Moje czytanie
„Cuda” Eleny Medel. Dobra acz zbyt skupiona na materializmie.
Musiało minąć kilka dobrych dni od przeczytania tej książki, żebym ją w pełni doceniła. W trakcie – coś mnie uwierało. Dopiero teraz dochodzę do tego co. „Clearly money has something to do with life” tym zdaniem z Larkina rozpoczyna Medel „Cuda”. I tu jesteśmy zgodne. Jednak dalej autorka idzie raczej w: it’s all about money. I nasze drogi się rozchodzą. Zbyt dużo wiem o kapitale emocjonalnym, który można wynieść z domu i który czasem bywa ważniejszy niż ten finansowy, żeby godzić się na tak czarno-białe tezy. Stąd rozdrażnienie. Takie ujmowanie tematu nie pierwszy raz mnie irytuje. Piszę o tym, bo […]
Nieidealna, lecz subiektywnie ważna. „Mam do pana kilka pytań” Rebecci Makkai.
Czy ją kocham? Kocham szczerze. Choć nie będę udawać, że momentami mnie nie irytowała. Zrozumiem wszystkich, którzy stwierdzą, że za mocno poszła Makkai w stronę rozprawki dotyczącej #metoo zamiast klasycznej powieści. Fragmenty wyliczające te wszystkie zbrodnie wobec kobiet, te wszystkie razy, gdy mężczyźni uniknęli odpowiedzialności za swoją przemoc były dla mnie pójściem o krok za daleko. Co jednak zupełnie nie przeszkodziło mi i tak zakochać się w tej książce. Na tym chyba polega dojrzała miłość, prawda? Akceptujemy również wady. Makkai trzymała mnie w garści praktycznie od pierwszej strony. Uwielbiam sposób w jaki pisarka buduje powieściowy świat. Robi to z wyczuciem, […]
Psychologiczny kryminał bez stereotypów. „Miasto gasnących świateł. Mgła” Aleksandry Świderskiej.
Dawno już nie wrzucałam żadnego polecenia z serii #dobreksiążkiwagilekkiej I oto mam. „Miasto gasnących świateł. Mgła”. Szeroko komentowana tu na bookstagramie przez osoby, które cenię. Na tyle szeroko i z entuzjazmem, że nie mogłam w końcu po nią nie sięgnąć. Tym bardziej, że ten entuzjazm dotyczył udanego połączenia literatury popularnej z wątkiem odkrywania swojej homoseksualnej tożsamości przez głównego bohatera. Skoro ja dopiero grubo po trzydziestce zorientowałam się jak bardzo zabrakło mi w literaturze głosów kobiecych, co dopiero muszą czuć w tej sprawie osoby nieheteronormatywne? Takich motywów jest naprawdę niewiele. A Świderska zamiast zrobić z tego rozdzierający dramat, co jest chyba […]
„Trąbka do sluchania” Carrington, czyli miotła dla staruszek.
Ekscentryczna, ironiczna, cudowna!Taka jest Leonora Carrington w „Trąbce do słuchania” wydanej przez Wydawnictwo Literackie w serii „Inne konstelacje”, w której będą się ukazywały tytuły polecane przez Olgę Tokarczuk. Bizarne. „Jeżeli starsza pani nie może pojechać do Laponii, Laponia musi przyjść do starszej pani”. Zaczyna się spokojnie i dość stereotypowo, przygłucha staruszka mieszka z synem, jego rodziną. Ma koty. I przyjaciółkę od serca. Jedynym jej wyróżnikiem jest od początku poczucie humoru. A potem, stopniowo, od momentu, gdy otrzymuje w prezencie tytułową trąbkę, wszystko staje na głowie. Machina zaskoczeń się rozkręca. Trzeba uważnie czytać każdy akapit, bo nie wiadomo co jeszcze nas […]
„Pocztówka” Anne Berest. Francuskie poszukiwania żydowskiej tożsamości.
Mam co do niej mieszane uczucia. Wciągnęła mnie, to na pewno, bo mnie interesuje ta tematyka – poszukiwania własnej tożsamości, zwłaszcza tej pogrzebanej głęboko pod zasłoną milczenia, jak to często się dzieje w przypadku tożsamości żydowskiej. Tu proces ten rozpoczyna tajemnicza, tytułowa pocztówka z czterema nazwiskami dostarczona na nazwisko nieżyjącej babci pisarki. Anne Berest przeprowadza śledztwo. W głąb rodzinnych sekretów. Symboliczne jest, że zaczyna to śledztwo gdy w jej brzuchu rośnie córka. W końcu ona też będzie Żydówką (nawet jeśli rodzina jest od dawna silnie zakorzeniona we Francji). I ta współczesna część jest dla mnie szczególnie interesująca. Wygląda na to, […]
Fernarda Melchor „Paradajs”. Meksyk i piekło przemocy wobec kobiet.
W zasadzie od razu wiadomo, że ten „Paradajs” to będzie mocno odwrócony, raczej piekielne czeluście niż plastikowe słomki przy drinkach. Fernarda Melchor – pisarka meksykańskiego oblicza przemocy wobec kobiet jest tu sobą. I to o tym opowiada „Paradajs”. To moje pierwsze z nią spotkanie, bo mimo, że spodziewałam się wszystkiego dobrego dzięki poleceniu @skahlann to zwyczajnie bałam się jak to udźwignę, ale poszło nadspodziewanie dobrze. To nie znaczy, że pewne obrazy nie zostaną mi w głowie na zawsze (a nie są to bynajmniej łatwe do strawienia sceny), ale czytałam płynnie, ciężko było ją odłożyć. To bardzo kameralna, psychologiczna powieść, z […]
„Żaden koniec” Zośki Papużanki. Proza dla koneserów.
„Nawet o bohaterze, którego ktoś pisze, który się komuś pisze, niczego się nie możemy dowiedzieć, a tym bardziej o żywym człowieku. I nie z tej taniej, jakże taniej przyczyny, że umarł i nie powie. Wydaje nam się, że coś wiemy, że zdążyliśmy zauważyć, bo wydajemy się sobie tacy, że powinniśmy wiedzieć. Tymczasem dostajemy coś na kształt rodzinnego albumu o artyście lub mordercy – wklejone zdjęcia, notatki prasowe i wiele wolnego miejsca, niezapełnionego nawet jeśli pytaliśmy, jeśli chcieliśmy zamalować pustą przestrzeń jak dzieci w przedszkolu, pokoloruj tło, a my nie znamy tła, narysowaliśmy tylko ludziki idące po parku za rączkę, płaskie […]
Guzel Jachina „Zulejka otwiera oczy”. Prosta opowieść do szpiku serca.
Duże zagęszczenie trudnych słów w jakimś tekście uruchamia we mnie od razu czerwoną lampkę. Zaczynam się zastanawiać, czy ktoś tak naprawdę wie o czym mówi. Mądrość polega na tym, żeby o trudnych sprawach umieć mówić prosto. Jeśli nie potrafisz wyjaśnić czegoś prosto, nie rozumiesz tego wystarczająco dobrze. To przekonanie Einsteina wyniosłam z domu dzięki Tacie i wcale nieźle zdaje ono egzamin na przestrzeni lat. W gruncie rzeczy pewnie można je przykładać rownież do literatury. Już sam tytuł „Zulejka otwiera oczy” nieźle współgra z tym co powyżej napisałam. Otwiera oczy i co dalej? Guzel Jachina opowiada historię tragiczną i pełną nadziei […]
Zachwyt nad polską prozą, czyli „Toń” Ishbel Szatrawskiej.
Nie dało się jej odłożyć. A kiedy kończyłam miałam ciarki. Wydaje Wam się, że „Hersh…” jest znakomity? Owszem. Mnie też. Ale to jeszcze nic w porównaniu z najnowszym tytułem Szatrawskiej. Ona najwyraźniej diabelnie dobrze umie w pisanie, niezależnie od gatunku. A tym razem zaserwowała nam powieść. Wielowątkową. Rozbudowaną. Splatającą mistrzowsko różne plany czasowe. Miejsce akcji: dawne Prusy Wschodnie. Z całą ich etniczną złożonością, którą tak skutecznie pudrowano w PRL-u. Z uchodźctwem, które jest wpisane w to miejsce (na ten plan nakłada się wymownie to, co dzieje się teraz na białoruskiej granicy; w sposób mądry i bardzo zniuansowany, co doceniam, bo […]
„Violeta” Isabel Allende. Stary, dobry scenariusz działa, ale czy jest iskra geniuszu?
Bardzo lubię, gdy pisarka umie ubrać ważne treści w przystępną formę, taką, która dociera szeroko, bo przy okazji dostarcza rozrywki. Isabel Allende jest w tym mistrzynią i po namyśle nie bez kozery mogę w przypadku właściwie wszystkich jej tytułów użyć hasztagu #dobreksiążkiwagilekkiej Każdy jeden, z którym do tej pory się zetknęłam wart jest czytania i każdy jeden mogę polecać nie tylko czytelniczym pasjonatom. „Violetę” też pochłonęłam z przyjemnością. Miałam moment, w którym trochę kręciłam nosem, że Allende po raz kolejny używa bardzo podobnego scenariusza, że nieco się to jej pisanie robi schematyczne w formie i coś w tym jest, ale […]
„Łakome” Lebdy. Poetycka proza o żywym i śmierci.
Łakoma jest żałoba. Ale i łakome jest życie.Najmocniejsze pisanie o życiu jest wtedy , kiedy piszemy o śmierci. Żywe wiecznie opiera się śmierci. Jednostkowe przegrane na jej rzecz nie zmieniają całościowego obrazu. Narratorka „Łakomych” przyjeżdża do Maja, żeby towarzyszyć w umieraniu Babci, która wychowała ją po śmierci rodziców. Ona i druga kobieta, która ją wspiera znikają na tym końcu świata, w którym nie ma nic, a przecież i tak jest wszystko. Kobiety przejmują bycie z Babcią, bezpośrednią opiekę. Dziadek zamyka swój strach w konkretnych czynnościach. Przebudowuje. Ulepsza. Zmienia. Jego ręce są ciągle zajęte. Jeśli idzie o poetycką prozę mam zawsze […]
„Mam tak samo jak ty” Doroty Masłowskiej. O moim mieście.
Warszawa, lata ostatnie. Pandemia. Wojna. Zwykłe życie. Pięknie nas przez nie przeprowadza Masłowska w swoich felietonach, pisanych, jak wnioskuję, gdzieś z perspektywy Ochoty. Oraz, to z całą pewnością, z perspektywy osoby, która weszła w to miasto już jako młoda dorosła. Zatem nie ma wobec Warszawy tendencji uromantyczniania, którą ja, być może, mam; nie na darmo lubię sobie przypominać jak to wychowałam się na „Złym” Tyrmanda oraz jak odzywała się we mnie warszawska obrończyni, kiedy, przybyli do mojego miasta z całkiem innych okolic, studenci i studentki wieszali na Warszawie psy wpychając jej pewnie do gardła własne, niezrealizowane na razie, marzenia wraz […]