowska z wdziękiem, polotem, talentem, ale także dobrze korzystając […]
Opowiadania Sylwii Plath, czyli bardziej „tu i teraz” już być nie może. „Johny Panika oraz Biblia snów i inne opowiadania”.
Szukamy „tu i teraz”, ale nie lubimy opowiadań. A przecież nic tak nie oddaje tych mikrometrów dnia codziennego jak opowiadania właśnie. W każdym razie na pewno udaje się to Sylwii Plath. Jest mistrzynią grzebania w uczuciach, nastrojach, momentach. Wgryza się zachłannie w to, co inni pomijają. Spotkanie po latach starej koleżanki ze szkoły. Złość, że trzeba zapłacić za wejście do parku nawet jeśli specjalnie zostawiło się samochód za bramą, żeby nie uiszczać opłaty za parking. Małe rzeczy, które wypełniają dzień po dniu, a przez które często przechodzimy niezauważenie, nie poświęcając im należytej uwagi. Bałam się powrotu do Sylwii Plath po […]
Kobiecy rewers „Złego”, czyli „Opera na trzy śmierci” Sylwii Stano.
Marzyłam o takiej właśnie powieści: miłosnej w stosunku do Warszawy. Jak „Zły” Tyrmanda. Zaczytywałam się w niej na śmierć od, zdaje się, późnej podstawówki. I wreszcie, wreszcie dostałam jej kobiecy rewers. Choć w postaci bardziej złożonej i zniuansowanej. „Opera na trzy śmierci” Sylwii Stano, której akcja rozgrywa się w drugiej połowie lat czterdziestych, gra na emocjach, które dopadają mnie zawsze gdy myślę o kompletnie zburzonym mieście. Które bujnie wyrosło z własnych gruzów. Ściskała mnie za gardło. Jest tu tajemnica. W niewyjaśnionych okolicznościach giną śpiewaczki operowe. Jest Gusta Star, utalentowana i poraniona przez wojnę Żydówka. Czy będzie następna w kolejce? Jest […]
„O zmierzchu. Jak przestać bać się życia i przeżyć je po swojemu” Marty Niedźwieckiej, czyli psychologiczny język, który pasuje mi jak żaden inny.
Jedyne zastrzeżenie jakie mam dotyczy podtytułu, bo brzmi jak poczytny poradnik z prostymi trickami (a takich nie lubię). Poza tym – kocham tę książkę całym sercem. Tak jak podkast (ale jednak tradycyjnie okazało się, że więcej przyswajam czytając). Sposób w jaki Marta Niedźwiecka wykłada psychologię życia codziennego trafia do mnie w stu procentach. Jej język i metafory mogę brać od razu chochlą; po co się rozdrabniać, wiem, że pyszne (nieprzesłodzone). Rozkminia Marta Niedźwiecka dokładnie moje rozkminki. Uwypukla właśnie te aspekty, które mnie trapią. Pięknie korzysta z naukowych badań. Idealnie podlewa to subiektywnym sosem. Jest tu o emocjach, relacjach i komunikacji, […]
„Ines, pani mojej duszy”, czyli Allende na wakacje.
Allende pisze z mojego punktu widzenia znakomite lektury na wakacje. Takie, w których fabułę się wsiąka, dzięki którym można się sporo dowiedzieć i które jednocześnie nie są bardzo wymagające w czytaniu. A że jest płodną pisarką, to swego czasu kupiłam parę starych wydań jej powieści i wyciągam w miarę potrzeby. Z „Ines, pani mojej duszy” nie do końca się wstrzeliłam. To osadzona w realiach szesnastego wieku historia Hiszpanki, która ramię w ramię z mężczyznami zdobywała Nowy Świat. Konkretnie Chile. Nie jestem raczej fanką powieści historycznych. Ta zaś dodatkowo opisywała wyjątkowe okrucieństwa. To, w jaki sposób obchodzono się z miejscową ludnością […]
„Dom Holendrów” Ann Patchett, czyli wciągające wakacyjne czytadło, z którego niewiele mi zostanie.
Od czasu do czasu nachodzi mnie potrzeba na czytanie z serii #dobreksiążkiwagilekkiej i jest to kategoria, w której najtrudniej mi znaleźć coś, co mi odpowiada. Ostatnio prosiłam Was o radę i @zakladka.angielski (dziękuję) podpowiedziała mi ten tytuł: „Dom Holendrów” Anne Patchett. Początkowo się zdziwiłam, bo intuicyjnie plasowałam to pisanie jako trudniejszą literaturę piękną. Jak się okazuje raczej błędnie. #dobreksiążkiwagilekkiej to są dla mnie te tytuły, które niekoniecznie są bardzo lekkie tematycznie, nie takie, w których nie ma, dajmy na to, nic smutnego, ale takie, które nie wymagają dużego wysiłku przy czytaniu, przez które się płynie. „Dom Holendrów” naprawdę nieźle tu […]
„Śpiew ptasich serc” Viktorii Lloyd-Barlow, moja książka sierpnia.
Jeśli ktoś (Sunday) na pierwszej stronie zaczyna ci opowiadać świat, w którym je się wyłącznie białe rzeczy, bo wszystko inne powoduje dyskomfort, to już wiesz, że nic nie wiesz. Jeśli doda do tego córkę (Dolly), sarkastyczną nastolatkę domagającą się kolorów i marzącą o tym, by wyfrunąć z rodzinnego gniazda, a potem dorzuci do tego obrazka bezdzietną parę z wyższych sfer, z Londynu, która sprowadza się do domku obok, to zaczynasz się czuć trochę tak jak w przypadku czytania dobrego thrillera (np. Patricii Highsmith). Niewiele się tam działo fabularnie, a jednak było napięcie. Strach, że to historia, co zmierza do katastrofy. […]
Nieodkryta w Polsce perła. „Małe ludzkie zawirowania” Grace Paley.
Mocno polecam ten zbiór opowiadań amerykańskiej pisarki Grace Paley; uznanej za oceanem, u nas jeszcze nieodkrytej (choć już nie żyje). Ostatnio, nie bez przyczyny, przeczytałam cztery książki autorstwa Nicole Krauss. Poruszały mnie. Ale wciąż miałam wrażenie, że jeszcze ciut brakuje. Jeśli chodzi o Grace Paley to uważam, że to co wyszło spod jej pióra jest skończone. Literacko pełne. Nic dziwnego, że, jak sama pisze we wstępie, redaktor, który dostał jej trzy krótkie teksty natychmiast poprosił o więcej, żeby tylko móc wydać jej książkę. Pisarka urodziła się na Bronxie i jej pisanie jest organicznie związane z Nowym Jorkiem. Co dla mnie […]
„Nowy Jork. Od Manhattanu do Ground Zero” Magdaleny Rittenhouse.
Wyłożyć osobie takiej jak ja mapę Nowego Jorku, na którą nakładają się dwa wymiary: czas i przestrzeń to nie jest proste zadanie, bo o ile jeśli chodzi o czas mam spore naddatki w zakresie różnych ujęć jego rozumienia, to w zakresie przestrzennym leżę i kwiczę, wyobraźnia przestrzenna mi nie działa. A jednak Magdalenie Rittenhouse się to udało. Bo udało jej się stworzyć własną opowieść o tym mieście. Fascynującą na tyle, że w nią weszłam. I voila, pojęłam (jej) całość. Plan był taki, że czytam, żeby zaraz po skończeniu książki chodzić jej śladami. Rowerowa wywrotka zmieniła wszystkie zamierzenia, to jednak nie […]
„Historia miłości” Nicole Krauss. Wartościowa, choć przekracza mój próg akceptacji sentymentalizmu.
Nie dziwię się, że Nicole Krauss narobiła tą powieścią szumu. Jest tu ten rodzaj sentymentalizmu, który znakomicie się sprzedaje, bo wprost „chwyta za serce”. To mnie drażniło. Ale w moim odbiorze wygrało jednak to, co dobre. Krauss kopie w tym, jak stare, czyli trauma żydowska z czasów drugiej wojny światowej i różne przeorane przez nią życiowe wątki (w tym miłosne) wpływa na nowe (dzisiaj). Nośnikiem tego wpływu jest pewna powieść. Napisana w Polsce, w latach trzydziestych, oddana przyjacielowi na przechowanie. Wywieziona z Europy i wydana w Stanach Zjednoczonych pod zupełnie innym nazwiskiem. Jest dziewczynka, która dostanie swoje imię po głównej […]
Inspirująca historiami wielkich zwykłych kobiet, ale i miejscami irytująca. „Kobiety, o których myślę nocą” Mii Kankimäki.
Nie jest tak, że jeśli jakiś koncept jest mi bliski (a ten jest) przyjmuję go bezkrytycznie. Może nawet jestem nieco bardziej podejrzliwa i wyczulona na niuanse? Mia Kankimäki napisała książkę o kobietach z przeszłości, które ją inspirują. Podróżniczki, malarki, pisarki. Autorka czerpie od nich siłę dla czterdziestoletniej siebie i przetyka ich historie osobistymi poszukiwaniami.Moje to jest. Sama szukałam (szukam) takich inspiracji dla siebie. Miałam jednak momenty, w których ton pisarki mnie drażnił. Pouczanie kobiet sprzedwieku albo kilku było dla mnie nie na miejscu.Nie poczułam pomysłu pisania do nich listów. Nieco ta książka była dla mnie zbyt długa. Ale ostatecznie i […]
Piękne idee łopatą do głowy, czyli „Soho” Fiony Mozley.
Londyn. Soho. Stara kamienica, w której mieści się między innymi burdel. Dobre seksworkerki, całkiem takie jak my i zła, bogata młoda kobieta, która oczywiście swoich pieniędzy nie zarobiła samodzielnie, tylko odziedziczyła je w spadku. Zamierza wyeksmitować niewygodne lokatorki. Zbyt grubą nicią są dla mnie szyte te puenty i zbyt nieprawdopodobnie zbiegają się pewne wątki. Ewidentnie są tu po to, żeby udowadniać określone tezy społeczne i niestety Fiona Mozley wbija nam je do głowy łopatą. Aż w pewnym momencie miałam ochotę rzucić czytanie. Ale było mi szkoda. Bo z drugiej strony – to jest niebywale wprawnie napisana powieść plasująca się w […]