Moje czytanie
„Wszystkie me daremne żale” Miriam Toews. Czemu smutek nie smuci.
Co można napisać o książce, która jest tak bezbrzeżnie smutna, a jednocześnie wiesz, że jest autobiograficzna? Jak recenzować czyjeś życie, zwłaszcza w sytuacji, gdy nie płakałaś nad każdym słowem i nie możesz po prostu opowiedzieć o ogromnych emocjach, które cię ogarnęły podczas czytania tej historii? (To byłby najprostszy klucz). Ale też nie przeszłaś całkiem obok, bo masz jednak serce. To opowieść o siostrze, która musi zacząć żegnać ukochaną siostrę. Bo tamta nie chce żyć mimo, że „obiektywnie” wszystko jej się układa: jest uznaną, ogromnie utalentowaną pianistką, kochaną i kochającą żoną. Obie siostry mają jednak za sobą samobójczą śmierć ojca. I […]
„Mistrzowie opowieści o kobiecie. Od Virginii Woolf do Agnieszki Szpili”.
To jest zbiór idealnie skrojony dla mnie. Ma być wprawdzie o kobiecie, ale w gruncie rzeczy najwiecej o kobietach opowiadają tu same kobiety. Tego szukam. Są autorki, które dobrze znam i cenię. Choćby Woolf, Atwood, Zabużko, Lucia Berlin (w końcu, dzięki temu tomowi, udało mi się poznać jej najbardziej znany tekst, czyli „Instrukcję dla pań sprzątających”). Są takie, które znam szczątkowo i chętnie się na nie znów natykam (Selma Lagerlöf, Tove Jansson, czy jeden z nielicznych w tym zbiorze mężczyzn, Sándor Márai, ciągle mam sporo jego twórczości do nadrobienia). I takie, na które od jakiegoś czasu się zasadzam. Na przykład […]
„Pani Dalloway powiedziała, że kwiaty kupi sama”, czyli magia powrotów.
Wydawało mi się, że czytałam wcześniej „Panią Dalloway” dwa razy, ale gdy tylko zobaczyłam pierwsze zdanie: „Pani Dalloway powiedziała, że kwiaty kupi sama” przypomniałam sobie, że przecież wracałam też do tej powieści w czasie pierwszej fali pandemii; ostatecznie zatem nie wiem ile razy tak naprawdę miałam z nią styczność. Jedno jest pewne, musiałam do niej dorosnąć. Stopniowo. To nie jest tak, że nie wzięłam z niej zupełnie nic jako dwudziestolatka. Lektura i wtedy była w jakiś sposób owocna. A jednak czułam, że zostaję nieco za szybą. Muskam, ale nie biorę pełną garścią. Nie wpuszczam w krwiobieg. „Pani Dalloway” cała napisana […]
„Co się stało z Margo”, czyli siostra Durella też ma poczucie humoru.
Polot, humor, wdzięk. Cała plejada barwnych postaci. Lekkie pióro. A jednocześnie zamożne cioteczki, od których można otrzymać spadek i przed którymi trzeba w związku z tym odgrywać komedie rzekomych dobrych obyczajów, „klasa pracująca”, na którą patrzy się jednak nieco z góry, nawet jeśli chwilę temu się z nią spoufalało, czyli wejście na pełnej petardzie w świat angielskich „starych pieniędzy”. Tylko pomyśleć, że to czasy już po II wojnie światowej. Chciałabym Wam napisać, że „Co się stało z Margo?” jest równie dobra co „Moja rodzina i inne zwierzęta” Durella, chciałabym, bo bardzo by to dobrze brzmiało w kontekście tego profilu, w […]
Ciemno, prawie noc „Pod słońcem Turynu”. Iwana Dobrakowowá.
A może jesteśmy raczej syntezą miejsc, w których dorastamy, otoczenia, atmosfery, którą nasiąkamy w domu, na ulicy, w szkole?”. Przerażająca do szpiku kości powieść psychologiczna. Precyzyjnie zaplanowany strumień świadomości, którego nie da się opuścić (co dalej, do czego to tak naprawdę prowadzi) i który ciężko przyjąć na siebie (jak ja zasnę po takiej lekturze do poduszki!). Stosunkowo niewiele autorek i autorów ma odwagę pisać pierwszoosobową narrację, która aż tak odpycha od opowiadającej. Tym większe wrażenie robi „Pod słońcem Turynu” (tytuł ironiczny). Obsesja Kristiny jest odrażająca. I prawdziwa To jak studium choroby. Duży plus za dostrzeżenie jak łatwo przeoczyć wszechogarniającą pustkę, […]
„Pięć ran” Kirstin Valdez Quade. O trudnych sprawach bez dramy.
Mówiąc szczerze, gdy przeczytałam opis wydawcy: że będąca w zaawansowanej ciąży szesnastolatka znienacka zjawia się u ojca, którego niemal nie zna, a w tym czasie jej babcia, matka ojca, zamierza oznajmić rodzinie, że umiera na zaawansowanego raka postanowiłam, że nie będę czytać. Zmienił moje zdanie dopiero bookstagram. Kilka pozytywnych opinii osób, które cenię. Jak dobrze, że tak się stało! To jest dokładnie ten typ literatury, którego szukam. Wspaniałe skonstruowana powieść pełna pełnokrwistych, nieoczywistych bohaterek i bohaterów koncentrująca się na codziennym życiu. Fakt, codziennym życiu mocno poharatanych rodzin w Nowym Meksyku, więc nie jest przesadnie różowo, ale za to po prostu […]
Zapomniane polskie pisarki, czyli „Cudzoziemka” Kuncewiczowej.
Zapamiętałam „Cudzoziemkę” Kuncewiczowej jako mocną, psychologiczną powieść o diabelnie odpychającej kobiecie. W ponownym czytaniu po wielu latach mój odbiór jest bardzo podobny. Ale jednocześnie dopiero teraz umiem sobie zadać pewne pytania: co romantyzm i walka o polskość, w tym właśnie specyficznym zespoleniu, objęciu, zrobiły polskiej kobiecie? Jakie piętno odcisnęły na jej wnętrzu? W pewnym sensie to pytanie jest wciąż świeże, bo chyba nigdy nie zostało porządnie i do szczętu przepracowane w publicznym dyskursie. Różę zniszczyło złamane serce. Skutki tego wydarzenia zapewne nie byłyby tak długotrwałe gdyby nie koncepcja romantycznej miłości, głęboko w niej zakorzeniona. Ale jeszcze wcześniej dopadło ją brutalne […]
„Orlando” Virginii Woolf. O tym, co ponad rolami.
Obiecałam sobie wrócić do Virginii Woolf zaraz po tym jak Zeruya Shalev powiedziała mi, że jest jest największą kobiecą inspiracją. Wydawało mi się, że wszystko jej autorstwa już czytałam, ale okazało się, że jednak wznowionego właśnie przez Wydawnictwo Literackie „Orlanda” zupełnie nie znam (kiedy w przeszłości rzucałam się na jakąś autorkę, czy autora brałam jak leci wszystko, co było dostępne w bibliotece, a z przekładami tej powieści było ponoć u nas marnie, mogła zwyczajnie nie dotrzeć na penetrowane przeze mnie półki). Porwało mnie. Choć właściwie do tej pory nie jestem pewna o czym właściwie jest ta opowieść. I idę o […]
Najlepsza powieść Ani Cieplak. „Ciało huty”.
Uwielbiam tę powieść! Czytałam (autentycznie, a nie w przenośni) z wypiekami na twarzy. Połknęłam w jeden długi, deszczowy wieczór. Jest tu dokładnie to, co mnie samą ostatnio mocno zajmuje: ta różnica między życiem w cieniu wielkiej narracji albo wręcz w samym jej sercu (tu lata siedemdziesiąte, Huta i jej kobiety) a współczesność w której sznurki narracji dzierżysz w ręku już tylko ty sama. Ania Cieplak splata te dwie przestrzenie czasowe, nakłada je na siebie aż schodzą się w jedną wspólną historię, która dotyczy wszystkich. Nieprzypadkowo piszę wyżej w rodzaju żeńskim. Ciało huty jest w tej opowieści kobietą. Ciężko mi napisać […]
„Cleopatra&Frankenstein” Coco Meller. Obyczajówka, która przekracza stereotyp.
Zaczynałam ją czytać z przekonaniem, że może nie będzie to powieść idealna, ale ma pewien nieodparty urok, który sprawia, że nie mogę się oderwać i chcę wiedzieć, co będzie dalej. Kończę zaś z poczuciem, że naprawdę warta była zachodu. https://www.instagram.com/patsy_thebooklover/C jak ja lubię Twoje polecenia! To taka historia, które teoretycznie niebiezpieczne blisko jest stereotypu. Nowy Jork. Młoda ona. Piękna artystka, Cleo. I starszy o dwadzieścia lat on. Właściciel agencji reklamowej, Frank. Mogłoby powiać nudą, ale ani trochę się tak nie dzieje. Kolejne, wspaniale napisane sceny ze znakomitymi dialogami (czytałam je tak jakby się we mnie w jakiś sposób wygrywały) są […]
„Córka fortuny” Isabel Allende. Fabuła, głupcze!
Coraz mocniej tęsknię za rozbudowanymi fabułami z wieloma, dobrze opisanymi postaciami; za opowieściami, które nie pozwalają się od nich oderwać, wciągają jak wirówka, pozwalają wejść w świat zupełnie inny od własnego, obrazowo przez pisarkę przedstawiony. Brakuje mi takowych zwłaszcza w czasie wakacji. Dlatego czytanie Allende w moim przypadku jest naprawdę dobrym pomysłem. Najpierw był „Dom duchów”, powieść o Chile (polecam! Są tu elementy realizmu magicznego i to jedyny tytuł oprócz wszystkich Marqueza, gdzie mi to nie przeszkadza, wręcz odwrotnie, jest jak najbardziej na miejscu). Teraz wzięłam na tapet „Córkę fortuny”, gdzie akcja również rozpoczyna się w macierzystym kraju autorki, ale […]
Psychologiczny wgląd do socjologii, czyli „Ma być czysto” Ani Cieplak.
Przeczytałam gdzieś, że „Ma być czysto” opowiada o Polsce jakiej prawie nie znamy. Że ośrodki wychowawcze; że ten przeklęty urok żołnierzy wyklętych; że niechciane, zbyt wczesne ciąże; trawa i grubsze narkotyki, po których piana z ust. Dwie nastolatki z bardzo różnych rodzin. Jednej wszystko się upiecze. Drugiej – nic. A mnie się wydaje, że znam to wszystko dobrze jeszcze z lat dziewięćdziesiątych. I co z tego, że u mnie to była Warszawa, a u Cieplak mniejsze miasto, mój przeskok z Muranowa na robotniczą Wolę też był swego rodzaju szkołą; żołnierzy wyklętych jeszcze nie czczono, ale coś takiego w zasadzie wisiało […]